STRZELAŁA I ZWIEDZAŁA


Renata Mauer (dwukrotna mistrzyni olimpijska)

Gdyby strzelectwo sportowe mierzyć miarą popularności, to z pewnością znalazłoby się ono na bardzo odległym miejscu. Gdyby jednak spojrzeć na nie przez pryzmat sukcesów odnoszonych przez naszych strzelców w ostatnich latach, to przedstawiciele innych dyscyplin musieliby mu oddać niewątpliwy pokłon.
Co by nie mówić, najgłębsze pokłony należą się jednak pierwszej damie polskiego strzelectwa, Renacie Mauer-Różańskiej. Oto ta niewielkiego wzrost zawodniczka (raptem 154 cm), skromna, przyjazna, o zniewalającym uśmiechu, w ciągu ostatnich ośmiu lat stała się najbardziej utytułowaną zawodniczką w strzelaniu z karabinka, zwyciężając na dwóch kolejnych olimpiadach – w Atlancie i w Sydney.
Nic dziwnego, że już dziś reprezentantkę Śląska Wrocław z powodzeniem można umieszczać w galerii największych sław polskiego sportu, w której znalazłaby się obok innego wielkiego naszego strzelca, Józefa Zapędzkiego.
Tuż przed świętami Renata Mauer gościła w Częstochowie na tradycyjnym IV Memoriale im. mjr. Jana Wrzoska. Te ogólnopolskie zawody strzeleckie powoli stają się jednymi z najważniejszych dla całego zaplecza naszej kadry. Tegoroczne, dzięki obecności Renaty Mauer-Różańskiej nabrały dodatkowego splendoru.
– Do Częstochowy przygnały panią obowiązki sportowe?
– Właściwie to tak, ale chciałam przede wszystkim trochę odpocząć, a nie ruszać w daleką drogę. Po mistrzostwach Europy miałam tylko tydzień wolnego i uznałam, że to za krótki okres na zregenerowanie sił. Dlatego zrezygnowałam z wyjazdu na prestiżowe zawody do Dortmundu i swoje kroki skierowałam do Częstochowy.
– Towarzyszyli pani mąż i córeczka Natalia.
– Tak, bo w Częstochowie nigdy nie byliśmy, dlatego start w zawodach połączyliśmy ze zwiedzaniem sanktuarium jasnogórskiego. – Rozumiem, że połączyła pani wrażenia sportowe z duchowymi?
– Tak to można nazwać. Wizyta na Jasnej Górze to niezapomniane wrażenie. Zresztą wspaniale zaopiekowała się nami siostra ze służby informacyjnej. Oprowadziła nas po klasztorze, poopowiadała i szczerze jesteśmy jej za to wdzięczni.
– A wrażenia sportowe?
– Też miłe, choć przecież w superfinale karabinka pneumatycznego pokonała mnie częstochowianka Alicja Ziaja.
– Ona jest panią zachwycona.
– No, nie wiem, trudno mi mówić, ale młodzież mamy zdolną. Gdyby nie było w kraju jakiejś konkurencji, to ciężko byłoby z wynikami we współzawodnictwie międzynarodowym.
– Młodzież, bo wygląda na to, że jest pani w tym towarzystwie zdecydowanie najstarsza.
– Faktycznie, moi równieśnicy się wykruszyli. Ze strzelania sportowego nie da się jednak wyżyć. Ze sponsorami jest licho i trzeba liczyć głównie na pomoc państwa. Ci, którzy są w kadrze olimpijskiej i mają godziwe stypendia ciągną to dalej, ci którzy z niej wypadli rozglądają się za innym zajęciem.
– Z panią jest inaczej.
– Jestem przy strzelectwie, bo udaje mi się z powodzeniem rywalizować w najważniejszych imprezach. W każdym bądź razie myślę już o kolejnych zawodach, mistrzostwach globu i igrzyskach olimpijskich w Atenach w 2004 roku.
– Rozumiem, że nie czuje się pani do końca spełniona sportowo. W medalowej kolekcji brakuje pani choćby jednego złotego medalu mistrzostw świata.
– Trafnie pan to ujął. Nie czuję się spełniona sportowo, dlatego dalej strzelam i stawiam sobie nowe cele. Mistrzostwa świata, w mojej konkurencji, odbywają się raz na cztery lata. Kolejne przypadają w przyszłym roku, więc wypadałoby w nich powalczyć o to upragnione złoto. Zresztą od 2002 roku rozpoczyna się zbieranie punktów kwalifikacyjnych na olimpiadę i trzeba się przyłożyć.
– Czy po pani sukcesach wzrosło zainteresowanie strzelectwem w naszym kraju?
– Ażeby pan wiedział, że wybudowano kilka nowych strzelnic. Byłam nawet na otwarciu nowego obiektu w Krotoszynie. To cieszy, że się coś dzieje.
– Pytam o to nie bez przyczyny. Sukcesy naszego narciarza Adama Małysza spowodowały, że każda, nie tylko górska miejscowość, chce mieć u siebie skocznię.
– Adam Małysz wszystkim nam zakręcił w głowie. Mój mąż bez przerwy oglądał konkursy z udziałem pana Adama, jeden po drugim. Był strasznie tym wszystkim podekscytowany. Mówił, że skoczni narciarskich jest w Polsce bardzo mało. A mnie się wydaje, że w ogóle brakuje nam obiektów sportowych z prawdziwego zdarzenia.
– A teraz z innego bieguna. Ma pani pozwolenie na broń?
– Mam, a jakże, na pistolet pneumatyczny. Zresztą mam go w domu, ale to broń sportowa i do innych celów jej nie używam.
– A co pani sądzi o nowym projekcie poselskim, aby każdy chętny mieszkaniec naszego kraju trzymał broń u siebie w domu.
– Ta propozycja do mnie nie przemawia. Wcale nie poprawi to naszego bezpieczeństwa. W naszym kraju żyje się nerwowo, a gdy osoby niepowołane będą miały dostęp do pistoletów może być jeszcze bardziej nerwowo. Po prostu niektóre osoby mogą zrobić sobie krzywdę.
– Gdzie pani spędzi święta Wielkiej Nocy?
– W gronie rodzinnym. Najpierw jedziemy do jednej mamy, później do drugiej, a następnie wracamy do naszego domu.
– „Kawalerki”?
– O „kawalerce” już zapomniałam. Po sukcesie w Atlancie przeprowadziłam się do nowego, znacznie większego lokum, z którego jestem bardzo zadowolona.
– Dziękuję za rozmowę.

ANDRZEJ ZAGUŁA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *