Blisko życia i literatury


Aleksandra Ziółkowska – Boehm urodziła się w Łodzi. Polonistykę ukończyła na Uniwersytecie Łódzkim, a następnie na Uniwerytecie Warszawskim uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych. W latach 1972-1974 była asystentką i współpracowniczką wybitnego reportażysty i prozaika – Melchiora Wańkowicza. Przez ponad pięć lat pracowała w redakcji repertuaru Teatru Telewizji. Była stypendystką instytucji i fundacji kanadyjskich i amerykańskich. Od czternastu lat mieszka w Wilmington, w stanie Delawar.
Aleksandra Ziółkowska jest autorką kilkunastu książek, m.in.: “Blisko Wańkowicza”, “Moje i zasłyszane”, “Kanada, Kanada”, “Nie tylko Ameryka”, “Korzenie są polskie”, “Na tropach Wańkowicza”, “Podróże z moją kotką” i najnowszej, będącej wymianą listów pisarki z Szymonem Kobylińskim pt. “Nie minęło nic, prócz lat…”.

Rozmowa z Aleksandrą Ziółkowską – Boehm znaną pisarką, publicystką i reporterką, którą niedawno gościła Biblioteka Publiczna w Częstochowie.
– Jak Pani czuje się w naszym mieście? Czy jest to Pani pierwszy pobyt w Częstochowie?
– Czuję się wyśmienicie i jestem bardzo zadowolona z przyjazdu do Częstochowy. Dla Polski Częstochowa jest wyjątkowym miejscem przez Jasną Górę, przez klasztor. Miasto to kojarzy mi się z moją młodością. Jako uczennica dwukrotnie odwiedziłam Częstochowę z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę. Natomiast po raz pierwszy zostałam zaproszona do Częstochowy na spotkanie z czytelnikami moich książek.
– Czy to prawda, iż człowiek, który będzie w przyszłości bohaterem Pani książki zaprząta Pani uczucia bez reszty?
– Zakochuję się w postaci, w temacie. Ten uczuciowy kontakt często jest bardzo silny. Im więcej jestem przejęta i zaangażowana emocjonalnie, tym bardziej tekst jest gorący, prawdziwy i myślę, że lepszy. Osoby, które nie poruszą mojej wyobraźni, nie są w stanie zainspirować mnie do pisania, tworzenia.
– Zbieranie informacji do książek, pisanie, rozmowy z ludźmi, to jest Pani praca i życie jednocześnie…
– Praca w moim życiu odgrywa ogromną rolę. Dużo pracuję. Cenię sobie dyscyplinę i dobrą organizację. Całe moje życie można podzielić na różniące się między sobą okresy:
łódzki, warszawski, czas pracy u Wańkowicza, lata spędzone w Kanadzie i oczywiście pobyt w Stanach Zjednoczonych. Częste wyjazdy, podróże, zmiana miejsca zamieszkania wpłynęły w dużym stopniu na moje życie i pracę literacką. Oswajam nowe miejsca i ludzi, i w związku z tym mam coraz więcej zaprzyjaźnionych śladów na mapie.
– W jednym z wywiadów powiedziała Pani: “Wańkowicz nauczył mnie pracy, umiejętności koncentracji i zorganizowania”…..
– Myślę, że rozwój osobowości w dużym stopniu zawdzięczam także Wańkowiczowi. Trafiłam do niego jako młoda dziewczyna. Studiowałam wówczas polonistykę. To były niezwykłe lata. Dzięki niemu wiele się nauczyłam, poznałam wspaniałych ludzi. Żywiłam dla niego ogromny szacunek. Po śmierci Wańkowicza, zachęcona przez przyjaciół, napisałam książkę o ostatnich latach życia pisarza pt. “Blisko Wańkowicza”.
– Czy w trakcie pracy nad książką rozmawia Pani o niej z przyjaciółmi, znajomymi?
– O planach literackich rozmawiam z mężem. Niekiedy Norman dostarcza mi wiele potrzebnych informacji. Jest pierwszym odbiorcą, w tłumaczeniu na angielski, tematów, którymi sie zajmuję. Często dyskutujemy o powstającej książce. Natomiast znajomi dowiadują się o niej znacznie później, wtedy gdy przybiera pełniejszy kształt.
– Proszę powiedzieć od jak dawna należy Pani do amerykańskiego Pen Clubu?
– Od kilku lat, a dokładnie od 1998 roku. Cieszę się, że dostąpiłam zaszczytu wstąpienia do tego elitarnego stowarzyszenia pisarzy. Moją kandydaturę poparły znane i wyjątkowe osoby: Audrey Toppiy, Rex Alan Smith, Zbigniew Brzeziński, Edward Said.
– Co Pani ceni w ludziach najbardziej?
– Uczciwość, lojalność i posiadanie pasji.

BARBARA SZYMAŃSKA

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *