Dzieci bez śniadania


W 2005 roku z dożywiania w szkołach korzystało 6 tysięcy uczniów. To, w porównaniu do 2001 roku, o ponad 3,5 tysiąca uczniów mniej

Z badań przeprowadzonych przez Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Częstochowie wynika, że gwałtowny spadek dożywiania w szkołach nastąpił w 2002 roku. Sytuację poniekąd mógłby tłumaczyć gwałtowny spadek liczby uczniów – o 4.180. To dużo, jednak przyczyna tkwi raczej w rezygnacji placówek z zapewniania uczniom tańszych drugich śniadań. W 2001 roku korzystało z nich prawie 4000 dzieci, rok później już tylko 500, a w 2005 r. zaledwie 329 uczniów. Próbowano to zastąpić symboliczną szklanką mleka, bezskutecznie. W 2002 roku mleko piło 1456 uczniów, w 2004 już tylko 155. Dzięki akcji „Kartonik mleka”, dofinansowanej przez Agencję Rynku Rolnego w 2005 roku liczba uczniów pijących mleko wzrosła do 972. Mimo to, przy blisko 44-tysięcznej rzeszy dzieci uczęszczających do częstochowskich szkół, nie jest to zadawalający wynik. Zdaniem inspektor Barbary Zbyszewskiej z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej idea szklanki mleka zanika. – Wprowadzone kartoniki są zbyt drogie. Poza tym potrzebę picia mleka bagatelizują zarówno rodzice jak i szkoły. Wprawdzie niektóre placówki podejmują program „kartonik mleka”, ale szybko od tego odchodzą. Wiąże się to bowiem z kłopotami, rodziców trzeba zachęcać, a dzieci wolą chrupki i colę – stwierdza. Nieco innego zdania jest Wanda Szymczyk, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 53, jednej z największych podstawówek w naszym mieście. – W naszej szkole kartonik mleka przyjął się. Od tego roku codziennie pije go około 250 uczniów i jestem mile zaskoczona, bo piją je chętnie. Mleko jest codziennie dowożone, akcja przebiega sprawnie – mówi dyrektor Szymczyk.

O 100 procent wzrosła ilość sponsorowanych posiłków
W 2005 roku prawie 2,5 tysiąca dzieci jadło obiady refundowane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Według opinii inspektor Zbyszewskiej to efekt wzrastającego ubóstwa społeczeństwa. W Częstochowie dzielnic biedy nie brakuje. – Ulice Krakowska, Warszawska i część Rakowa – wylicza B. Zbyszewska. – W tamtejszych szkołach MOPS wspomaga dożywianie uczniów w ponad 90 procentach – dodaje. Jednak nie wszystkie dzieci mimo trudnej sytuacji korzystają z pomocy tej instytucji. – W naszej szkole MOPS zapewnia obiady około 70 uczniom, w tym 17 z gimnazjum nr 18, ale są przypadki, że dziecko ma trudną sytuację, a nie uzyskuje refundacji, bo na przykład dochód w rodzinie przekroczył limit o złotówkę.- mówi dyrektor Szymczyk. – Znamy te dzieci i staramy się zapewnić im posiłki. O wsparcie finansowe prosimy Radę Rodziców czy sąsiadujące ze szkołą firmy. Z takich obiadów w tym roku szkolnym korzysta 26 naszych wychowanków – dodaje mgr Ewa Wajda.

Drugie śniadanie to posiłek niezbędny
Szkoły nie mają obowiązku prowadzenia dożywiania i coraz częściej rezygnują z tego. – Niektóre częstochowskie placówki zlikwidowały nawet stołówki, nie wspominając już o służbie medycznej. Na to brakuje pieniędzy – mówi inspektor Zbyszewska. Powszechnie jest wiadome, że wiele dzieci do szkoły wychodzi bez pierwszego śniadania, a w tornistrze nie mają nic do przekąszenia podczas zajęć. Zastanawia zatem tendencja odchodzenia placówek od zapewniania swoim wychowankom ciepłego posiłku. Wprawdzie na przestrzeni ostatniego pięciolecia sytuacja poprawiła się – w 2001 r. 67 proc. placówek dożywiało uczniów, w 2002 – 50 proc., a 2005 już 88 proc., to jednak nie jest to 100 procent. Inspektor Zbyszewska podziela pogląd, że skandalicznym jest fakt, iż niektóre placówki, zwłaszcza ponadpodstawowe, w ogóle nie zajmują się dożywianiem. – W gimnazjach i liceach uczą się dzieci, które są w okresie intensywnego wzrostu. Wiele się mówi o prawidłowym odżywianiu, niestety, nie idzie za tym odpowiednia edukacja. Godzimy się na Mc Donaldy, KFC, skazujemy swoich wychowanków na jedzenie fast foodów – mówi pani inspektor. Jednak zdaniem Doroty Sobali, naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu UM nie jest tak źle. – To, że gimnazja nie prowadzą stołówek, nie znaczy, że uczniowie nie mogą jeść obiadów. Uczniowie Gimnazjów nr 12, 13, 15, 18 czy 19 jedzą w stołówkach szkół podstawowych, z którymi są w jednym kompleksie. SP 30 i 51 nie prowadzą stołówek, ale są traktowane jako szkoły wiejskie i nigdy nie planowano w nich zaplecza żywieniowego – mówi pani naczelnik. Najgorzej wygląda sytuacja w szkołach ponadgimnazjalnych, choć, jak informuje D. Sobala, we wszystkich szkołach z internatami są stołówki, co w zasadzie nie dziwi, bo gdzie mieliby się stołować uczniowie stale przebywający poza domem rodzinnym.

Statystyka jest nieubłagana
W 2005 roku tylko 14 procent dzieci jadło posiłki w ramach szkolnego dożywiania, a w 2001 – 18 procent. Kto więc ma się zająć problemem dożywiania w szkołach? Zdaniem B. Zbyszewskiej to zadanie miasta. Do obowiązków Stacji należy jedynie sprawdzanie stanu istniejących stołówek. – Dodatkowo z własnej inicjatywy prowadzimy prelekcje, bowiem sytuacja jest alarmująca – konkluduje B. Zbyszewska. Naczelnik Sobala sądzi z kolei, że za dożywianie w szkołach odpowiedzialni są dyrektorzy, którzy są na tyle autonomiczni, że sami podejmują decyzję: prowadzić stołówki, czy nie. – Miasto finansuje działalność stołówek. Płacimy pensje personelowi i pokrywamy opłaty za media. To rocznie kwota…… Rodzice opłacają koszt samych produktów – mówi. Jak zapewnia, powodem tego, że dzieci nie jedzą w szkołach, nie jest na pewno brak stołówek. Pogarszające się statystyki to jej zdaniem wynik spadku liczy uczniów, ubożenie społeczeństwa, bezrobocie czy grymaszenie dzieci.
Nie da się ukryć, że kapryszenie jest szkodliwe, a statystyki mało budujące.

URSZULA GIŻYŃSKA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code