PRZEMYSŁOWA CZĘSTOCHOWA


Sto lat temu Częstochowa należała do ośrodków przemysłowych najdynamiczniej rozwijających się w Królestwie Polskim. W ciągu jednego pokolenia awansowała z małego, prowincjonalnego miasta do pierwszej dziesiątki największych polskich miast.
Dzieje naszego przemysłu, to fascynująca opowieść. Za suchymi liczbami statystycznymi kryją się sukcesy i dramaty poszczególnych ludzi. Spróbujmy opowiedzieć o niektórych…
Zacznijmy od statystyki. W 1999 r. w krajowym rejestrze podmiotów gospodarczych (REGON) z naszego miasta zarejestrowanych było 26 057 firm. W tym 4837 firm posiadających osobowość prawną i 21 220 osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Wśród firm mieliśmy (dane z 1999 r.) 13 przedsiębiorstw państwowych, 22 spółki Skarbu Państwa, 52 spółki z przewagą kapitału państwa, 7 spółek samorządu terytorialnego, 1013 spółek z kapitałem prywatnym polskim, 251 spółek z kapitałem zagranicznym.
Zatrudnienie ogółem – 80 467 osób, w tym 37 274 w sektorze publicznym i 43 193 w prywatnym. W przemyśle zatrudnionych było 29 872 osób (37,1%); średnie wynagrodzenie wynosiło 1612 zł miesięcznie brutto. Zatrudnienie w przemyśle nadal ma pozycję dominującą, kolejne miejsca zajmuje handel (11,2%), edukacja (10%), ochrona zdrowia. Najwyższe zarobki w 1999 r. dotyczyły administracji (2202 zł miesięcznie brutto) i pośrednictwa finansowego (2040 zł). Najniższe, to pracownicy hoteli i restauracji (1038 zł) oraz handlu (1253 zł). Wynagrodzenie w przemyśle nieznacznie przekraczało średnią, wynoszącą 1563 zł.
Współczesną statystykę porównajmy z przeszłością. W 1901 r. przemysł częstochowski reprezentowało 111 fabryk zatrudniających 7 158 robotników. Dodatkowo istniało 1255 firm rzemieślniczo-handlowych. Rzemiosło zatrudniało 2518 ludzi. Częstochowa liczyła wówczas 47,5 tys. mieszkańców. W 1928 r. Częstochowa liczyła 115 tys. mieszkańców, zatrudnienie w przemyśle wynosiło 37 tys. Zatem było większe niż dziś przy liczbie mieszkańców 256 tys. W 1962 r. ogólna liczba zatrudnionych w Częstochowie wynosiła 80 600 osób. Pracowało zatem, w mieście liczącym 170 tys. mieszkańców, prawie tyle samo osób co dziś. Przemysł zatrudniał 33,5 tys. ludzi.

Sto lat temu Częstochowa należała do ośrodków przemysłowych najdynamiczniej rozwijających się w Królestwie Polskim. W ciągu jednego pokolenia awansowała z małego, prowincjonalnego miasta do pierwszej dziesiątki największych polskich miast.
Dzieje naszego przemysłu, to fascynująca opowieść. Za suchymi liczbami statystycznymi kryją się sukcesy i dramaty poszczególnych ludzi. Spróbujmy opowiedzieć o niektórych…
Zacznijmy od statystyki. W 1999 r. w krajowym rejestrze podmiotów gospodarczych (REGON) z naszego miasta zarejestrowanych było 26 057 firm. W tym 4837 firm posiadających osobowość prawną i 21 220 osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Wśród firm mieliśmy (dane z 1999 r.) 13 przedsiębiorstw państwowych, 22 spółki Skarbu Państwa, 52 spółki z przewagą kapitału państwa, 7 spółek samorządu terytorialnego, 1013 spółek z kapitałem prywatnym polskim, 251 spółek z kapitałem zagranicznym.
Zatrudnienie ogółem – 80 467 osób, w tym 37 274 w sektorze publicznym i 43 193 w prywatnym. W przemyśle zatrudnionych było 29 872 osób (37,1%); średnie wynagrodzenie wynosiło 1612 zł miesięcznie brutto. Zatrudnienie w przemyśle nadal ma pozycję dominującą, kolejne miejsca zajmuje handel (11,2%), edukacja (10%), ochrona zdrowia. Najwyższe zarobki w 1999 r. dotyczyły administracji (2202 zł miesięcznie brutto) i pośrednictwa finansowego (2040 zł). Najniższe, to pracownicy hoteli i restauracji (1038 zł) oraz handlu (1253 zł). Wynagrodzenie w przemyśle nieznacznie przekraczało średnią, wynoszącą 1563 zł.
Współczesną statystykę porównajmy z przeszłością. W 1901 r. przemysł częstochowski reprezentowało 111 fabryk zatrudniających 7 158 robotników. Dodatkowo istniało 1255 firm rzemieślniczo-handlowych. Rzemiosło zatrudniało 2518 ludzi. Częstochowa liczyła wówczas 47,5 tys. mieszkańców. W 1928 r. Częstochowa liczyła 115 tys. mieszkańców, zatrudnienie w przemyśle wynosiło 37 tys. Zatem było większe niż dziś przy liczbie mieszkańców 256 tys. W 1962 r. ogólna liczba zatrudnionych w Częstochowie wynosiła 80 600 osób. Pracowało zatem, w mieście liczącym 170 tys. mieszkańców, prawie tyle samo osób co dziś. Przemysł zatrudniał 33,5 tys. ludzi.
Opowiedzmy o przemianach zachodzących w naszym przemyśle.

POZOSTAŁOŚĆ PO GÓRNICTWIE

Historycznie najstarszą naszą branżą przemysłową było górnictwo i hutnictwo rud żelaza. W 1377 r. hutę w Częstochowie prowadzili bracia Jaśko i Niczko. Wydobywane tu zasoby rud żelaza uważane były przez wiele wieków za najbogatsze w Polsce. Nasze tradycje górnicze trwały 600 lat. W 1982 r. likwidacji uległa ostatnia kopalnia rudy. O przeszłości mówią jedynie zbiory Muzeum Górnictwa utworzonego dzięki społecznemu wkładowi ludzi z tą branżą związanych.
Była to nasza pierwsza branża przemysłowa w całości przeżywająca restrukturyzację. Przed wojną w górnictwie zatrudnionych było 6,5 tys. ludzi; po wojnie, w latach sześćdziesiątych ogólna liczba zatrudnionych przekraczała 15 tys. O znaczeniu, jakie miała ta branża dla miasta świadczy nie tylko muzeum. Górniczy rodowód ma dzisiejszy budynek starostwa (dawniej siedziba Zjednoczenia Górnictwa Rud), technikum przy ul. Jasnogórskiej (dawne Technikum Górnicze), czy osiedle mieszkaniowe w Dźbowie.
Likwidacji górnictwa w latach siedemdziesiątych towarzyszyło tworzenie przedsiębiorstw usług budowlano-remontowych na bazie dawnego majątku kopalnianego. Dawną nazwę zachowało Przedsiębiorstwo Budowy Kopalń Rud z bazą na ul. Brzeźnickiej. Specjalizowało się ono w usługach górniczych wykonywanych na rzecz kopalni górnośląskich. Istnieją też jeszcze dwie mniejsze, prywatne spółki – „Melgór” i „Polkop” specjalizujące się w podobnych usługach. PBKR straciło swoją rację bytu po rozpoczęciu restrukturyzacji kopalń górnośląskich.

SZTANDAROWE BUDOWNICTWO

Nie usługi górnicze, lecz budownictwo przemysłowe stało się sztandarowym zajęciem firm powstałych na bazie dawnej branży górniczej. W latach osiemdziesiątych na bazie majątkowej dawnego Zjednoczenia Górnictwa Rud powstało najważniejsze częstochowskie przedsiębiorstwo usług budowlanych – BUDEX. Było to oczko w głowie zarówno Komitetu Wojewódzkiego PZPR, jak i – z innych względów – służb bezpieczeństwa. BUDEX prowadził prace budowlane w tak egzotycznych krajach, jak Libia i Irak.
Niestety, koniec tego przedsiębiorstwa był żałosny, świadczący o kompletnej indolencji kierownictwa. W 1990 r. firma podpisała „dziwny” kontrakt z firmą włoską przyjmując się jako podwykonawca budowanego przez Włochów szpitala w Rosji. Włosi nie wywiązali się z płatności – ich dług wobec naszej firmy przekraczał 1 mln dolarów. Zaangażowanie się w rosyjską budowę wykończyło BUDEX. Po mniej lub bardziej udolnych próbach ratowania się nastąpiło ogłoszenie upadłości.
W latach osiemdziesiątych przedsiębiorstwami o podobnym profilu, konkurującymi z BUDEX-em, były Montex i Komobex. Pierwsze z przedsiębiorstw główną swoją działalność prowadziło na rynku NRD i wraz z upadkiem tego państwa rozpoczął się proces upadku przedsiębiorstwa. Zmieniano strukturę na bardziej elastyczną tworząc Montex Holding i zależne spółki (Metal-Montex, Monolit-Montex). Nie przyniosło to jednakże pozytywnych rezultatów przywracających niegdysiejszą świetność firmy. Komobex zaś może być doskonałym przykładem, jak wspólnym wysiłkiem zabija się kurę znoszącą złote jajka. Było to, obok Budex-u drugie nasze sztandarowe przedsiębiorstwo operujące na rynkach dolarowych. Jeszcze na początku lat 90-tych miało silną pozycję na wymagających rynkach niemieckim, węgierskim i czeskim. Proces upadku nie był wynikiem jednego błędu. Raczej ciągiem pewnych działań. Od firmy macierzystej oddzielały się poszczególne brygady przekształcając się w samodzielne spółki. Owe spółki przejmowały zlecenia powierzane wcześniej Komobex-owi, wypierając firmę macierzystą z rynków zagranicznych. Przedsiębiorstwo ratowało się w rozmaity sposób, np. poprzez uruchomienie produkcji wody gazowanej w zakładzie w Łojkach. Pewną nadzieją była wizja włączenia Komobex-u do wielkiej rodziny kieleckiego Exbudu.
Zamiast jednak do wielkiej rodziny przedsiębiorstwo trafiło do małej. Decyzją byłego wojewody C.M.Graja sprzedane zostało firmie PINEX (kilkuosobowe przedsiębiorstwo handlujące stalą). Była to jedna z niekonwencjonalnych „prywatyzacji” eks-wojewody. Skończyła się, podobnie jak i większość podobnych eksperymentów C.M.G. – upadłością.
Wspomnijmy jeszcze o firmach powstałych na bazie dawnych zakładów górniczych. W Osinach, w końcu lat siedemdziesiątych uruchomiono produkcję osobowych nadwozi na samochody ciężarowe. Krajowy patent na tzw. „osinobusy” przysporzył ciekawych wehikułów do przewozu więźniów, zomowców i chłoporobotników do pracy; była to swoista „ciężarowa” odmiana „syrenki”. Produkcja „osinobusów” skończyła się wraz z realsocjalizmem. Obecnie w miejscu tej fabryki działa kilkanaście średniej wielkości firm prywatnych. Zakłady Górniczo-Hutnicze „Sabinów” znalazły się w połowie lat dziewięćdziesiątych w trudnej sytuacji gospodarczej. Uzdrowieniem ich zajęła się częstochowska Agencja Rozwoju Regionalnego SA (obecnie też w likwidacji). W efekcie, zakład stał się prywatną własnością osób z kierownictwa Agencji, na bazie jego majątku działa kilkadziesiąt firm.
Największym przedsiębiorstwem produkcyjnym powstałym na bazie dawnego górniczego majątku były Zakłady Mechaniczne „Częstochowa” SA w Kłobucku. Zostały one wniesione do programu powszechnej prywatyzacji (NFI). Przezornie jednakże zadbano, by wniesione nie było wszystko. Wyprzedzając decyzję rządu sprzedano spółce o indonezyjskim kapitale najcenniejszą część przedsiębiorstwa – zakład produkujący obudowy górnicze (posiadający monopolistyczną pozycję na rynku Polski). Indonezyjczycy docenili polskich negocjatorów. Ekipa sprzedająca spółkę stała się dyrekcją nowego, prywatnego podmiotu. A ZM „Częstochowa” SA niedługo później poszedł na dno, dzieląc smutny los Budex-u i Komobex-u. Pora na pewne wnioski. Na początku lat dziewięćdziesiatych na bazie zlikwidowanego górnictwa istniały dość silne podmioty, zwłaszcza w branży usług budowlanych. Była to podobna sytuacja jak w sąsiednich Kielcach, gdzie silne przedsiębiorstwa budowlane stały się lokalnym motorem rozwoju. Potencjał Budex-u czy Komobexu nie odbiegał zasadniczo od potencjału Exbudu. Niestety, nie mieliśmy swojego Zarazki (szef Exbudu); przeciwnie – upadek tych firm był w dużej mierze efektem nieudolności zarządzania. /cdn/

JAROSŁAW KAPSA

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *