Eksplozja fantazji


Klub Five O’Clock przy Filharmonii Częstochowskiej zmienił swój image. Ściany klubu wypełniło 120 obrazów autorstwa częstochowskiej malarki-amatorki Malwiny Matlingiewicz.

W tej drobnej, zawsze uśmiechniętej kobiecie, którą możemy spotkać przy wejściu do Filharmonii Częstochowskiej, gdzie pracuje jako bileterka, kłębią się nieograniczone pokłady malarskiej energii i wyobraźni. Tę jej eksplozję fantazji można podziwiać w Klubie Five O’Clock (dawnym Paradoksie) w budynku Filharmonii Częstochowskiej. Artystka jak sama mówi – w sobie właściwy, intuicyjny sposób kreśli rozmaite geometryczne wzory, które wypełnia kolorami, niezwykle harmonijnie skomponowanymi. Łączy elementy abstrakcji, kubizmu, koloryzmu, ekspresjonizmu, folkloru. Ten eklektyzm spaja matematyczna prostota ciągów z ekwilibrystyką kombinacją rytmicznej kreski i figur. I powstaje zadziwiająco spójny i usystematyzowany przekaz. Pani Malwina stworzyła własną formułę tworzenia– każdy jej obraz to miniatura witrażu, opowiadająca swoją własną historię.
To moja pierwsza wystawa, choć maluję już od dwudziestu lat i obrazów powstało setki. Najpierw tworzyłam dla przyjaciół, znajomych, których obdarowywałam swoimi obrazami. Niedawno pochwaliłam się nimi menedżerce Klubu. Pani Monice spodobały się moje prace i zaproponowała mi wystawę. A samo malowanie to dar od Pana Boga. Traciłam wzrok i uleczył mnie, niestety, nieżyjący już pan Słodkowski. Swoimi dłońmi przekazał mi energię koloru. Wówczas poczułam potrzebę malowania i tak zaczęła się moja twórcza przygoda. Poczułam kolor, odzyskałam wzrok i zaczęłam malować, aby wyrazić swój optymizm, radość widzenia. Maluję głównie latem, w Przyrowie, skąd pochodzi mój mąż. Tam, w naszym, małym domku wyciszam się po całym roku pracy w filharmonii, i tę nagromadzoną energię przerzucam na papier, bo maluję mazakami, choć ostatnio też na płótno, bo próbuję malować techniką oleju. Najpierw powstaje siatka wzorów, potem wypełniam je kolorami, które widzę od razu. Inspiruje mnie także wieś i muzyka – opowiada Malwina Matlingiewicz.
Jak dodaje, jest bardzo zaszczycona z pracy w filharmonii. – Dziękuję wszystkim, którzy dali mi tę szansę. Panu dyrektorowi Leszkowi Hadrianowi, który mnie zatrudnił, pani kierownik Impresariatu Beacie Janus, która mną się zaopiekowała i obecnemu dyrektorowi panu Ireneuszowi Kozerze. A wszystkim przyjaciołom dziękuję za wspieranie w moich artystycznych dążeniach – podkreśla pani Malwina. Wystawę można oglądać w godzinach otwarcia Klubu. Stanowi bowiem ekspozycję stałą.
URSZULA GIŻYŃSKA

zdjęcia A. Tkacz
Malwina Matlingiewicz obok jednej ze swoich zaprezentowanych prac

URSZULA GIŻYŃSKA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code