PRZYKLASNĄĆ BYLEJAKOŚCI


O sztuce negocjacji mówi się ostatnio wiele: w szkole, na studiach, w domu, w pracy. Stała się nierozerwalnym elementem naszej codzienności – mąż negocjuje z żoną, dziecko z matką (o wysokość kieszonkowego), podwładny z szefem (o podwyżkę). Negocjacje dotyczą głównie pieniędzy. Najściślej są jednak związane ze strefą zawodową naszego życia; myśląc o negocjacjach przychodzą nam do głowy umowy, kontrakty. W negocjacjach uczestniczą minimum dwie strony, każda z nich przedstawia swoje warunki, a potem „krakowskim targiem”, albo zgoła innym dochodzi do podpisania dokumentu, kontraktu na przykład; chyba, że rokujące strony nie dojdą do porozumienia; wtedy negocjacje zostaną zerwane.

O sztuce negocjacji mówi się ostatnio wiele: w szkole, na studiach, w domu, w pracy. Stała się nierozerwalnym elementem naszej codzienności – mąż negocjuje z żoną, dziecko z matką (o wysokość kieszonkowego), podwładny z szefem (o podwyżkę). Negocjacje dotyczą głównie pieniędzy. Najściślej są jednak związane ze strefą zawodową naszego życia; myśląc o negocjacjach przychodzą nam do głowy umowy, kontrakty. W negocjacjach uczestniczą minimum dwie strony, każda z nich przedstawia swoje warunki, a potem „krakowskim targiem”, albo zgoła innym dochodzi do podpisania dokumentu, kontraktu na przykład; chyba, że rokujące strony nie dojdą do porozumienia; wtedy negocjacje zostaną zerwane.

Jakiś wybór

Śląska Regionalna Kasa Chorych negocjacjami nazywa coś zupełnie innego. Jej urzędnicy, w zaciszu swoich „ubogich” biur, pobierając za to z pewnością „ubogie” wynagrodzenie tworzą umowy. Aby „uprościć” sprawę swoim ewentualnym kontrahentom rzeczony dokument tworzą od „a do z” sami, pozostawiając tylko niewielkie miejsce na podpis. Nie interesują ich żadne rokowania, niczyje racje. Widocznie z ich urzędniczego i Kasowego punktu widzenia stworzone przez nich kontrakty, są doskonałe, a lekarze – jak wiadomo niezguły i z gruntu rzeczy ludzie źli i nieuczciwi – nie powinni się mieszać do poważnych spraw. Podpisać i… do domu. O nie, przepraszam bardzo, doktorom pozostawiono jednak jakiś wybór, mogą rzeczony kontrakt podpisać, albo nie…
Kilka dni temu Śląska Kasa Chorych rozpoczęła podpisywanie kontraktów na rok 2002, na świadczenie usług stomatologicznych. Do tej pory pacjenci ubezpieczeni w tej Kasie mieli prawo wyboru i mogli korzystać z bezpłatnych usług – refundowanych przez ŚRKCh lub zdecydować się na wykorzystanie materiałów ponadstandardowych, dopłacając za nie zgodnie z cennikiem dopłat, który był zatwierdzony przez Kasę i który musiał być wywieszony w poczekalni gabinetu. Ustalone (czytaj: wynegocjowane) ceny obowiązywały przez cały rok, bez możliwości zmian, bez zgody Kasy. Wysokość dopłat była negocjowana. Kasa wycenia pracę lekarza określając każdą czynność ilością punktów i przelicza to na kwotę mnożąc punkty przez wynegocjowaną cenę, z reguły bardzo niską. Np. usunięcie zęba, to 250 punktów, za które stomatolog otrzyma refundację od Kasy w granicach 15 złotych. Pacjent przychodząc do prywatnego gabinetu, który miał podpisaną umowę ze ŚRKCh, lecząc zęba sam decydował, czy będzie to usługa całkowicie bezpłatna – miał wówczas założone wypełnienie (plombę) z podstawowych materiałów, określonych rozporządzeniem Ministra Zdrowia, refundowanych przez Kasę, nie oszukujmy się – materiałów nie najlepszej, a nawet podłej jakości; czy też skorzysta z proponowanych nowoczesnych wypełnień (światłoutwardzalnych, chemoutwardzalnych), za które dopłaca dobrowolnie z własnej kieszeni.

Wszystkim po równo

Są w Częstochowie Niepubliczne Zakłady Opieki Zdrowotnej i indywidualne praktyki, których nazw, ani nazwisk nie podam – nie z obawy przed kryptoreklamą, ale na prośbę ich pracowników, którzy obawiają się, że każde wychylenie się, nawet w jak najbardziej słusznej sprawie może pozbawić ich… kontraktu, a tym samym niestety i pracy, bo mimo wszystko „podpaść” Kasie Chorych nie jest dobrze – dopłaty do wypełnień w mijającym właśnie roku wynosiły od 40 do 75 złotych. Teraz, a więc w roku 2002 wysokość dopłat ŚRKCh ustaliła odgórnie dla wszystkich placówek jednakowo i dopłaty te wyniosą od 20 do 50 złotych. Dla wspomnianych przeze mnie placówek jest to ok. 50% mniej niż w tym roku. Tutejsze gabinety przypominają klinikę w Schwarzwaldzie. Każdy pacjent ma zapewniony jednorazowy sprzęt (m.in. śliniak, kubek, pokrowiec na zagłówek, końcówkę do ssaka i ślinociągu); lekarze korzystają z dobrego sprzętu, materiały do wypełnień mają bardzo wysoki standard; na zakończenie wizyty każdy pacjent otrzymuje terminarz, o wszelkich zmianach dotyczących kolejnych spotkań pacjenci informowani są telefonicznie, dzieci dostają małe upominki. Nic, tylko się leczyć! Takie gabinety, takie kliniki prawie są, funkcjonują. Obok nich, oczywiście mamy też całą gamę gabinetów, przypominających standardem lata 80-te, czy nawet 70-te; gabinetów, w które nikt nie inwestuje od lat, bo nie widzi takiej potrzeby. Takie salony tortur są m.in. w szkołach, w gminnych ośrodkach zdrowia itp. miejscach. Tam dopłaty były (a właściwie są, kontrakty obowiązują do końca roku) znacznie niższe.

Nie za głośno

Do tej pory pacjent mógł wybrać, czy odwiedzi nowoczesny gabinet i dopłaci większą kwotę, ale w zamian otrzyma doskonałą usługę, np. plombę na lata; czy też zaoszczędzi i da sobie powiercić w zębie starszym wiertłem, w który następnie zostanie włożony kawałek amalganatu. Śląska Kasa zasłania się dobrem pacjenta, tymczasem to właśnie ono zostało naruszone; zamiast prawa wyboru teraz wszyscy będą mieli równo, czyli… Przy takiej wysokości dopłat, jaką proponuje ŚRKCh nie można zapewnić pacjentom wysokiej jakości usług. Lekarze nie mogą sobie pozwolić na nie podpisywanie kontraktów, bo wiązałoby się to z utratą pacjentów. Większość z nich pokornie więc podpisuje owe niedorzeczności, umowy stworzone przez jedną stronę, w których negocjować można tylko… wzór własnego podpisu. Reszta buntuje się słusznie, ale nie za głośno, bo boi się podpaść wszechmocnym „urzędasom”, którzy sami nie lecząc, dyktują innym za ile to robić. Jeżeli ten cichy protest nie pomoże i przygotowywane przez Kasę kontrakty wejdą w życie my wszyscy, myślę o pacjentach, cofniemy się o ładnych parę lat. Przywitamy się na powrót z kiepskim materiałem, skrzypiącym wiertłem i długą kolejką. Stomatologów nie będzie stać na telefoniczne zawiadomienie pacjenta o zmianie godziny wizyty, nie mówiąc już o jednorazowym sprzęcie. Swoim postępowaniem Kasa przyklaskuje bylejakości, kiepskim kompetncjom i źle rozumianej oszczędności. W wolnym kraju, gdzie są wolne ceny, monopolista w postaci ŚRKCh narzuca ceny, za jakie lekarze mają sprzedawać swoje towary, wszyscy jednakowo bez względu na poziom wykonywanych usług. Dodatkowo Śląska Kasa nakazuje (oczywiście także bez możliwości negocjacji) wydłużyć czas pracy lekarza przy fotelu z 6 do 8 godzin. W placówkach, gdzie system pracy jest dwuzmianowy oznacza to, że będą one czynne codziennie, przez 16 godzin, np. od 6 rano do 22 wieczorem, albo od 5 rano do 21-szej… Nie wpłynie to najprawdopodobniej dobrze na samopoczucie stomatologa, nie poprawi to jego percepcji, a jakość jego pracy będzie zapewne gorsza. Ale kogo to obchodzi? Pacjenta.

SYLWIA BIELECKA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code