Dla mnie mecenas W. Broniwój-Orliński pozostanie na zawsze jako wyjątkowy i życzliwy człowiek, oddany całym sercem Kościołowi, Ojczyźnie, Polonii. Promieniował inteligencją, szlachetnością i kulturą osobistą. Był czarującą osobą, której życiorys może posłużyć za scenariusz niejednego filmu sensacyjnego czy książki.
Co o nim wiedziałem, na podstawie tego, co o nim słyszałem, czytałem i co sam mi o sobie opowiadał?
Wincenty Broniwój-Orliński
Urodził się 31 grudnia 1913 roku w Czempinie koło Poznania jako syn Stanisława i Zofii (z domu Pozińskiej). W Poznaniu w latach 1921-1933 uczęszczał do prywatnej szkoły wstępnej i Gimnazjum im. Adama Mickiewicza. Następnie w latach 1933-1937 studiował prawo na poznańskim uniwersytecie, na Wydziale Prawno-Ekonomicznym. Dwa kolejne lata to obowiązkowa służba wojskowa w Szkole Podchorążych we Włodzimierzu Wołyńskim. W roku 1938 podjął aplikacje sądową w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. We wrześniu 1939 roku zmobilizowany brał udział w kampanii wrześniowej jako żołnierz 7 Armii Prusy, w dywizji artylerii konnej. W bitwie pod Horodłem zostaje ranny i 22 września 1939 r. dostaje się do niewoli sowieckiej. Trafia do obozu w Szepietówce. Po kilku dniach ucieka i mimo kontuzji dochodzi do Włodzimierza Wołyńskiego (250 km). Ukrywa się u Polaka, aptekarza. Po rekonwalescencji przedziera się do Warszawy. Już w grudniu rozpoczyna działalność konspiracyjną w Stowarzyszeniu Samopomocy Społecznej (następnie Związek Walki Zbrojnej). Zakłada na Bugu graniczny punkt przerzutowy dla Polaków uciekających na południe Europy. W marcu 1940 r. zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu we Włodzimierzu Wołyńskim, a następnie w Łucku. W trakcie transportu na wschód w maju 1940 ucieka. Po miesiącu niebezpiecznej tułaczki przedostaje się do Warszawy i rozpoczyna służbę konspiracyjną w wydziale legalizacji Sztabu Głównego ZWZ. W czasie Powstania Warszawskiego jest dowódcą Oddziału Odbioru Przerzutów Powietrznych KG AK – Śródmieście Północ. 24 września 1944 roku zostaje odznaczony Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari, rok wcześniej otrzymał Krzyż Walecznych. Awansuje w 1944 roku do stopnia porucznika. W czasie walk podziemnych „Broniwój” 157 wyróżnił się niezłomna postawą i odwagą walcząc na Woli, Starym Mieście i Śródmieściu. Po latach mówił: „Naród polski będący w oporze / bronił się pragnąc niezależności”.
Po klęsce powstania dostaje się do niewoli niemieckiej. Po trzymiesięcznym głodowym marszu z numerem obozowym O1543 znalazł się w obozie Sandbostel. 29 maja 1945 roku obóz zostaje wyzwolony przez wojska kanadyjskie. Osiadł na terenie polskiego obozu dla DP w Wentorf koło Hamburga, znajdował się pod administracją Polskiego Okręgu Wojskowego, w którym przebywało wielu oficerów AK wywiezionych z Powstania Warszawskiego. Zatrudnił się na stanowisku sędziego sądu polowego przy 1 Dywizji Pancernej gen. S. Maczka w Polskich Siłach Zbrojnych na terenie brytyjskiej strefy okupacyjnej Niemiec. W powojennym okresie zamieszkał na terenie Hamburga, z którym zżył się na długie lata i tam podejmował dalszą pracę. Z czasem otworzył własną kancelarię, w której świadczył usługi między innymi dla polskich uchodźców. Do 22 grudnia 1990 roku pełnił funkcję Ministra Pełnomocnego i Delegata Rządu RP na Uchodźstwie w Londynie na Niemcy. Do kraju przyjechał dopiero w grudniu 1990 roku. Na Zamku Królewskim w Warszawie przekazał wraz z Ryszardem Kaczorowskim, ostatnim Prezydentem na Uchodźstwie insygnia prezydenckie II Rzeczpospolitej nowo wybranemu Prezydentowi III Rzeczpospolitej Lechowi Wałęsie.
Tradycyjnie, jak co roku, 11 listopada 2006 roku udał się na obchody święta Niepodległości Polski do Ambasady RP w Berlinie. Przed budynkiem dostał nagle udaru mózgu i po kilku godzinach zmarł w tamtejszym szpitalu. Pochowany na Starym Cmentarzu w Ostrowie Wielkopolskim.
Myślałem, że dobrze znam mego Przyjaciela, historię jego życia i nic mnie nie zaskoczy. Tymczasem w ostatnim okresie, wiele lat po jego śmierci, odkrywam rzeczy, o których nie miałem pojęcia, a on nigdy o tym nie mówił. Jawi się jako tajemnicza postać. I rodzą się pytania oczekujące odpowiedzi.
Nazwisko
Naprawdę nazywał się Stanisław Szwengler i zmienił nazwisko na Wincenty Julian Orliński w czasie okupacji, potem dodał pseudonim Broniwój. Używał też personaliów Hans Opel vel Hans Szmit vel Stanisław Brzozowski, ps. „Giedro”, „Działosza”, „Stanisław”, „Weber”, „Julek”. Nigdy o tym nie wspominał.
W Przyrowie
W miejscowości, gdzie spędziłem dzieciństwo po wojnie, bywał w czasie okupacji mój bohater. Z ramienia Polski Podziemnej prowadził dochodzenie w sprawie kradzieży jednego z dziewięciu pasów ze złotymi dolarówkami. Ich zrzut oraz sześciu cichociemnych miał miejsce na placówce „Trawa” w pobliżu Przyrowa w nocy z 27 na 28 marca 1942. Obstawę stanowił oddział AK z Częstochowy z Henrykiem Furmańczykiem i Aleksandrem Szczepańskim na czele. Wszystko poszło prawidłowo, lecz następnego dnia stwierdzono w skrytce brak jednego pasa z 3.600 dolarami.
Śledztwo powierzono młodemu porucznikowi W. Orlińskiemu, który we wrześniu 1941 roku został przyjęty do specjalnej komórki Oddziału V Komendy Głównej ZWZ-AK zajmującej się sprawami zrzutów lotniczych nazywanej „Syrena”. W wyniku przesłuchania wielu świadków, m.in. Józefa Derdy, gajowego z leśniczówki „Czerniczno” oraz Heleny Piaszczyk z Przyrowa, służącej w rodzinie Górniczów, ustalono, że winnymi jest małżeństwo Zofia i por. Antoni Górnicz, kierownik „Trawy”. Oboje zostali skazani na karę śmierci, wyrok Wojskowego Sądu Specjalnego zatwierdził 28 sierpnia 1943 dowódca ca AK T. Bór – Komorowski. Wyroku nie wykonano.. Broniwój o tym nie opowiadał.
Cichociemny
Wśród bliskich i znajomych mówiło się o nim, że był jednym z cichociemnych. Sam nigdy nie prostował, ani nie wyjaśniał tych informacji. Po jego śmierci szukałem wiadomości o tym w licznie ukazujących się publikacjach. Nigdzie nie znalazłem potwierdzenia. Chyba żeby przyjąć za potwierdzenie, że w latach 1943-44 zajmował się zrzutami lotniczymi i pełnił rolę kierownika Zespołu Ewakuacyjnego Cichociemnych z rozkazu Komendy Głównej AK. Opiekował się wtedy faktycznie bohaterami organizując ich ewakuację z miejsca skoku. „Zrzutkiem” z Anglii jednak nie był. Nie znaczy to jednak, że nie skakał do Polski z niebezpieczną misją. Ale to już w zupełnie innych czasach i okolicznościach.
W wywiadzie
W październiku 1945 roku po otrzymaniu zgody gen. Władysława Andersa podjął się pracy wywiadowczej. Był zrzucany do Polski kilkakrotnie w latach 1951- 52, kolejny raz w 1953 r. Wskutek postrzelenia podczas jednej z misji prowadził tylko 159 szkoleń i werbował nowych ludzi do działalności siatki wywiadowczej na terenie kraju. Większość z nich była jego kolegami z AK. Niestety w połowie lat 50. działalność została odkryta przez kontrwywiad MBP. Ponieważ nie został złapany, bezpieka zdecydowała się na podejście go na terenie RFN. W wyniku prowadzonej gry aresztowano wszystkich członków jego grupy w Polsce. Wielu otrzymało wyroki śmierci.
Za działalność szpiegowską została aresztowania jego żona. Po wielkiej wsypie, otrzymał od francuskiego wywiadu posadę w urzędzie kwaterunkowym w Koblencji. Sparaliżowaną małżonką opiekował się w Hamburgu do końca życia. To osobne karty w życiu mecenasa Broniwoja, pełne jeszcze niewiadomych. Przez władze PRL był uznawany za osobę wyjątkowo niebezpieczną. Wywiad zaproponował mu formę współpracy i on podjął tę grę. Oczywiście nigdy w naszych rozmowach nie poruszał tych wątków. Dziś, gdy wiem już dość dużo na ten temat, rozumiem dlaczego.
CEZARY LIS