- Gazeta Częstochowska - https://gazetacz.com.pl -

POZNAJEMY KLASY JASNOGÓRSKIEJ PUBLICZNEJ OGÓLNOKSZTAŁCĄCEJ SZKOŁY MUZYCZNEJ W CZĘSTOCHOWIE / Podstawy kompozycji – kształcenie holistyczne

 

Jakie były początki Pana drogi artystycznej?

– Organy to była moja młodzieńcza pasja. Ich brzmienie zafascynowało mnie i stałem się namiętnym admiratorem tego instrumentu. W efekcie samodzielnie zacząłem poznawać tajniki sztuki gry na nich. Początki były dość trudne, może nawet wstydliwe, ale udało się mi tak opanować umiejętności, że rozpocząłem pracę jako organista. Muzyką chcemy służyć, dlatego byłem nieustępliwy w swej pasji. Podjąłem naukę w Studium Muzyki Kościelnej i Diecezjalnej Szkole Muzycznej II stopnia. Potem ukończyłem licencjackie studia muzykologiczne połączone z edukacją artystyczną w Opolu, gdzie przedmiotami obowiązkowymi były fortepian i organy, i wreszcie studia magisterskie na Akademii Muzycznej we Wrocławiu z Kompozycji i teorii muzyki . To był czas spotkań z uznanymi profesorami, mi.in. profesorem Remigiuszem Pośpiechem, który związany jest z Jasną Górą. Zdecydowałem się także na studia doktoranckie z teorii muzyki. Zostałem przyjęty na Akademię Muzyczną w Krakowie i z dumą muszę powiedzieć, że było to dla mnie duże wyróżnienie, bo konkurencja była ogromna – kilkunastu kandydatów na jedyne dwa miejsca. Niestety, z racji osobistych zdarzeń, nie mogłem ich ukończyć. Muszę jednocześnie podkreślić jak ważne są początki edukacji szkolnej i pierwsi nauczyciele. To właśnie oni mieli wyjątkowy wkład w rozwój moich umiejętności i zainteresowań. Nie mniej znacząca była moja determinacja, ucząc się samemu intuicyjnie robiłem to tak, jak przed wiekami, czyli poprzez studiowanie pod względem formalnym tworów mistrzów.

 

Jak rozpoczęła się Pana współpraca ze szkołą?

– Nauczanie i pasję przekazywania zdobytej wiedzy wyssałem z mlekiem mamy, która była nauczycielką, więc predyspozycje były od zawsze. W Szkole Jasnogórskiej już trzeci rok uczę przedmiotów teoretycznych, ogólnomuzycznych. Praca organisty wiąże się z nienormowanym czasem, co utrudniało życie rodzinne, stąd w pewnym monecie wspólnie z żoną zaczęliśmy się zastanawiać, jak wykorzystać zdobyte na studiach przygotowanie i uprawnienia do nauczania. Zaraz po studiach rozsyłałem swoją aplikację, ale ostatecznie nie podjąłem pracy w szkole. a zbiegiem okoliczności, w lipcu trzy lata temu, na stronie Akademii Muzycznej w Katowicach znalazłem ofertę Jasnogórskiej Szkoły Muzycznej, która poszukiwała nauczyciela przedmiotów teoretycznych. Placówkę znałem ze słyszenia, więc zadzwoniłem. Zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Było to bardzo życzliwie spotkanie z panią dyrektor Jolantą Sosińską i jej zastępcą do spraw muzycznych Krzysztofem Warzochą, niczym rozmowa przy kawie, bez presji, krótko i konkretnie. Usłyszałem, jakie są oczekiwania i obowiązki, a jednocześnie wysłuchano mnie i ze zrozumieniem spojrzano na moją sytuację, choćby dojazdów z Pyskowic. I tak się zaczęło. Najpierw otrzymałem kilkanaście godzin, a że szkoła dynamicznie się rozwija, stąd i coraz większy wymiar pracy.

 

Zawód nauczyciela spełnia Pana oczekiwania?

 

Proszę zatem przybliżyć, na czym polega kierunek podstawy kompozycji?

– To kierunek dający szerokie perspektywy rozwoju. Warto w niego zainwestować, ale trzeba przy tym pamiętać, że komponowanie to bardzo trudny chleb dla artysty. Nauka gry na instrumencie zawiera konkrety techniczne i interpretacyjne, natomiast w kompozycji mamy otwarte wszystkie drzwi, ale jednak nie na oścież. One są uchylone i teraz pytanie, która droga będzie tą właściwą. Przytoczę anegdotę związaną z jednym najsłynniejszym kompozytorów XX wieku Olivierem Messiaenem, który przeżył obóz koncentracyjny i przez ponad 60 lat piastował stanowisko organisty w kościele Świętej Trójcy w Paryżu oraz wykładał kompozycję w najbardziej prestiżowej uczelni muzycznej w tym mieście. W pewnym momencie zaprzestał stricte kompozycji, bo doszedł do wniosku, że kompozycji samej w sobie nie da się nauczyć. Uznał, że właśnie tylko poprzez studiowanie innych dzieł, analizę utworu muzycznego poznaje się istotę komponowania. I to jest dla mnie wytyczna. Otrzymujemy ucznia, który ma lat kilkanaście, czyli jest w burzliwej fazie swojego rozwoju życiowego, ale ma też wiele pomysłów, nieopierzonych, szalonych, a czasami może i bardzo poukładanych. Mam nadzieję, że mój pierwszy uczeń Szymon Księżyk wiele skorzystał z naszej współpracy. Aktualnie uczę również bardzo zdolną Anię. Obserwuję wśród uczniów coraz większe zainteresowanie kompozycją. Dopytują się, czego się tu można nauczyć i jak przebiega cykl edukacji. Ich otwarcie na ten przedmiot wzbudził także Szymon.

 

Jak zatem konstruuje Pan swoją metodę nauczania?

– Podczas zajęć daję swoim uczniom dużą swobodę. W muzyce wszystko już było, od matematycznych kompozycji, po utwory awangardowe, nawet szalone. Trzeba pamiętać, że uczę przedmiotu podstawy kompozycji, zatem moim zadaniem jest to, żeby uczeń posiadł umiejętności kształtowania dzieła. Tłumaczę im prosto: kompozycja jest jak forma do ciasta. Jeśli wlejesz ciasto, które chcesz upiec, bezpośrednio do pieca, nic ci z tego nie wyjdzie, ale jak masz formę, to pozwoli ci ona utrzymać całość. Ode mnie wymaga to pewnej bystrości, analityki umysłu, dlatego że uczeń przedstawia mi swoje koncepcje, a ja muszę na bieżąco reagować, w którą stronę idziemy. Na przykład adept chciałby napisać utwór na orkiestrę smyczkową, ale dodatkowo z innym instrumentem/instrumentami solowymi i wydaje mu się to ciekawym pomysłem, więc mówię: dobrze, zaprezentuj mi to i pomyślimy nad jakąś ciekawą instrumentacją, bo nauka kompozycji, to nie tylko ramowa konstrukcja utworu, ale także aranżacja. To kolejny etap w rozwoju nowych umiejętności.

 

Tu spoczywa odpowiedzialność nauczyciela, aby z kolei nie ograniczyć kreatywności ucznia, nie zamknąć go w pewnych ramach…

– Istotą przedmiotu podstawy kompozycji jest zdobycie umiejętności tworzenia konkretnej formy i praca nauczyciela polega na rozwijaniu pomysłów uczniów, pokazaniu mu drzwi, przez które może podążyć. To przedmiot o charakterze holistycznym, na który składa się wiele czynników: typowo muzyczne, jak instrumentacja utworu, melodia, rytm, harmonia czy barwa, którą twórca maluje używając odpowiednich instrumentów, oraz charakterologiczno-osobowościowe i ogólnorozwojowe. Osobiście staram się wsłuchać w pomysły podopiecznych, nie narzucam konkretnych rozwiązań, ale sugeruję, co można zrobić, pobudzam kreatywność. Bardzo ważne jest uchwycenie koncepcji utworu. Z krótkiego fragmentu melodii można zrobić piękną kompozycję albo nic. Podam przykład Jana Sebastiana Bacha, który na podany przez króla Prus Fryderyka II temat stworzył wielkie dzieło. Raz władca wymyślił dość trudny schromatyzowany temat i kazał zaimprowizować fugę. Zdaniem mistrza było to niewykonalne, więc stwierdził: „Ten temat nie nadaje się, żeby stać się podstawą fugi , pozwól królu, że zaprezentuję swój”. Jednak nie dawał mu spokoju i w efekcie mamy wielkie dzieło: Musikalisches Opfer (Muzyczna Ofiara), które zostało wysłane królowi.

W moim systemie pracy pozostaje wciąż nauka przez analizę dzieł. Do tego dochodzi poznanie stylów, technik kompozytorskich, środków wyrazu muzycznego. Trzeba też rozszyfrować preferencje ucznia. Szymona na przykład pasjonowała muzyka filmowa i gier komputerowych. Ale co ważne, młodym ludziom należy wpoić odporność na krytykę. W przypadku kompozytora potrzebna jest podwójna, bo można skrytykować autora, czyli jego dzieło, co odbiera się bardzo osobiście, ale też wykonanie. Choćby Szymon rok temu był twórcą kompozycji i jednocześnie jej wykonawcą. Dlatego staram się budować u nich świadomość twórczą, bo skomponować można wszystko, ale dzieło trzeba umieć uzasadnić.

 

Czy trzeba mieć specjalne predyspozycje, aby podjąć naukę podstaw kompozycji? Czy niekoniecznie, bo każdy może się tego nauczyć?

– Z jednej strony tak, trzeba mieć predyspozycje, ale z drugiej czasem możemy nie wiedzieć, że je mamy lub ich nie posiadać, ale jest zainteresowanie komponowaniem, dociekliwość i chęci, zwłaszcza analityczne do studiowania dzieł, co może być asumptem do podjęcia kształcenia. Przedmiot jest jednak dla starszych uczniów szkoły stopnia drugiego, w wieku już około siedemnastu lat, oczywiście mających jeszcze długą drogę przed sobą, ale już częściowo uformowanych i jednocześnie otwartych na nowości. Dodam, że aby komponować w stylu danego okresu, trzeba poznać literaturę muzyczną oraz charakterystyczne dla epoki komponenty. Możemy na przykład łamać schematy harmoniczne, ale trzeba mieć podstawy.

 

Jest Pan dumny z Szymona?

– Tak, bardzo. To utalentowany, ale przede wszystkim pracowity i odpowiedzialny młody człowiek. Z sukcesem przeszedł trudne egzaminy do Akademii Muzycznej w Łodzi. Bardzo się cieszę, że realizuje drogę swojej pasji, którą wspólnie odkrywaliśmy i rozwijaliśmy. Czasem było trudno, ale zawsze szliśmy do przodu. Również obecna moja uczennica Ania jest bardzo wrażliwa muzycznie, ma ciekawe pomysły i umiejętność tworzenia melodii o interesującym brzmieniu.

 

Za co można pochwalić Jasnogórską Szkołę Muzyczną?

– Podoba mi się, że nauczyciele mają pewną swobodę nauczania, oczywiście podstawy programowe są obowiązkowe, ale dyrekcja ufa pedagogom i w edukacji artystycznej możemy wykazywać kreatywność. Znakiem rozpoznawczym szkoły jest to, że lubią ją i nauczyciele, i uczniowie, nikt tu nie przychodzi za karę. Panują przyjazne, rodzinne relacje. Zdarzają się niekiedy niesnaski czy problemy, jak to w życiu, ale są sprawnie rozwiązywane, kadrze zależy na wysokim komforcie kształcenia i wychowania podopiecznych. Tu zawiązują się przyjaźnie, pierwsze miłości. Starsi się opiekują młodszymi, bardzo zbliża wspólne muzykowanie. Szkoła jest bardzo aktywna, co pozytywnie wpływa na rozwój kreatywności. Organizowane są koncerty, wycieczki krajoznawcze, uczniowie uczestniczą w konkursach międzyszkolnych, powiatowych i ogólnopolskich. Placówka zapewnia także wysoki poziom, zarówno w przedmiotach ścisłych, jak i humanistycznych oraz artystycznych. Na pewno warto się tu uczyć i pracować.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

URSZULA GIŻYŃSKA

Podziel się: