Red. Walenciak chwali przy tym delikatność i subtelność dyplomacji brytyjskiej oraz francuskiej w zakresie doboru miejsc, gdzie rzeczone traktaty zostały podpisane. We Francji, w Nancy, gdzie weteran i ofiara admiracji francusko-polskich: król Polski i książę Lotaryngii Stanisław Leszczyński dożywał swoich dni – jak twierdzi Ludwik Stomma – w oparach miłości francuskiej.
Niemniej subtelnie postąpili Brytyjczycy – podpisując układ z Polską w Norfolk, gdzie stacjonowały polskie dywizjony myśliwskie w czasie bitwy o Anglię. Współcześni Brytyjczycy dali Polakom szansę, by wspólnie uczcić pamięć Winstona Churchilla – notariusza układów w Teheranie, Jałcie i Poczdamie – lokujących Polskę w sowieckiej paszczy.
Te dwie umowy Polski: z Francją i Wielką Brytanią ma niebawem zwieńczyć ta trzecia – najważniejsza dla rządu Donalda Tuska – z Niemcami. Ciekawe, jaką lokalizację – wspólnego z Tuskiem – składania podpisów wymyśli kanclerz Merz? Może Wilczy Szaniec pod Kętrzynem? By wykazać, jak Niemcy dzielnie walczyli z Hitlerem.
O co chodzi Macronowi, Merzowi, Starmerowi i Tuskowi w tej demonstracyjnie antyamerykańskiej grze? Stawka jest bardzo wysoka! Celem tej rozgrywki jest powrót do – od stuleci praktykowanej – osi europejskiej geopolityki, która, od wiek wieków i na wieki wieków, winna łączyć Berlin z Moskwą. Interes Niemiec jest tu oczywisty. A Francji i Brytanii? Takoż! Zawsze przecież można coś uszczknąć i przehandlować. Na przykład: Polskę.
To, co proponuje Merz, Macron, Starmer i Tusk to nie tylko wyzwanie rzucone Stanom Zjednoczonym, ale także – Chinom. Przecież Niemcy i Rosja – od czasów niemieckiego zjednoczenia w 1990 roku – o niczym innym nie myślą, jak tylko o wspólnym, niemiecko-rosyjskim bloku pacyficzno-atlantyckim: od Władywostoku po Lizbonę.
Te mrzonki (?) wylęgły się w czasach, gdy proklamowano fukujamowsko-obamowy: jednobiegunowy świat. To była pożywka, wspólnie trawiona przez prezydenta Putina i całą kawalkadę niemieckich kanclerzy: Kohla, Merkel, Schroedera czy Merza.
Na szczęście świat jednobiegunowy przeszedł w niebyt, a może tylko zaszył się jakiejś bezpiecznej pieczarze? W każdym razie, dzisiaj jest jak jest: świat dwóch potęg – Stanów Zjednoczonych i Chin. Na tych dwóch kolosach spoczywa obowiązek utrzymania świata w ryzach pokoju. Z powodów rozstrzygających, czyli geopolitycznych – USA i Chiny mogą to uczynić tylko razem.
Oczywiście, sama mapa podpowiada – jak to w geopolityce nadal bywa – na czym oba – pleno titulo – mocarstwa winny się skupić. Otóż, USA – na skutecznej perswazji wobec Niemiec, a Chiny: na tym samym – w stosunku do Rosji.
Wtedy świat może jechać dalej… Plan Marshalla dla Niemiec i atom dla Anglii i Francji – okazał się bowiem dla Europy pułapką. Wspólne bowiem geopolityczne knowania Niemiec, Francji i Anglii przeciw USA są na rękę Rosji i zagrażają światu; w tym, przede wszystkim: Polsce!
Polska nie może ciągle pozostawać dziedzicem najgorszego, geopolitycznego sąsiedztwa na świecie: między Niemcami i Rosją. To, co proponują: Merz, Starmer, Macron i Tusk to uzgodniona z Putinem ustawka: geopolitycznie bardzo korzystna dla Rosji, czyniąca po raz kolejny w dziejach – z polskich ziem – pole bitwy dla obcych, a to zawsze kończy się utratą przez Polskę niepodległości.
Powrót świata dwubiegunowego, w wykonaniu USA i Chin, jest dla Polski jedyną szansą na zneutralizowanie fatalizmu geograficznego położenia – między Niemcami a Rosją; tym samym postawienia na usytuowanie naszego kraju w centrum rzeczywistego, globalnego świata i to w samym jego środku; na przecięciu się na polskich ziemiach – szlaków najważniejszych, cywilizacyjnych i gospodarczych interesów: USA i Chin.
SZYMON GIŻYŃSKI