LEPIEJ LECZYĆ NIŻ ZAPOBIEGAĆ?


Zakład Medycyny Szkolnej musi zmniejszyć o 1/4 liczbę higienistek w szkołach. Śląska Kasa Chorych przeznacza na jednego ucznia zaledwie 1 zł i 50 groszy!

– Jak to, to nie będzie takiej cudownej instytucji jaką była higienistka szkolna?! – zawołała z przerażeniem moja dużo młodsza koleżanka, pamiętająca jeszcze bardzo dokładnie szczenięce lata. Uspokoiłam ją, że będzie, tylko nieco jakby w okrojonej formie. Po prostu trzeba będzie czuć się tylko wtedy, źle, kiedy pani w białym kitlu będzie akurat miała godziny w danej szkole. Najważniejsza jest przecież reforma i pieniądze. Zdrowie i wygoda pacjenta, to rzeczy drugorzędne, o których łatwo zapominają przeliczający zyski urzędnicy.
Zakład Medycyny Szkolnej będzie najprawdopodobniej zmuszony do zmniejszenia o jedną czwartą liczbę higienistek, a właściwie pielęgniarek szkolnych w częstochowskich szkołach. Śląska Kasa Chorych przeznacza miesięcznie na jednego ucznia 1,50 złotych. Ta kwota tak naprawdę nie wystarcza nawet na kserowanie dokumentacji, której żąda Kasa.
48 pielęgniarek szkolnych, które podlegają Zakładowi Medycyny Szkolnej zajmowało się w ubiegłym roku 30 tysiącami uczniów. W tym czasie panie udzieliły pomocy pielęgniarskiej „jedynie”
31,5 tysiąca razy; wszystko za 1,5 złotych miesięcznie! – Powiem pani, czym się zajmuję w ciągu roku szkolnego – opowiada Małgorzata Pyrzyna, pielęgniarka w SP nr 2 i Gimnazjum nr 2. – W „zerówce” przygotowuję do tzw. bilansu, a więc mierzę, ważę, badam ostrość wzroku i statykę ciała (płaskostopie, kręgosłup) /Tu należy dodać, że Śląska Kasa Chorych nie kontraktuje opieki pielęgniarskiej w klasach „0”, pielęgniarki zajmują się więc tymi dziećmi niejako charytatywnie – przyp. SB/. Muszę zbierać dane: numery PESEL, adresy przychodni, nazwiska lekarzy z rejonu. W pierwszej klasie już tylko badam wzrok, ale też dodatkowo ważę; ściągam karty szczepień i doszczepiam te dzieci, którym tego nie zrobiono w przychodni. W II klasie już tylko ważę i oczywiście w razie potrzeby doszczepiam. W III klasie mam kolejne przygotowanie do bilansu, badanie na daltonizm, a w drugim półroczu rozpoczynam szczepienia przeciwko chorobie Heinego – Medina; w IV klasie – szczepienia przeciwko gruźlicy; w V – ważenie i mierzenie, badanie statyki ciała, dziewczynki szczepię przeciwko różyczce; w VI – badam ostrość wzroku i szczepię przeciwko błonnicy i tężcowi. W I klasie Gimnazjum – szczepienia przeciwko żółtaczce typu „B”, w trzech dawkach; w II klasie – szczepienia przeciwko WZW (3 dawki) i tzw. bilans czternastolatka.
Małgorzata Pyrzyna zajmuje się 940 dziećmi z obu szkół. Pracuje 5 dni w tygodniu, 7 godzin i 35 minut dziennie. Nie nudzi się. Każdego dnia przychodzi do niej około 20 uczniów. Jednego boli głowa, innego żołądek, inny cierpi na nadciśnienie, co w dzisiejszych czasach zdarza się u dzieci wcale nierzadko. Są też przypadki cukrzycy (czwórka uczniów), ataki astmy itp. Ale przede wszystkim, pielęgniarka szkolna zajmuje się profilaktyką. Wśród zadań profilaktycznych jest m.in. wykonywanie i interpretowanie badań przesiewowych, współudział w przygotowaniu powszechnych lekarskich badań, zbieranie i analiza wyników badań do oceny zdrowia i rozwoju ucznia i nadzór nad terminarzem szczepień.
Na brak pracy, przy tylu dzieciach nie narzekam – mówi – a jak zrobi się ciepło i wyjdą na boisko, to jest coraz więcej potłuczeń, skaleczeń i innych urazów.
Przy tej ilości obowiązków 1, 50 zł miesięcznie na każdego ucznia brzmi wręcz niedorzecznie. – Kiedyś badania profilaktyczne wykonywał lekarz szkolny – mówi dr n. med. Wiesława Leśnikowska – Ścigalska, dyrektor Zakładu Medycyny Szkolnej. – Mazowiecka i Małopolska Kasy Chorych wróciły do tej praktyki.
Widocznie w okolicach Warszawy i Krakowa dba się o pacjenta. Dzięki szkolnemu lekarzowi udaje się wykryć wiele chorób przewlekłych, na które cierpią uczniowie, czy ukrytych wad. Jeżeli nie ma takiej „przymusowej” kontroli, często takie schorzenia nie zostają w ogóle ujawnione, albo dzieje się to zbyt późno. Aż strach pomyśleć co będzie się działo, jeżeli częstochowskim uczniom ograniczy się nawet opiekę pielęgniarską. A procentowy udział dzieci w tzw. grupach dyspanseryjnych (grupy schorzeń przewlekłych, pozwalających na naukę w szkole, np. wady wzroku, słuchu, mowy, cukrzyca, itp.) nie maleje, wręcz przeciwnie – rośnie. Jest coraz więcej uczniów z wadami wzroku i ze skrzywieniem kręgosłupa. Statystyka znana jest tylko dzięki żmudnej pracy pielęgniarek, które z uporem maniaka, nie kierując się żadnymi przepisami ministerialnymi analizują stan zdrowia uczniów na przestrzeni lat (było to obowiązkiem jedynie do 1992 roku). Wyniki są niepokojące. A profilaktyka, jak przystało na cywilizowany kraj, zamiast się zwiększać, maleje. Pewnie kosztem wysokich pensji urzędników ze Śląskiej Kasy Chorych. Dawniej pielęgniarka szkolna mogła dać skierowanie do lekarza, np. okulisty (ponad 46% dzieci w wieku szkolnym ma wadę wzroku), po reformie zdrowia tę możliwość jej odebrano, pomimo tego, że ustawy o zawodzie pięgniarki nikt nie zmienił, „dopisano” jedynie przepisy „kasowe”.
Dyrektorzy szkół, a przede wszystkim Rady Rodziców, na wiadomość o tym, że może być ograniczona opieka pielęgniarska w szkołach wpadli w popchoch. Zaniepokojeni całą sytuacją piszą tony listów do różnych instytucji. Miejmy nadzieję, że nie zapomną o Śląskiej Kasie Chorych i niebawem rozpoczną jakiś szturm, niekoniecznie w sensie dosłownym.
– Aby opieka pielęgniarska w szkołach mogła pozostać na dotychczasowym poziomie wystarczy dodatkowe 50 groszy na ucznia miesięcznie – twierdzi dr.n. med. Wiesława Leśnikowska – Ścigalska. – Oczywiście jest to minimum. W pozostałych Kasach na terenie kraju kwoty przypadające na jedno dziecko są różne, ale – rzecz jasna – nie tak mikroskopijne, jak na Śląsku. W niektórych miastach jest to nawet 5 złotych.
Miejmy nadzieję, że i w Częstochowie, a także na całym Śląsku, ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy. Jak mówi stare medyczne porzekadło – lepiej jest zapobiegać niż leczyć. I wbrew pozorom nie straciło przez lata nic na swojej mądrości; tę – wierzę, że tylko na chwilę – stracili urzędnicy, absolwenci „pseudoekonomii”.

SYLWIA BIELECKA

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *