Prawdziwe piękno polskiego folkloru


O pasji, wyzwaniach i tańcu z Elizą Nitecką

 

Polski folklor zachwyca bogactwem barw, tradycją i niepowtarzalną energią, ale praca w zespole pieśni i tańca wymaga ogromnego poświęcenia i siły fizycznej. O kulisach występów, trudach noszenia wielokilogramowych strojów oraz niezwykłej społeczności tancerzy rozmawiamy z Elizą Nitecką, byłą wieloletnią tancerką Zespołu Pieśni i Tańca „Kłomnickie Płomyczki” oraz Zespołu Pieśni i Tańca „Częstochowa”, pasjonatką muzyki, polskiego folkloru i rękodzieła ludowego.

 

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z tańcem i dlaczego trafiłaś właśnie do Zespołu Pieśni i Tańca „Częstochowa”?

– W wieku 6 lat tata zapisał mnie do „Kłomnickich Płomyczków” w Kłomnicach, skąd pochodzę. Po kilku latach choreograf polecił mi, żebym spróbowała swoich sił w Zespole Pieśni i Tańca „Częstochowa”.

Co najbardziej fascynuje Cię w tańcu ludowym?

– Jest to odrębność kulturowa poszczególnych regionów, z których te tańce pochodzą. Ich trudność polega na nauce wymagających elementów. Podczas tańca również śpiewamy, a w niektórych są różne podnoszenia i przerzuty, które muszą być zsynchronizowane przez całą grupę, a nie indywidualnie.

Ile czasu trzeba poświęcić, aby dobrze opanować jeden nowy taniec lub choreografię?

– To zależy od zaawansowania tancerza, od tego, ile kroków potrafi i czy zna podstawy tańców z danego regionu. Również od długości, bo jedne mogą trwać około pięciu minut, a są też suity po piętnaście czy dwadzieścia, mocno rozbudowane ze scenami obyczajowymi i solówkami. Łatwiejsze układy można opanować nawet w tydzień, ale jeśli chodzi o poszczególne elementy, to czasami poświęca się miesiące, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik.

Który taniec jest Twoim ulubionym i dlaczego?

–W „Kłomnickich Płomyczkach” była to Polka pszczyńska. To rzadko wykonywany taniec. Znacznie popularniejsze są układy klasyczne typu Krakowiak, Polonez, Mazur, Oberek czy tańce lubelskie. W Zespole Pieśni i Tańca „Częstochowa” moim ulubionym jest Suita częstochowska, ponieważ jest związana z naszą ziemią. Zespołów, które wykonują tańce częstochowskie, jest tak mało, że można je policzyć na palcach jednej ręki. W Polsce nie jest to znany region.

Czy jest taki taniec lub układ, który był dla Ciebie szczególnie trudny do nauczenia?

– To Krakowiak. Ominęła mnie nauka tego tańca od podstaw, poznałam jedynie pojedyncze kroki, dlatego był dla mnie trudny. Najczęściej tańczyłam wstawki do układów koncertowych. Jeśli nie ćwiczy się systematycznie, to kroki mogą stanowić problem, zwłaszcza że ma dosyć szybkie tempo.

Co czujesz, kiedy wychodzisz na scenę przed publicznością?

– Na początku, kiedy wychodzę na scenę, zawsze mimo wszystko czuję trochę stresu, z obawy na nieoczekiwane warunki i zdarzenia. Jeśli tańczymy w nowym miejscu, może być na przykład śliski parkiet, więc trzeba tańczyć asekuracyjnie, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Choreografowie zawsze mówią, żeby się tańcem bawić, wczuć się i cieszyć, bo to odzwierciedla się w naszej autentyczności na scenie. Istotna jest koncentracja, żeby pamiętać kroki i nie pomylić układu.

Jak w takim razie radzisz sobie z tym stresem?

– Zawsze starałam się rozluźnić przed samym występem i myśleć o czymś innym. Przy śpiewaniu solówek zamykałam się sama ze sobą, nawet jeżeli wokół są ludzie, skupiałam się na tym, co mam zrobić. Tuż po wejściu na scenę człowiek ma tyle bodźców wokół, że w pewnym momencie zapomina o stresie i po prostu idzie dalej.

Czy podczas występów zdarzyła Ci się kiedyś zabawna lub niespodziewana sytuacja?

– Bywały sytuacje zabawne, gdzie któraś dziewczyna przytrzymywała sobie przez pół koncertu halkę, bo jej się odpięła. Kiedyś koledze zsunął się kierpiec z nogi. Zaplątany rzemyk nie pozwalał mu go zdjąć, więc musiał mocno się starać aby nie stracić równowagi i upaść na scenę. Było gorąco…

Czy dzięki zespołowi miałaś okazję odwiedzić ciekawe miejsca lub występować za granicą?

– Sporo podróżowałam. Osobiście byłam w wielu krajach europejskich: na Litwie, w Czechach, Bułgarii, Rumunii, Czarnogórze. Miło wspominam pobyt w Lourdes we Francji, na zaproszenie merostwa i prezydenta Częstochowy, z okazji jubileuszu współpracy miast bliźniaczych. Z „Częstochową” polecieliśmy też na Kaukaz do Gruzji. Będąc w zespole można odwiedzić fajne miejsca, zawrzeć ciekawe znajomości i zaczerpnąć kultury oraz tradycji z zagranicy.

Jak publiczność reaguje na polskie tańce i muzykę ludową?

– Za granicą bardzo dużo osób jest zafascynowanych naszymi tańcami, muzyką i samymi strojami. Na festiwalach często robione są parady, a ludzie są bardzo mili, zaangażowani, pytają o szczegóły, robią zdjęcia i cieszą się. W Polsce jest podobnie, choć irytujące jest mieszanie regionów, kiedy ktoś w stroju łowickim czy częstochowskim słyszy: „o, jaka piękna krakowianka”. Najbardziej mili są seniorzy, ale młodzież też jest coraz bardziej zainteresowana.

Jak wyglądają przygotowania do dużego koncertu lub ważnego występu?

– Na próbach skupiamy się na repertuarze na dany koncert. Mamy dodatkowe zajęcia, zazwyczaj w Młodzieżowym Domu Kultury w Częstochowie, który jest naszą „domową” sceną. Przed koncertami, takimi jak jubileusz ,mamy zgrupowania, gdzie ćwiczymy po kilka godzin dziennie, stawiamy układy i planujemy strategię na pół roku do przodu. Do tego trzeba przygotować rekwizyty i scenografię. Na ostatnim jubileuszu opowiadaliśmy tańcem i scenkami całą historię o naszym częstochowskim Janosiku. Przygotowania są długie i żmudne, ale efekty warte tego.

Czy stroje ludowe są wygodne do tańczenia i czy trudno się w nich występuje?

– Zależy od stroju i płci. Panowie mają lekko: koszula, kamizelka, spodnie, buty i kapelusz. Panie noszą halkę (czasami podwójną), koszulę, serdak, spódnicę, fartuch, korale, wianki. Wełniana spódnica jest bardzo ciężka. Lżej jest, gdy zakłada się stroje z Beskidu Śląskiego czy Żywieckiego, bo są cienkie i przewiewne, ale na przykład w łowickim wełna zarzuca w obrotach i trzeba mocno pilnować równowagi, żeby skończyć twarzą do widowni. Całe wyposażenie z tego regionu może ważyć od 15 do 20 kg. Gdy dziewczyna waży 40 kg, partner w podnoszeniach musi podrzucić 55-60 kg!

Gdybyś miała jednym zdaniem zachęcić kogoś do dołączenia do Zespołu Pieśni i Tańca „Częstochowa”, co byś powiedziała?

– Dzięki pracy w zespole można zyskać świetne wspomnienia, dużo doświadczenia i przyjaciół na całe życie! Wielu tancerzy przyjaźni się, a niektórzy nawet zakładają razem rodziny. Zatem naprawdę warto!

 

Elizie Niteckiej życzymy kolejnych sukcesów oraz niegasnącego zapału do kultywowania polskich tradycji.

 

MATEUSZ KLUSZEWSKI

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *