WŚCIEKŁE ZAGROŻENIE


Choroba wściekłych krów znalazła się niebezpiecznie blisko naszych granic

Pod koniec listopada ubiegłego roku odkryto jej pierwsze przypadki w Niemczech. Nasze władze podejmują działania mające ograniczyć ryzyko występowania choroby. Trzy lata temu wprowadzono zakaz importu bydła pochodzącego z Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Irlandii. W 1999 r. zakazem objęto Portugalię. W listopadzie 2000 r. zakazano importu mięsa wołowego, podrobów, jelit, przetworów wołowych oraz mączki kostnej z Francji. Zakazem objęto też Hiszpanię, Belgię, Holandię, Niemcy i Danię.
Specjalny zespół przebadał w Polsce 20 000 sztuk bydła i nie stwierdził żadnego przypadku zarażenia wirusem BSE. Gdyby okazało się, że choć jedna krowa jest zakażona, przebadanych zostanie 500 000 sztuk bydła.
– Polska jest krajem – mówi dr n. med. Marek Ludwik Grabowski specjalista epidemiolog – w którym nigdy nie było tradycji, poza nielicznymi, sporadycznymi wypadkami, aby bydło było karmione mączkami mięsno – kostnymi. W Polsce istnieje zakaz importu mięsa wołowego z krajów, w których wystąpiła choroba szalonych krów. Główny lekarz wterynarii zapewnia, że jeżeli kiedykolwiek w naszym stadzie znajdzie się choć jedna chora krowa, całe stado zostanie uśmiercone i spalone.
– Ale podobno nie tylko po zjedzeniu zakażonego mięsa wołowego można zachorować.
– Owszem, ale właśnie w trosce o bezpieczeństwo, stacje krwiodawstwa nie mogą pobierać krwi od dawców, którzy od 1980 roku, co najmniej przez 6 miesięcy przebywali w Wielkiej Brytanii, Francji lub Irlandii. W tych krajach choroba wściekłych krów zabiła tysiące zwierząt. Tam też umarło najwięcej osób, które zapadły na chorobę Creutzfeldta – Jacoba (CJD). Stamtąd, podobnie jak ze wszystkich państw Europy, gdzie zwierzęta były karmione mączką kostną nie można teraz sprowadzać wołowiny. Polskie embargo nie obejmuje tylko Austrii, Szwecji, Finlandii i Grecji. Takie zaostrzenia mają sprawić, że Polska dalej będzie uchodziła za bezpieczny kraj.
– Mimo tych posunięć, sprzedaż mięsa wołowego w niektórych sklepach spadła o połowę.
– Ludzie boją się, gdyż do tej pory badano tylko te zwierzęta, które podejrzewano, że są nosicielami BSE, a w dodatku nie było testów, dzięki którym ze stuprocentową pewnością można byłoby wykluczyć, że nie były chore. Używa się ich dopiero od niedawna.Nikt też nie może zapewnić, że w Polsce nie ma chorych zwierząt, ani nikt nie zagwarantuje, że nie będzie ich w przyszłości. Najważniejsze jest przygotowanie na chorobę wściekłych krów. Aby skutecznie z nią walczyć, trzeba przede wszystkim umieć szybko ją wykryć.
– Używa się dwóch terminów: BSE i choroba Creutzfeldta-Jacoba (CJD).
– BSE, to występujące u zwierząt, nieuleczalne, gąbczaste zapalenie mózgu wywołujące zanikanie jego komórek i zamianę w „gąbkę”. Ubytki tkanki powodują najpierw zaburzenia równowagi, później zanik sprawności umysłowej i fizycznej, na końcu śmierć.
Naukowcy zwrócili uwagę, że BSE jest zbliżone do atakującej ludzi choroby Creutzfeldta-Jacoba (CJD), czyli nieuleczalnego przedstarczego otępienia umysłowego. Kliniczne objawy wstępne tej bardzo rzadkiej choroby, to kłopoty ze snem i brak apetytu. Po kilku tygodniach dołączają się napady lęku i depresje. Później przychodzą zakłócenia koordynacji ruchowej, pamięci, spadek wagi ciała i utrata wzroku. Rozpoczyna się destrukcja mózgu i systemu nerwowego, która powoduje sztywnienie mięśni i zaburzenia mowy. Śmierć następuje po około 13 miesiącach od pojawienia się pierwszych objawów.
– Co je wywołuje?
– Odpowiedzialne są chorobotwórcze priony (PrP) – nowa, inna niż wirusy i bakterie klasa zarazków, za których odkrycie prof. Stanley Prusiner z Uniwersytetu w San Francisco otrzymał w 1997 r. Nagrodę Nobla. Według najściślejszych opinii fachowców nie niszczy prionów odkażanie alkoholem, sterylizacja, ani jonizująca radiacja, toteż nawet ten, kto decyduje się przejść na wgetarianizm nie uniknie prionu, gdyż wydaliny bydląt popularnie zwane „krowimi plackami” mogą zakazić trawę na pastwiskach. Priononośne substancje mogą znajdować się w żelatynie, z której wytwarza się kapsułki do leków, w mydle, a nawet w kremach wygładzających zmarszczki (na chorobę CJD, jak podaje literatura, zmarł aktor – wegetarianin, który używał takiego kremu).
– Czym właściwie jest ten prion i jak zakaża?
– Prion to zmieniona forma białka, nie posiadająca RNA ani DNA, która potrafi zmuszać inne białka komórki do przyjmowania nieprawidłowego kształtu i w ten sposób się powiela. W sierpniu ubiegłego roku naukowcy brytyjscy na łamach „Proceedings of the National Academy of Sciences” opublikowali odkrycie mówiące, że chorobotwórcze priony mogą zarażać bez wywoływania objawów i mogą pokonywać barierę gatunkową, czyli nosicielami ich mogą być nie tylko krowy i owce, ale również świnie i drób.
Poinformowali ponadto, że możliwość przenoszenia chorobotwórczych prionów w czasie transfuzji krwi, od dawców będących nosicielami zmutowanch prionów, ale nie wykazujących jeszcze objawów choroby.
– Wszystko co pan doktor mówi stanowi czarny scenariusz…
– No nie, pamiętajmy, że BSE u naszego bydła dotychczas nie wystąpiło. Ponadto, ciągle jeszcze brak dostatecznych dowodów na to, że ludzie zarażają się CJD poprzez spożycie mięsa chorych zwierząt. Szwajcarscy uczeni opracowują nowy test na wykrywanie choroby szalonych krów. Oni też pracują nad metodą, dzięki której można usunąć nieprawidłowe priony z krwi przeznaczonej do transfuzji, a nawet zahamować w mózgach zakażonych osób proces przekształcania prawidłowych prionów w zmutowane kopie.
– Czy istnieje ryzyko zachorowania na chorobę Creutzfeldta-Jakoba w Polsce?
– Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów dr Zbigniew Hałat twierdzi, że istnieje. Narażeni są na zachorowanie, dla przykładu, ludzie jedzący konserwy i innego rodzaju przetwory mięsne oraz (jak też mówiłem), używający kremów przeciw starzeniu, gdyż zawierają one wyciągi ze śledziony, grasicy lub krowiego łożyska. Prof. Jerzy Kita dziekan Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW uspokaja twierdząc, że nie odnotowano u nas ani jednego przypadku BSE.
– Czy przewiduje się jakieś działania zapobiegające chrobie?
– O ile wiem, w budżecie państwa na bieżący rok przewidziano zwiększenie wydatków na zwalczanie chorób zakaźnych u zwierząt, trwają też intensywne szkolenia kadry weterynaryjnej. Ponadto, powołany ma być zespół, który przygotuje odpowiednie sposoby żywienia zwierząt, choć i tak u nas najczęściej karmi się je sianem, otrębami lub kiszonką.
– Dziękuję za rozmowę.

JOANNA BAR

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code