Infomaty przede wszystkim dla mieszkańców!


ŚLADEM NASZYCH PUBLIKACJI – GŁOS CZYTELNIKA

 

„Lepiej późno niż wcale”, „mądry Polak po szkodzie”, „widziały gały co brały” … i takie różne mądrości ludowe przychodzą do głowy. Mógłbym się teraz wyzłośliwiać, bo akurat mam do tego wyjątkowe prawo, ale… tego nie zrobię. Infomaty nie są Wrony, Rozpondek, Kurpiosa czy Matyjaszczyka. Jeśli przypomnę, że większość pieniędzy z 5,5 mln przekazali na te maszyny mieszkańcy Europy, to zabrzmi to, dzisiaj szczególnie, banalnie. One są przede wszystkim własnością mieszkańców Częstochowy i trzeba po prostu zrobić wszystko, by je uratować, bez zbytnich złośliwości. Jeśli polegniemy od… dobrego, to nikt nie będzie obwiniał kolejnych prezydentów, lecz z ironią będzie podawać przykład Częstochowy jako tego miasta, które miało złoty róg, ale nie umiało go wykorzystać.

Chwalimy się turystycznym potencjałem, mówimy, że jesteśmy trzecim polskim miastem, pod względem rozpoznawalności w świecie, że odwiedza nas co roku kilka milionów turystów i pielgrzymów. I 14 lat po zamontowaniu w Częstochowie wielu nowoczesnych kiosków komputerowych, wracamy do punktu wyjścia dyskutując nad ich zasadnością? A może by tak obywatele, porozmawiać bez partyjnego zacietrzewienia, przedyskutować to na poważnie i wziąć się do roboty? Zawsze mówiłem, że chodniki i jezdnie barw politycznych nie mają. Dziś głuchota to jednak poważny społeczny problem.

Dobrego nigdy za wiele

Przed prawie 10 laty (jak ten czas szybko leci) przestałem być koordynatorem MSIT w Urzędzie Miasta. Nieco wcześniej powołał mnie na to stanowisko Piotr Kurpios – wtedy komisarz Częstochowy. I była to bardzo mądra decyzja. Nie przemawia przeze mnie teraz rozbuchane ego, lecz świadomość, wynikająca z praktyki, że decyzje związane z merytoryczną i techniczną działalnością MSIT są podejmowane z natury rzeczy w kilku różnych wydziałach, referatach, wtedy: Miejskiego Zarządu Dróg, Wydziału Komunikacji Społecznej, Wydziału Kultury i Sztuki, Wydziału Mienia, informatyki… I ktoś to wszystko musi koordynować. Warto dodać, że Miejski System Informacji Turystycznej to nie tylko infomaty, ale także blisko 200 tablic informacyjnych, spójny system graficzny… Ktoś musi to wszystko z sumować do kupy ogarnąć. I przy okazji odkryć różne kwiatki, np. to, że radni uchwalający przed laty podział miasta na dzielnice (na tablicach informacyjnych musi być nazwa dzielnicy), nigdy nie sporządzili papierowej mapy dzielnic miasta, bo gdyby sporządzili, ze wstydu zakryli by oczy na widok absurdalnej, nielogicznej graficznej karykatury.

Rzeczywiście, chyba żadne europejskie miasto, zwłaszcza wielkości Częstochowy nie miało tylu infomatów co Częstochowa. Aż 50. Żyjemy jednak w XXI wieku. Dziś obecność infomatów w europejskich miastach nie jest niczym dziwnym ani luksusowym. Sa wszędzie. Częstochowa miała je już kilkanaście lat temu.

Można pomyśleć, że 50 infomatów to za dużo. Ale przecież dobrego nigdy za wiele! Z łatwością mogę sobie wyobrazić, że spacerujący po mieście gość czy turysta, natykając się w różnych miejscach, nie tylko w centrum miasta, na infomaty, pomyśli sobie: „to nowoczesne miasto, ma z pewnością młodych patrzących perspektywicznie polityków i włodarzy. U mnie tak nie ma i nie będzie.” Nie wszyscy korzystają dziś jeszcze z wypasionych smartfonów. Niektórzy wciąż w ogóle nie chcą ich używać, poprzestając na aparacie starego typu, z małym wyświetlaczem. Wciąż, niektóre strony internetowe, jak np. mapa na smartfonie prezentuje się z kłopotami.

Fakt, że trzeba na infomaty wydawać pieniądze i nie jest to wydatek jednorazowy, jest tak oczywisty jak to, że trzeba pieniądze wydać na sprzątanie ulic i chodników, utrzymywać w czystości Urząd Miejski, utrzymywać placówki kultury, wieszać tablice informacyjne. Jeśli jednak chcemy żyć na pewnym poziomie, jeśli mamy aspiracje, jeśli myślimy perspektywicznie –  to na takie stałe wydatki trzeba się zdecydować. Dbałość o infomaty, o ich rozwój to kwestia przyjętych priorytetów i wizji miasta. Infomat dziś jest czymś zupełnie normalnym, tak jak asfalt stał się norma zamiast klepiska lub kocich łbów.

Tutaj jak wiadomo filozofie są dwie. Jedna to jedynie administrowanie miastem, dbanie o bieżące potrzeby i  zapewnianie spokojnego bytu zwycięskiemu ugrupowaniu, jego rodzinie i znajomym. O rozwoju tu raczej mówić nie możemy. Normą jest remontowanie chodników i jezdni w centrum, na kilka miesięcy przed wyborami. W tej filozofii przeżeramy na pensje miejskie fundusze. Druga filozofia – to posiadanie ambicji kształtowania środowiska wokół siebie, zmieniania na lepsze rzeczywistości, myślenie perspektywiczne, chęć budowania i pozostawienia po sobie czegoś więcej niż tylko ogłoszenia i artykuły prasowe wdzięcznych dziennikarzy.

Oczywiste jest wtedy, że oprócz „miania” trzeba także to sprzątać i naprawiać. Infomaty-wizytówkę trzeba czyścić, bo stoją na zewnątrz w deszczu, padającym śniegu i mrozie, spalinach samochodowych. Trzeba je stale naprawiać, kalibrować dotykowe ekrany, bo czasami jest tak, że aby wyskoczyło „G” trzeba nacisnąć na „R”.

 

Pokażą wszystko, zaparzą też kawę

 

Infomat to nic innego jak zaawansowany komputer z ekranem dotykowym, mogący przy okazji sterować różnymi funkcjami, które sobie wymyślimy i zaimplementujemy w środku. Może czynić cuda, prócz parzenia kawy. Chociaż, gdyby podłączyć do ujęcia wody…

Nic tak szybko się nie starzeje jak komputer. Taki sprzęt wymaga uaktualnienia zawartości,  by zmieniać w zależności od potrzeb lokalizacje infokiosków na podstawie licznika „wejść”, aktualizować ich funkcjonalności, oprogramowanie i… wymyślania dla nich czegoś nowego. Np. gry miejskie.

Już po zaledwie dwóch latach funkcjonowania MSIT-u, w momencie gdy zostałem jego koordynatorem, dostrzegłem konieczność przerzucenia kilku kiosków w inne miejsce – w tym oczywiście na Jasną Górę. Bo ich tam nie było.

A było to wkrótce po propozycjach polityków, aby opodatkować pielgrzymów… Zostałem mimo wszystko zaproszony na Jasną Górę na spotkanie gospodarzy Domu, by zaprezentować racje miasta. W trakcie spotkania, po pewnym czasie, któryś z Ojców zapytał raptem, czy byłem rzecznikiem prezydenta Wrony… Od tego momentu, rozmowa toczyła się w miłej, konkretnej atmosferze. Propozycje zaakceptowano bez przeszkód. Formalności u konserwatora zabytków z ramienia UM opłaciłem już z własnej kieszeni, by załatwić szybko co trzeba, nie czekać na biurokrację, której nie znoszę i nie wkurzać się na procedury. Bo na czymś mi zależało…

Infomaty nie miały być tylko informacją dla turystów. Miały być przede wszystkim narzędziem dla mieszkańców. Pomocnym w zdobyciu potrzebnej w danej chwili informacji –  gdzie jest konkretny zakład usługowy, jaki ma numer telefonu, adres, wskazać na mapie supermarkety, restauracje, komisariaty, przychodnie, szpitale itd. Narzędziem, w którym można przejrzeć menu w restauracji, nawet zamówić stolik. Narzędziem, w którym fotomapa (zdjęcie lotnicze) wskaże nie tylko gdzie jest konkretny adres, ale także pozwoli zobaczyć gdzie jest parking, gdzie można w okolicy zaparkować, jakimi chodnikami przejść. Wyznaczyć trasę. Do tej pory, moim zdaniem, mapa MSIT jest wciąż najlepszą i użyteczną mapą Częstochowy. Niestety słabo rozreklamowaną. Jednym kliknięciem pokazuje gdzie są konkretne punkty adresowe. Gdzie granice dzielnic. Jaki dany punkt ma współrzędne geograficzne (niektórzy tak wciąż wolą nastawiać GPS). W infomacie można było zrobić sobie zdjęcie i wysłać w pocztówce z Częstochowy drogą e-mailową. Za moich czasów uwolniliśmy w infokioskach internet. Chcieliśmy wykorzystać kioski np. do wspomnianych gier miejskich. Wprowadzić inne funkcjonalności. Dzięki zdolnym informatykom, których mieliśmy w zespole powstała wersja mobilna internetowej strony MSIT. Bardziej użytkowa. Zaczęliśmy także informować o możliwościach tych maszyn, bo aby z czegoś skorzystać, trzeba o takich możliwościach wiedzieć. Zaczęliśmy od zwracających uwagę naklejek, wysyłaliśmy do prasy informacje…

Nie wspomnę już nawet o tym, że można te maszyny wykorzystać w sytuacjach kryzysowych. O tym, że można „sprzedawać” na bieżąco różne treści na ekranach, za darmo, to chyba spece od PR-u w Urzędzie wiedzą… . W każdym razie, w ledwie 4-osobowym zespole plany mieliśmy i o nich informowaliśmy wyżej. Czy ktoś to w ogóle czytał? Nie wiem. Ja z dziennikarskiego przyzwyczajenia, chomikuje różne teksty w komputerze.

Prowincjonalizm to stan umysłu

Dziś trudno mi zrozumieć mentalność częstochowian, którzy uważają, że w XXI wieku infokiosków mają za dużo. Jeśli już jednak dobrego i nowoczesnego komuś za dużo… to część z nich można przenieść i postawić przy największych atrakcjach w regionie, tak, by były reklamą Częstochowy. Bramą do tego, co w mieście można zobaczyć i z czego skorzystać – zabytków, ciekawych miejsc, restauracji, placówek kultury, hoteli…

Jeśli jednak nie chcemy tych infomatów, to oprócz rozsiania ich po okolicznych atrakcjach turystycznych, można je w ostateczności podarować za symboliczną złotówkę zaprzyjaźnionym wójtom. By się nie zmarnowały. Zapewniam, że gdy się chce coś zrealizować, to zawsze można to zrobić.

Ze zdumieniem dostrzegam w prasie opinie różnych osób, w tym dziennikarzy godzących się na samoograniczanie, obłupywanie miasta z różnych nowatorskich, ekscentrycznych nawet rozwiązań, zwijanie go w mniejszy rulonik, bo większy kosztowniejszy . Podobno. Po najmniejszej linii oporu. Tak jak w przypadku dworca PKP. To przyznanie się do braku pomysłów, a może prowincjonalizm w czystym  – tym najgorszym znaczeniu. Bo prowincjonalizm to  stanu umysłu a nie pojęcie geograficzne. Zamiast biadolić o tym, że dworzec za duży, że koszty ogrzewania, może tak pomyśleć, jak go przebudować w środku, wynająć, jak ograniczyć te koszty? Może zainstalować panele słoneczne na dachu? Etc,  etc. itp. Dlaczego od razu zmniejszać i zwijać? A tak przy okazji – kto tak biadoli i kto mówi, że koszty za duże? A może tak mówi jakiś leniwy biurokrata, bo nie chce mu się nad problemem popracować lub go nie stać intelektualnie na rozwiązanie problemu? Może woli zajmować się małym pudełkiem zamiast nowoczesnym w formie dużym budynkiem stojącym przy Placu Europy? Czyż nie lepiej jest dostawać 5 tys. za nic, niż 5 tys. za wysiłek?

Problemy w mieście mamy zidentyfikowane. Chciałbym poczytać o pomysłach i konkretnych rozwiązaniach, czym to miasto ma się zajmować i z czego żyć za 20-30 lat. Od wielu lat toczą się debaty jak zachęcić pielgrzymów i turystów do pozostania w mieście, aby zostawiali pieniądze przez dłuższy czas niż jedno popołudnie. Powinni zwiedzić co mają ciekawego do zobaczenia, najlepiej przez dwa-trzy dni i pozostać w nim dalej traktując wciąż miasto jako bazę wypadową i gastronomiczną przy zwiedzaniu okolic. Brak nam również własnego dużego eventu turystycznego, podobnego do adwentu w Strasburgu, przyciągającego w tym okresie do miasta miliony turystów z całego świata. Eventu, z którego przez cały rok żyje branża hotelarska, gastronomiczna etc. Ale turystyka i pielgrzymowanie to tylko jedne z wielu elementów dochodów miasta. Jednak jeśli brakuje obrazka to i klocków do układania też nie ma.

W infomatach informacje działają w dwóch kierunkach – przedstawiają Częstochowę, ale także informują o regionalnych ciekawostkach, z kulinariami włącznie. Nie chcę tutaj się rozdrabniać pisząc np. o turystyce kulinarnej, podając przykład przysmaków żydowskich  – ciulimu, pipek gęsich w pobliskim Lelowie, bo mogę tak pisać o różnych rzeczach w nieskończoność. Te regionalne kulinaria również w infomatach kiedyś umieściliśmy, bo turystyka to wiele elementów i możliwości. Trzeba korzystać ze wszystkich i na wszystkich zarabiać.

Ja od czasu, gdy rozstałem się z Urzędem Miasta omijam infomaty. Jeśli reagują na to, co się z nimi dzieje nawet bardzo, bardzo spokojni z natury radni, tacy jak Piotr Kaliszewski, to musi być rzeczywiście źle.

Prezydenta mamy zdaje się młodego

Zapewniam prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, że w obecnej sytuacji, jeśli chce uratować i mieć fajny Miejski System Informacji Miejskiej, powinien ponownie powołać osobę koordynującą MSIT. Obecnie, konieczne jest mocne wskazanie, że to człowiek prezydenta, by nie odbijał się od ściany i jeśli ktoś mu pomocy nie udzieli to będzie miał z prezydentem do czynienia.

Takie trudne decyzje, to papierek lakmusowy na umiejętność patrzenia w przyszłość, posiadanie perspektywy na kolejne lata, wizji nowoczesnego miasta. Przy okazji, dla człowieka prawdziwie ogarniętego pasją tworzenia i przekazywania informacji, MSIT jest fantastycznym miejscem do samorealizacji. Jeśli ktoś się taki znajdzie i nie będzie tam tylko „znajomym królika” po to, by mógł zarobić na stanowisku trochę kasiurki, to i mieszkańcy i władze miejskie będą mieć z tego wielki pożytek.

Pisząc ten tekst nie mam już siebie na myśli. Żalić się z tego powodu nigdzie nie zamierzam, jeśli mogę w czymś pomóc, to społecznie pomogę. Wiem, że to dla wielu dziś nie do uwierzenia, ale mnie na tym mieście po prostu zależy. Tutaj się urodziłem i chyba tutaj już zostanę. Jeśli kioski będą sprawne i ciekawe, to może z jakiegoś infomatu jeszcze skorzystam? Oby nie jednego z dwóch.

Ireneusz Leśnikowski

 

  1. Nie wiem kto to w końcu zrobi i czy kiedyś to się stanie, ale kiedyś trzeba skończyć z myśleniem plemiennym. Przed 10 laty komuś nie podobało się to, że były rzecznik Wrony wciąż pracuje w Urzędzie i postanowił zrobić banalnie to, z czego kolejne władze po kolejnych wyborach słyną – zlikwidowano stanowisko. Powiem cynicznie do bólu: gdy taki „Leśnikowski” jeden z drugim reanimuje, odnawia i rozwija MSIT czy cokolwiek innego, to zawsze chwała i blask z tytułu dobrze działającego systemu spływa na aktualne władze. A pracownik mając świadomość, iż czeka się tylko, by w jakikolwiek sposób powinęła mu się noga, pracuje w dwójnasób. I po drugie, zawsze można by takiego pracownika podawać jako przykład na to, że: „ my wcale, ale to wcale nie kierujemy się zasadą TKM. Popatrzcie, popatrzcie wciąż pracuje u nas były rzecznik.”

Jednak koordynatora się pozbyto, członków zespołu porozrzucano, piorun w bombki strzelił.

 

Ireneusz Leśnikowski. Z wykształcenia politolog i dziennikarz m.in., w pierwszych latach Gazety Wyborczej w Częstochowie, następnie częstochowskiej redakcji Polskiego Radia Katowice. Były rzecznik UM w czasach Tadeusza Wrony. Obecnie główny specjalista ds. komunikacji społecznej jednej z kilku państwowych instytucji o znaczeniu wojewódzkim, które pozostały w Częstochowie.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code