WIELKIE PRANIE


W domu i na świecie

Spojrzał na ogromną twarz. Zajęło mu czterdzieści lat, nim odkrył, jaki to uśmiech kryje się pod czarnym wąsem. Och, cóż za okrutna, niepotrzebna pomyłka! (…) Ale wszystko już było dobrze, wreszcie było dobrze; walka się skończyła. Odniósł zwycięstwo nad samym sobą. Kochał Wielkiego Brata. Tak kończy się przesławna powieść, która w chwili proroczego natchnienia spłynęła spod pióra Jerzego Orwella. Wizerunek Big Brothera towarzyszył Winstonowi Smithowi każdego dnia, gdy udawał się do pracy w Ministerstwie Prawdy, gdzie wciąż na nowo redagowano dawne wydania „The Times”, by były zgodne z aktualną linią Partii. Betonowy gmach tej instytucji z wypisanymi na fasadzie hasłami w rodzaju WOJNA TO POKÓJ, WOLNOŚĆ TO NIEWOLA, IGNORANCJA TO SIŁA, był – obok ministerstw Pokoju, Miłości i Obfitości – fundamentem ustroju Oceanii, określanym jako ANGSOC. W skodyfikowanym przez autora języku nowomowy oznaczało to brytyjski socjalizm.Jak miliony innych rodaków oglądałem w niedzielę finał eksperymentu, podczas którego bałagan organizacyjny ścigał się z nieporadnością prezentera Grzegorza Miecugowa. Rozgrzane do białości centrale sieci komórkowych liczyły impulsy i brzęczącą monetę – nieznana ilość SMS-ów razy 2,44 złotego. Przyjmując ostrożnie milion połączeń, można sobie wyobrazić zadowolenie nowego szefa stacji TVN z dynastii Walterów. Pieniądze płyną jednak przede wszystkim za emitowane w tzw. commercial break’s reklamy oraz za product placement, czyli prezentacje marek towarowych w spiżarni. Wszystko to dało co najmniej 100 milionów wpływów, potwierdzając tezę, że program telewizyjny stał się dziś tylko opakowaniem dla artykułów sprzedawanych na wolnym rynku. Przed trzema miesiącami pisałem na tym miejscu o powtarzających się obawach psychologów i obserwatorów życia społecznego; przebieg „wydarzeń” w domu Wielkiego Brata nie potwierdził większości z nich! Jeśli coś naprawdę się sprawdziło, to jest to diagnoza naszego – Polaków – stanu ducha. Wyzwalamy się z zahamowań i rozmaitych tabu, dlatego jeden z uczestników nowego przedsięwzięcia medialnego pod nazwą „Ekspedycja” mógł powiedzieć, że urodził się zmęczony i żyje po to, by wypocząć…
Nie chcę rozwodzić się dalej nad życiem w telewizyjnym „domu”, zwłaszcza, że zapowiedziano już drugą edycję imprezy wczesną jesienią. Finał w Sękocinie przyćmił nadawany jednocześnie w publicznej TV dokument pt. „Dramat w trzech aktach”. Już przed trzema tygodniami przewidywałem, że w miarę zbliżania się wyborów będzie rosnąć zapotrzebowanie na materiały zwane w dziennikarskiej gwarze „świntuchami”. Wtedy były to rewelacje o miliardach dolarów z Polski lądujących w sejfach zuryskich banków. Dziś telewizja ciągnie temat i chce podważyć niebezpiecznie dobrą opinię wyborców o braciach Kaczyńskich. Chodzi rzecz jasna o notowania popularności ministra sprawiedliwości Lecha i podróżującego po kraju Jarosława. Ten ostatni gościł we wtorek w Częstochowie, mówiąc o programie utworzonej właśnie partii „Prawo i Sprawiedliwość”. Tego dnia było już wiadomo, że w montażowniach na Woronicza trwa gorączkowa praca nad ukończeniem filmu o 600 tysiącach dolarów przekazanych Porozumieniu Centrum.
Forsa miała pochodzić z przesławnego Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, utworzonego jeszcze za rządów Rakowskiego. Obejrzałem powtórnie materiał z kasety i dziwię się realizatorom, którzy poruszają się wśród mechanizmów finansowania polityki z wdziękiem słonia. Pieniądze płyną do polityki wszędzie a ówczesne polskie realia uniemożliwiały kontrolę ich pochodzenia. Nikt dokładnie nie wiedział dlaczego ludzie skłonni są oddać część swego świeżego bogactwa na finansowanie partii i czego oczekują od wybrańców. Obdarzony południową urodą wychowanek aktora Krzysztofa Kowalewskiego – Janusz Iwanowski (zapasowe nazwisko – Heathcliff Pineiro) był kurierem siedzącego dziś w więzieniu Grzegorza Żemka i najpewniej sondował możliwości finansowania różnych partii. Mimo tych wysiłków nie udało się spuścić zasłony na grabież finansów Polski, choć proces FOZZ-u dzielnie zmierza ku przedawnieniu. Dziś dobroczyńca PC na zlecenie swych mocodawców z kierownictwa telewizji paraduje po Warszawie kpiąc sobie z listów gończych i pokazując gabinety zapomnianych ministrów. Tym sposobem nastąpił znamienny podział kompetencji między stacje komercyjne i publiczne: te pierwsze sprzedają środki piorące a drugie pokazują sam proces prania – przeciwników
politycznych.
ryszardbaranowski@poczta.onet.pl

RYSZARD BARANOWSKI

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *