POLITYKA I NADCIŚNIENIE


Jest kilka przyczyn, które powodują, że tzw. przeciętny obywatel nie darzy świata polityki, ani polityków, nadmiernym szacunkiem. Jedną z nich jest zapewne to, że głoszone szczytne hasła, które szerokim strumieniem płyną z jam ustnych prominentnych działaczy partyjnych, daleko odbiegają od praktyki. Niezmiernie irytuje mnie np. zasada „im gorzej, tym lepiej”.
Niezależnie od tego, która opcja w danym okresie rządzi, a która jest w opozycji – ta druga, czyli opozycja, stara się popsuć wszystko co się da, a już szczególnie zaciekle atakuje, te pociągnięcia czy działania, które się rządzącym udają. Wszystko w imię nabicia sobie politycznych punktów, kosztem przeciwnika. Zupełnie nie zwraca się przy tym uwagi, że takie psujstwo odbija się bezpośrednio na obywatelach, czyli wyborcach. Klasycznym tego przykładem, są ostatnie ataki na ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. Wybór Kaczyńskiego na szefa resortu sprawiedliwości okazał się strzałem w dziesiątkę, a rząd Jerzego Buzka, na nadmiar tak celnych pociągnięć, narzekać nie może. Minister okazał się politykiem twardym, konkretnym, a co najważniejsze stanął po stronie ofiar, a nie po stronie przestępców. Zrobił i robi to, na co od dawna społeczeństwo czekało. Podjął działania legislacyjne w kierunku zwiększenia surowości kar i obrzydzenia życia bandziorom i zaczął porządkować aparat sprawiedliwości. Że jest co porządkować, o tym chyba nikogo przekonywać nie trzeba. Nie przejmuje się przy tym pseudonaukowym ględzeniem, że liczy się nieuchronność kary, a nie dolegliwość, ględzeniem, które kompromituje się coraz bardziej, w różnych krajach Europy. Nic dziwnego, że poparcie społeczne dla Kaczyńskiego jest duże i ciągle wzrasta. I nic dziwnego, że jego przeciwnikom politycznym nie daje to spokoju. I oto odpowiednia Komisja Sejmowa wystąpiła właśnie o dymisję ministra. Powodem jest to, że Lech Kaczyński wyraził publicznie opinię, jakoby niektóre media i niektórzy dziennikarze byli inspirowani przez służby specjalne, w celach niecnych.
Pomijając fakt, że o tzw. agentach wpływu w środowisku dziennikarskim wróble na dachu ćwierkają, dla przeciętnego obywatela, zagrożonego przestępczością jest to sprawa marginalna. Ważniejsze niż wrzawa o domniemanym dziewictwie służb i mediów jest to choćby odrobinę, wzrastające poczucie bezpieczeństwa. Właśnie na skutek działań ministra Kaczyńskiego, a także coraz skuteczniejszych działań policji i sądów. Sprawa byłaby prostsza, gdyby atak wyszedł wyłącznie ze strony SLD, ale gdzież tam. Nastąpiło budujące porozumienie ponad podziałami . W zgodnym tercecie zaśpiewali unisono poseł Dziewulski /SLD/, poseł Lityński /UW/ i poseł Miodowicz /AWS/. Widać zagrożone interesy też sytuują się ponad podziałami. A teraz z innej beczki. Zdenerwowałem się tym atakiem na ministra Kaczyńskiego i skoczyło mi ciśnienie. I tu, zupełnie niespodziewanie, pomocną dłoń podała mi, jedna ze stacji komercyjnych TV. W programie arię operową z akompaniamentem, zaczęła śpiewać artystka, a na ekranie pojawił się, taki oto, mniej więcej, napis. „Uwaga! Te dźwięki leczą nadciśnienie, nerwice i coś tam jeszcze. Połóż dłonie na ekranie odbiornika. Zbawienne skutki, odczujesz niebawem”. A to ci heca! Domownicy rzucili się z wyciągniętymi kończynami do ekranu, bo jego powierzchnia jest ograniczona fabrycznie do 24 cali. Szwagier w efekcie pół omdlał, bo zapomniał, że jest niskociśnieniowy i tym dotykaniem arii przez szybę ekranu jeszcze sobie to ciśnienie zbił. Zrobił się harmider i wszyscy zapomnieli o nerwicach, ale za to zajaśniała wielce interesująca perspektywa.
Jeśli już teraz, poprzez dotykanie odbiornika w czasie arii, możemy sobie wyrównać ciśnienie tętnicze, to co będzie jutro? Może poprzez dotykanie rapu da się wyrwać ząb, a poprzez styk z utworem techno zajść w ciążę? I to bez względu na płeć. W zasadzie wszystko jest możliwe. Ale się porobiło! Jeszcze na początku 20 stulecia, na wsiach, też istniało wiele osobliwych terapii. Kurzajki leczono poprzez przykładanie koziego łajna, a na melancholię trzeba było zabić czarną kurę i pokropić jej krwią drogę o nowiu księżyca, a potem rzucić w eter odpowiednie hasło. Przypomina mi się tu mądre powiedzenie z powieści „Lampart” Tomasza di Lampedusy. „Jakże wiele trzeba zmienić, żeby wszystko zostało tak samo”.
Dan – 23.01.2001

ANDRZEJ BŁASZCZYK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code