Bardzo dużo mówi się obecnie o Grzegorzu Braunie, polityku stojącym na czele Konfederacji Korony Polskiej. Nieco mniej o Juliuszu Braunie – polityku i dziennikarzu, związanym z mediami. Zupełnie nic nie mówi się o Jadwidze Braun, Sybiraczce, żołnierzu armii Andersa, aktorce zmarłej na emigracji. Pragnę przybliżyć ich wzajemne powiązania i mało znane historie. Szczególną uwagę poświęcę zatem pani Jadwidze Braun-Domańskiej.

1.Korzenie rodzinne
Dziećmi Karola Brauna (1868 – 1935), notariusza, prezesa Towarzystwa Gimnastycznego Sokół i jego żony Henryki z domu Miller (wcześniej była harcerką – komendantką Chorągwi Krakowskiej, a także działaczką organizacji kobiecych; bratem jej matki był Roman Żuliński, który w czasie powstania styczniowego należał do pięcioosobowego Rządu Narodowego; wraz z Romualdem Trauguttem stracony został w Cytadeli Warszawskiej) byli urodzeni w Dąbrowie Tarnowskiej, potem mieszkający w Tarnowie:
Kazimierz, ur.1899 – stryjeczny dziadek Grzegorza – był Legionistą, potem lotnikiem, porucznikiem Wojska Polskiego, zapisał bohaterską kartę w wojnie z bolszewikami jako strzelec pokładowy walcząc z konnicą Budionnego. Odznaczony krzyżem Virtuti Militari. Zginął w wieku 21 lat w 1920 roku.
Jerzy (1901 – 1975) – drugi stryjeczny dziadek Grzegorza – wtedy młody poeta, student Uniwersytetu Jagiellońskiego, poszedł na wojnę z bolszewikami jako ochotnik. Przez wolne dwudziestolecie był pisarzem, filozofem, redaktorem, wydawcą. „Płonie ognisko i szumią knieje” – autorem tej harcerskiej piosenki był on. W czasie II wojny światowej był twórcą organizacji niepodległościowej „Unia” i członkiem najwyższych władz Polski Podziemnej. W 1945 r. został Delegatem Rządu Londyńskiego na Kraj. W PRL skazany został za konspiracyjną działalność na dożywocie, choć prokurator domagał się kary śmierci. Latami więziony przez komunistów.
Juliusz ur. 1904 – mąż Elżbiety Korwin Szymanowskiej (oboje zmarli w 1990) – dziadek Grzegorza i Juliusza – chodził do szkół w Tarnowie. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie się doktoryzował. Był adwokatem i działaczem Akcji Katolickiej. W 1931 r. ożenił się z Elżbietą Szymanowską, córką ziemianina Michała Szymanowskiego z Mokrska Dolnego nad Nidą. Jako harcerz był ochotnikiem w wojnie 1920 r. i w wojnie 1939 r. (wtedy już powyżej wieku poborowego). Był kierowcą generała Tadeusza Piskora, dowódcy Armii Lublin, a potem i Armii Kraków. Wraz z nim dostał się do niemieckiej niewoli, jednak uciekł. W czasie wojny był dwukrotnie więziony przez Niemców, ale oba, wręcz cudownie, ocalany. Po wojnie był dyrektorem Izby Przemysłowo-Handlowej w Częstochowie, gdzie utrzymywał stałe kontakty z Jasną Górą i Episkopatem, a także stworzył pierwszą w Częstochowie wyższą uczelnię – Wyższą Szkołę Administracyjno-Handlową i został jej rektorem. Zaaresztowany przez komunistów w 1948 roku latami siedział w więzieniu. Zrehabilitowany został profesorem w Polskiej Akademii Nauk. Syn Kazimierz napisał o nim książkę biograficzną pt. „Mój Ojciec” (Wydawnictwo A. Marszałek) i tam również można sięgnąć, aby dowiedzieć się więcej o przodkach Grzegorza.
Jego dzieci to: Tereliza, ur 1932, Kazimierz, ur 1936, (ojciec Grzegorza), Maria, ur. 1939 Braun-Gałkowska i Juliusz, ur.1948 – absolwent LO im.Traugutta w Częstochowie – polityk, medioznawca.
Jadwiga, ur. 1907 – po mężu Domańska – to cioteczna babka Grzegorza – była aktorką. Jako kurierka ZWZ z Warszawy do Wilna została zaaresztowana przez Sowietów i zesłana do gułagu. Uwolniona po układzie Sikorskiego ze Stalinem podążyła do polskiego wojska pod dowództwem gen. Andersa i została tam przez niego nominowana dyrektorem Teatru Dramatycznego 2 Korpusu. Przeszła cały szlak żołnierski z „ziemi nieludzkiej” (jak ją nazwał Gustaw Herling Grudziński), przez Persję, Palestynę, Włochy do Londynu. Nie chciała wracać do Polski pod komuną. Wybrała emigrację. Zmarła w 1996.
- Losy Jadwigi Braun
Jadwiga Braun-Domańska była najmłodszą z rodzeństwa i także przeszła przez harcerstwo. Z Dąbrowy wyprowadzili się, gdy miała sześć lat. Ojciec notariusz otworzył swą kancelarię w Nisku nad Sanem. Potem mieszkała kolejno w Krakowie, Dijon, gdzie studiowała literaturę francuską, a wreszcie w Warszawie. W 1932 r. ukończyła studia na Wydziale Aktorskim w Państwowej Szkole Dramatycznej w Warszawie.
„Moimi ukochanymi profesorami byli Jadwiga Turowicz, Stanisław Stanisławski i Wilam Horzyca. Wychowano nas w poczuciu, że teatr to nie tylko rozrywka, lecz przede wszystkim społeczny, obywatelski obowiązek. Dlatego nie zostałam w Warszawie. Występowałam w teatrach prowincjonalnych, ale dobrze prowadzonych przez ambitnych dyrektorów. I nie miałam z tego powodu żadnych artystycznych kompleksów”. Jako aktorka grała w Wilnie, Bydgoszczy, Łodzi, Lublinie i Łucku. Kazimierz Braun wymienia jej role jako Amelii w „Mazepie” Słowackiego, Maryny w „Weselu” Wyspiańskiego i Damy kameliowej w sztuce Dumasa. Jak wspominała, największe zadowolenie dały jej występy w Teatrze im. Słowackiego w Łucku i Lublinie, którego dyrektorem był Aleksander Rodziewicz. Jeździła z nim po miastach i miasteczkach Kresów Wschodnich.
Na 1 września 1939 r. wyznaczono w Teatrze Śląskim w Katowicach próbę generalną „Obrony Ksantypy” Ludwika Hieronima Morstina. Miała grać w niej główną rolę. Do próby nie doszło. „O czwartej rano obudził mnie warkot samolotów. Ćwiczenia – pomyślałam i poszłam spać.. Gdy jechałam autobusem na próbę generalną, słychać już było wybuchy bomb” – wspominała w książce „Była sobie piosenka…”

- Kurierka
Jej praca w konspiracji rozpoczęła się od spotkania w wileńskiej kawiarni „U Sztralla” dziennikarza Wacława Zagórskiego, który założył w Wilnie konspiracyjną organizację „Wolność”. Powiedziała mu o swoich planach przedostania się do Warszawy. Spytał ją, czy zna generała Tokarzewskiego. Odpowiedziała, że trochę. Przekazał jej ciasno zwinięty rulonik bibułki.
W Ejszyszkach z pomocą miejscowego gospodarza przekroczyła granicę litewsko-sowiecką. W Brześciu, mimo pogłosek, że straż graniczna ma psy, sowiecko-niemiecką. W Warszawie dostała propozycję doręczenia kolejnej przesyłki, tym razem do Białegostoku. Przy jej odbiorze została zaprzysiężona jako kurierka Związku Walki Zbrojnej. Jej mąż postanowił zostać w Warszawie, chciał przedostać się do polskiego wojska na Zachodzie. Ostatecznie wstąpił do AK, brał udział w Powstaniu Warszawskim.
Z Białegostoku zamierzała iść do Wilna, ale okazało się, że ma kolejną przesyłkę do Warszawy. Konspiracyjna praca wciągnęła ją bez reszty. Z Warszawy do Wilna, z Wilna do Grodna, gdzie wpadła przez swoją kiepską znajomość rosyjskiego, co skończyło się wyrokiem ośmiu lat w obozie na Syberii. Śledczego starała się wprowadzić w dobry nastrój. Wspominała: „Z wielką lekkomyślnością zeznaję po rosyjsku, w języku, który znam tylko z cygańskich romansów wyśpiewywanych przez matkę”. Prowadzącego przesłuchanie wyraźnie to bawiło.
Spytał: „Szto eto za bumażku wy rosżewali i pragłatili na dorogie?”. „Myślę – rosżewali to rozerwała, a pragłatiła to wyrzuciła, i zeznaję: ja rosżewała i pragłatiła…”. Dopiero w celi dowiedziała się, co naprawdę powiedziała: „ten papierek rozżułam i połknęłam”. W efekcie jako groźny szpieg została wysłana do więzienia w Baranowiczach.
- Na Syberii i u gen. Andersa
Na odczytanie zaocznie wydanego wyroku wezwano ją do karceru. „Siedziałam tam w bieliźnie, w zimnie, w zupełnej ciemności, która doprowadzała mnie do szału” – wspominała. Usłyszała: osiem lat obozu pracy na Syberii.
Wieść o amnestii dotarła do niej przez sowiecką gazetę: „dogowor z Polską – gienierał Sikorski – amnestia”. Ale czy dotyczy także tak niebezpiecznego szpiega jak ona? Nie było jej wśród wyczytywanych do wypuszczenia „na swobodu”. „Kobiety znikają za bramą. Odchodzą znajome, przyjaciółki, towarzyszki z pracy, z więziennych cel. Mnie nie wyczytali. Ja zostałam. Trwało to cztery tygodnie. Wystarczy, żeby znaleźć się na dnie. Kiedy już zdecydowałam, że będę umierać, zwolniono i mnie” – wspominała. Pojawiły się jeszcze propozycje współpracy z NKWD. Sugerowano jej, że od tego zależeć może wypuszczenie na wolność. Nie uległa.
Gdy dowiedziała się, że powstaje polskie wojsko sprzedała torbę z cielęcej skóry kupioną w Katowicach. Kupiła za to kilo chleba, melon i bilet do polskiego obozu w Buzułuku. Dojechała. „Na peronie – serce bić przestaje na chwilę. Żołnierz z orzełkiem na czapce!” – wspominała. Tymczasem Rosjanie nie otwierają drzwi i nikogo nie wypuszczają z pociągu. Oświadczają, że obóz jest przepełniony. Cudem udaje się jej wyskoczyć z pociągu tylnymi drzwiami.
„Kiedy Jadwiga Braunówna postanowiła zostać aktorką – a jej postanowienia i wybory życiowe cechowała zawsze gwałtowna stanowczość i bezwzględna konsekwencja – nie przypuszczała zapewne, że ten właśnie zawód zaprowadzi ją do wojska. Kiedy zaś, już wtedy zamężna, Jadwiga Domańska składała konspiracyjną przysięgę wojskową, nie mogła się spodziewać, że w wojsku będzie prowadziła teatr” – pisał Kazimierz Braun w swoich „Szkicach”.
W Buzułuku od pierwszych dni włączyła się w organizowanie ognisk, „kominków” i akademii dla, jak mówiła Mieszkowskiej, „odzyskania sponiewieranej godności ludzkiej”. Józef Czapski w książce „Na nieludzkiej ziemi” pisał: „Zaledwie wypuszczeni z obozów słuchaliśmy w zbitym tłumie w zimnej sali sztabu w Buzułuku Domańskiej (…) smukła, młoda, jasnowłosa kobieta deklamowała dźwięcznym, niskim głosem o niezapomnianym akcencie „Fortepian Szopena” C.K.Norwida.
Niekoniecznie religijni wcześniej uchodźcy nie wyobrażali sobie teraz dnia bez modlitwy: „To był normalny, codzienny rytuał, przez nikogo nie narzucony, któremu wszyscy bez wyjątku się poddaliśmy: rano wspólna modlitwa, wieczorem zbiorowe śpiewanie pieśni religijnych i patriotycznych”.
10 grudnia do Buzułuku przybył z Londynu generał Władysław Sikorski. Przygotowano z tej okazji akademię. „Jadwiga Domańska, artystka dramatyczna, kurierka podziemia, więzień sowiecki, a wreszcie ochotniczka – żołnierz armii polskiej w ZSRS wypowiedziała wiersz, napisany jeszcze w więzieniu przez inną więźniarkę, Ludwikę Biesiadowską” – wspominał generał Klemens Rudnicki. „Wiersz był wyjątkowo silny w wyrazie, głównie dzięki temu, że powstał niejako na tamtym świecie, wśród półtrupów łagiernych. Odtwarzał wiernie przeżycia duchowe każdego z nas i świadczył, czym było dla więźniów zesłańców nazwisko Sikorskiego: było dowodem, że Rzeczpospolita żyje” – opisywał to wydarzenie Rudnicki. Fakt, że Wódz Naczelny siedzi wśród nich, był dla zesłańców wstrząsem. Po deklamacji Domańskiej Sikorski miał łzy w oczach.
9 stycznia 1942 r. wraz z innymi artystami wyjechała do nowego miejsca postoju sztabu armii – Jangi Jul pod Taszkientem. Nie chciała być jednak w wojsku tylko aktorką, dlatego na jakiś czas zrezygnowała z tej pracy. Była szyfrantką, szkoliła też świetliczarki. Jej transport po wydostaniu się z Sowietów trafił do Iraku. Początkiem Teatru Dramatycznego Drugiego Korpusu była rozmowa Domańskiej z generałem Andersem. Powiedziała mu, że „skoro wróg tępi przejawy polskiej kultury, to my powinniśmy działać odwrotnie. Krystyna Brzozowska wspominała w londyńskich „Wiadomościach” (1969/3): „Teatr Dramatyczny Drugiego Korpusu prowadziła świetnie Jadwiga Domańska, aktor i porucznik WP. Był on największą scena żołnierską II wojny światowej, nie tylko ze względu na ilość premier, ale przede wszystkim z uwagi na poziom”. Wystawili aż 650 przedstawień. Później były podobne występy na szlaku bojowym we Włoszech „Grało się znowu pod gołym niebem, często na malowniczych placach włoskich miasteczek, na tle jakiegoś renesansowego pomnika czy fontanny” – wspominała Domańska. We Włoszech połączyła się z mężem Ludogierdem, ciężko rannym w Powstaniu Warszawskim. Zarówno jemu, jak i ich córce Bożenie udało się wydostać z kraju.
- Emigracja
Na emigracji teatru Drugiego Korpusu, podobnie jak innych tego typu instytucji, utrzymać się nie udało. Występowała natomiast w dziesiątkach spektakli organizowanych przez różne polskie instytucje kulturalne. Za realizowanie „teatralnej służby” płaciła życiem w biedzie – mieszkali w suterenie, dorabiała jako kasjerka w domu towarowym Harrod’s.
W 1960 r. podjęli z mężem i córką decyzję o wyjeździe do Kanady. Podjęła tam studia pedagogiczne, a potem przez 14 lat pracowała jako nauczycielka francuskiego. Działała w emigracyjnych organizacjach niepodległościowych. Jak wylicza Kazimierz Braun, w latach 1960–1992 przygotowała 18 widowisk w Winnipegu, Montrealu i Ottawie, gdzie mieszkała.
Zmarła 19 grudnia 1996 r. Miała 89 lat. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 21 grudnia w polskim kościele w Ottawie. Pochowana została w grobie córki na cmentarzu parafialnym w miejscowości Masham, w prowincji Quebeck.
CEZARY LIS
Autor jest historykiem, zajmującym się dziejami ludzi związanych z regionem częstochowskim. Jest twórcą licznych publikacji opisujących wydarzenia i bohaterów ziemi częstochowskiej.
Fot, Wikipedia
