Nie udał się sobotni (24 października), ligowy wyjazd Rakowa Częstochowa do Krakowa, gdzie uległ Wiśle 1:2. Tymczasem „Czerwono-Niebiescy” szybko musieli szykować się do kolejnego starcia – tym razem w STS Pucharze Polski. We wtorek (27 października) w ramach 1/16 tych rozgrywek podopieczni Dawida Szwargi rywalizowali w Lublinie z tamtejszym Motorem.

Jeszcze przed meczem była nadzieja na to, że RKS zwycięży nad „Motorowcami”. Wszak już raz w tym Częstochowianie tego dokonali. Miało to miejsce 11 września, gdy na stadionie przy ul. Limanowskiego wygrali z zespołem z Lubelszczyzny 2:1.
Nie zapowiadało się jednak na powtórkę w potyczce na obiekcie przy Stadionowej. Pierwsza połowa nie dostarczyła zgromadzonym fanom zbyt wielu wrażeń. Co prawda gospodarze próbowali jeszcze przeprowadzać akcje w celu zdobycia bramki, ale goście byli wręcz bezbarwni.
Pierwszy gol wpadł dopiero w drugiej połowie spotkania. Bramkarz Rakowa, Kacper Trelowski miał piłkę po swojej stronie. Ograł wprawdzie atakującego miejscowych, Karola Czubaka, lecz zbyt długo zwlekał z wybiciem futbolówki. Następnie piłkarz Motoru wbiegł przed Trelowskiego i ten omyłkowo kopnął w nogę gracza przeciwników.
W wyniku tego zdarzenia, sędzia Paweł Raczkowski podyktował rzut karny dla Lublinian w 51. minucie. Naprzeciw popularnego „Trela” stanął Mbaye N’Diaye. Pomocnik lubelskiej ekipy podczas oddawania strzału nie pomylił się, w związku czym na prowadzenie wyszli zawodnicy pod wodzą Mariusza Misiury (1:0).
Wynik na tablicy świetlnej nie zmieniał się przez dłuższy okres czasu. Wszystko wskazywało na awans teamu z Lublina. Tymczasem w doliczonym czasie gry skutecznością popisał się Lamine Diaby-Fadiga, który strzałem zza pola karnego, pokonując Mihaia Popa, wyrównał stan batalii.
Oznaczało to dogrywkę. W dodatkowych trzydziestu minutach „Medaliki” mieli kilka okazji – choćby za sprawą Fadigi czy Jeana Carlosa Silvy – na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść. Niestety, skończyło się jedynie na próbach.
O wszystkim musiały więc zdecydować rzuty karne. Te poszły po myśli częstochowskiego zespołu (3:1). Duża w tym była zasługa bramkarza Tarika Karicia (zmiennika Trelowskiego w 91. minucie), który obronił dwie jedenastki. Nie będzie raczej przesadą, jeśli się stwierdzi, że to głównie dzięki 21-letniemu Bośniakowi Rakowa Częstochowa zobaczymy w 1/8 Pucharu Polski.
Motor Lublin – Raków Częstochowa 1:1 pd. k. 1:3 (0:0)
1:0 Mbaye N’Diaye (k.) 51 min.
1:1 Lamine Diaby-Fadiga 90+4 min.
Motor: Mihai Popa – Thomas Santos (78 min. Kamil Lukoszek), Bartosz Bereszyński, Tin Plavotić, Filip Luberecki (85 min. Paskal Meyer) – Mbaye N’Diaye (85 min. Marek Bartos), Yacine Bourhane, Mateusz Łęgowski, Rony Lopes (71 min. Christopher Simon), Fabio Ronaldo (71 min. Makan Aiko) – Karol Czubak (91 min. Alioune Oumar Tall)
Raków: Kacper Trelowski (91 min. Tarik Karić) – Jean Carlos Silva, Bogdan Racovitan, Oskar Repka, Nils Zatterstrom (82 min. Tomasz Pieńko), Erick Otieno (61 min. Jakub Jendryka) – Patryk Makuch, Karol Struski (61 min. Marko Bulat), Władysław Koczerhin, Oliwier Kwiatkowski (61 min. Lamine Diaby-Fadiga) – Mahir Emreli (82 min. Adam Basse)
Kartki: żółte – Bereszyński (Motor) oraz Otieno, Zatterstrom, Repka (wszyscy Raków); czerwona – Bereszyński (Motor, za drugą żółtą w 92 min.)
Norbert Giżyński
Foto: Jakub Ziemianin / rakow.com
