90-LECIE UTWORZENIA STAŁEJ GRUPY TEATRALNEJ.Ludzie dla ludzi


„Gdybym powiedział, że teatr nie jest potrzebny to przekreśliłbym 35 lat swojego życia”. O początkach teatru w Częstochowie, jego znaczeniu dla kultury, 90-leciu utworzenia stałej grupy aktorskiej i o tym, czy młodzi ludzie interesują się „sztuką na deskach” rozmawiam z dyrektorem Teatru im. Adama Mickiewicza, Robertem Dorosławskim.

Częstochowski teatr. Od czego się zaczęło?
– Początki życia teatralnego w Częstochowie są właściwie tak samo stare jak to miasto. Pierwsze wzmianki o funkcjonowaniu teatru pojawiają się już w latach 40. XIX w., czyli wtedy, kiedy miasto w ogóle powstało. Nie mówię oczywiście o mieście przyklasztornym, które funkcjonowało już wtedy od 600 lat. Mam na myśli takie miasto, kiedy nagle przyjeżdża dużo ludzi, kiedy trzeba budować szkoły, szpital. Kiedy rodzi się potrzeba budowy infrastruktury kulturalnej. Przy AlEI Najświętszej Maryi Panny zaczęto budować salę teatralną i sprowadzać zespoły, które w tym miejscu dawały swoje przedstawienia. Pod koniec wieku zaczęto tam grać bardzo regularnie i teatr, zwany wtedy teatrem miejscowym, funkcjonował w tej formie ponad ćwierć wieku. Jednak należy pamiętać, że to był teatr impresaryjny. Częstochowa nie miała jeszcze wtedy swojego zespołu aktorskiego. Sztuka znajdowała się w rękach prywatnych przedsiębiorców. Ludzi, którzy byli właścicielami sali teatralnej. Zapraszali oni różne zespoły – z Lwowa, Krakowa, Warszawy. Można powiedzieć, że funkcjonowali jak dzisiejsi agenci artystyczni – dla zarobku. W Częstochowie, z tamtego okresu, pozostały ślady twórczości Heleny Modrzejewskiej, Stefana Jaracza. Na początku XX w. zorganizowana została Wielka Wystawa Rolnicza, gdzie też funkcjonował letni teatr.
Mówi Pan o wieku XIX, teatrze impresaryjnym, ale przecież tegoroczny jubileusz to jubileusz teatru nie jako budynku, ale przede wszystkim ludzi.
– Można powiedzieć, że życie teatralne Częstochowy jest znacznie dłuższe niż historia tego jubileuszu. Naszą historię zaczynamy w 1926 roku, by istotnie pokazać, że sceny teatralne bywały różne, ale prawdziwy teatr w mieście to nie tylko zmieniające się sale, budynki. To przede wszystkim ludzie, którzy ten teatr tworzą. Zespół aktorski to nie tylko występy sceniczne. Prowadzimy zajęcia ze studentami, z młodzieżą. Mamy aktorów, którzy prowadzą zajęcia z osobami wykluczonymi i bezdomnymi. Sylwia Oksiuta otrzymała w tym roku nagrodę nie za swoją działalność sceniczną tylko za działalność społeczną, charytatywną. I to jest właśnie dobro tego miasta. Oprócz tego, że podziwiamy ich na scenie i realizują sztuki, możemy ich też podziwiać za pomoc innym. Stwierdziliśmy, że będziemy świętować jubileusz od momentu powstania stałego zespołu aktorskiego. Został on zawiązany w 1926 roku. Częstochowski aktor Jan Otrembski namówił swoich kolegów, żeby do niego dołączyli. Wszystko zaczęło się w sali przy ul. Katedralnej. Tam 15 marca 1927 roku wystawiono „Śluby panieńskie” Fredry. Niedługo potem, częstochowianie tak zapragnęli mieć własny profesjonalny teatr i zespół, że praktycznie sami się opodatkowali. Dzięki zebranym funduszom, zakupiono parcelę na rogu Kilińskiego i Jasnogórskiej, gdzie obecnie się znajdujemy. Dzięki staroście, subwencjom powiatu i miasta zaczęto budować ten budynek. Takie były początki teatru.

Jak Częstochowa świętuje 90 lat funkcjonowania stałej grupy teatralnej?
– Rozciągnęliśmy cały jubileusz na miniony sezon. Zaczęliśmy realizując przedstawienia na dużej scenie i z dużą liczbą aktorów. Chcieliśmy pokazać ich wszystkich. Zaczęliśmy od „Historii łóżkowych”. Potem była „Roszpunka”, „Kometa nad Doliną Muminków” i w końcu „Miasto szklanych słoni”, które zwieńczyło cały jubileusz. Zakończyliśmy całe świętowanie na Placu Biegańskiego. 20 sierpnia br. odbyła się „Niedziela z teatrem”, gdzie w godzinach 14-22 byliśmy dostępni dla publiczności. My jako zespół teatru. Nie tylko artystyczny, ale też pracownicy teatru, pracownicy techniczni, różnego rodzaju pracownie. Stworzyliśmy miasteczko teatralne. Dla dzieci przygotowaliśmy bajkę „Jaś i Małgosia”. Głównym punktem programu był finałowy koncert, wypełniony piosenkami śpiewanymi przez nasze koleżanki i kolegów. Mieszkańcy mogli nas zobaczyć z bliska, zaczepić, dotknąć, dzielić się swoimi wrażeniami. Oddaliśmy się w ręce mieszkańców w takiej plenerowej akcji.

Czy mieszkańcy, o których Pan wspomina, to też ludzie młodzi? Czy młode pokolenie interesuje się taką formą sztuki?
– Myślę, że repertuar, który tworzymy – takie sztuki jak „Efekt”, „Proca”, „Miasto szklanych słoni”, wcześniej „Stachura” – to spektakle przygotowywane głównie dla młodych ludzi. Przychodzą i nie żałują. Wychodzą naprawdę zachwyceni i poruszeni. Co więcej, mamy aktorów, którzy chętnie spotykają się z młodymi ludźmi. Jeździmy do szkół, odwiedzamy stowarzyszenia. Przed trudniejszymi przedstawieniami prowadzone są spotkania wyjaśniające. Tak, by młodych ludzi przygotować na odbiór sztuki. Robimy, co możemy, ale przede wszystkim trzeba nas odwiedzić. Można opowiadać jak pasjonujący jest teatr, jakie to są przeżycia i doznania, ale siłą teatru jest spotkanie człowieka z drugim człowiekiem. Kiedy czytamy książkę, widzimy jej autora tylko przez pryzmat naszej wyobraźni. Kiedy podziwiamy obraz to widzimy autora poprzez dzieło, które namalował. Widzimy kompozytora poprzez dzieło, które skomponował. Jeśli chodzi o film – jest odtwórczy. Włączymy go ósmy raz i ósmy raz zobaczymy to samo. Teatr jest zupełnie inny. Idziemy ósmy raz na przedstawienie i za każdym razem zobaczymy coś innego. Tam gra żywy człowiek. To rodzaj spotkania żywych ludzi po dwóch stronach rampy. Mam wrażenie, że specyfiką naszych czasów jest poczucie głębokiego osamotnienia wśród ludzi. Kiedy rozmawiam z kimś młodym, wyczuwam u niego alienację, zagubienie i samotność. Mimo przynależności do wielu grup towarzyskich, czuję potrzebę spotkania z drugim człowiekiem. Wirtualny świat spowodował, że zatracamy, jako społeczeństwo, zdolność bezpośredniego kontaktu, rozmowy. Technologia daje duże możliwości, ale ludziom przestaje to już wystarczać. Kiedy już raz się tym zachłysną to stwierdzają, że czegoś im brakuje. Stąd tworzenie grup towarzyskich – czy to oazy czy grupy świeckie. Takim miejscem może być też teatr. Spotkaniem, by tak po prostu pobyć ze sobą. I, przy okazji, ze sztuką.

A jak częstochowski teatr ukształtował Pańskie osobiste
losy?
– Poświęciłem się sztuce. Działałem w amatorskim ruchu teatralnym, następnie w tym instytucjonalnym, zawodowym. Gdybym powiedział, że teatr nie jest potrzebny to przekreśliłbym 35 lat swojego życia.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała

NATALIA CIASTKO

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *