- Gazeta Częstochowska - https://gazetacz.com.pl -

Malarstwo Rodziny Antonowiczów

 

Rodzinną tradycję artystycznego malarstwa rozpoczęła nestorka, Alicja Antonowicz. – Mama zajmowała się domem i wychowaniem pięciorga dzieci, a do swej pasji powróciła w wieku około 40 lat. Jej ulubionym motywem były kwiaty i tych obrazów jest najwięcej, ale również chętnie tworzyła pejzaże i bardzo dobrze jej to wychodziło. Wykonała wiele, bardzo udanych kopii obrazów Szyszkina. Były one prezentowane na wystawie w Muzeum – opowiada Roman Antonowicz, pomysłodawca i realizator ekspozycji.
Nestorka rodu zainspirowała swoje dzieci. Za pędzel chwytali kolejno: najstarszy z rodzeństwa Włodzimierz Antonowicz, potem siostry Jolanta Bijałd Pospiszil i Barbara Antonowicz oraz oczywiście Roman Antonowicz. – Włodzimierz uwielbiał malować pejzaże, jedna z sióstr Barbara namiętnie tworzyła portrety, druga Jolanta lubiła kwiaty nie tylko na płótnie, ale także w tkaninie, robiła wspaniałe gobeliny. Moją pasją są konie i pejzaże. Starsze rodzeństwo i mama nie żyją, wystawa w zamyśle stanowiła także wspomnienie o nich, uczczenie Ich pamięci – dodaje.
Na ekspozycji znalazło się 35 obrazów mamy oraz czwórki rodzeństwa. Swoje prace wystawiła także siostra cioteczna pana Romana – Danuta Okularczyk. Najmłodsze pokolenie reprezentowali: siostrzenica pana Romana z Włoch – Lucia Alice Crifo oraz jego wnuki: Tymon, Pola i Paula.
Roman Antonowicz swoją przygodę z malarstwem także rozpoczął w późniejszym wieku. – Zaproszono mnie do udziału w konkursie, który organizowała Huta Częstochowa, gdzie przepracowałem całe zawodowe życie. Mój obraz został nagrodzony i zakupiony przez zakład. Potem była przerwa i po latach odnowiono ten piękny, coroczny zwyczaj hutniczego pleneru. Miałem swój udział w tym przedsięwzięciu, a moje płótna zyskiwały uznanie organizatorów. Do dzisiaj cztery z nich zdobią ściany budynku zarządu. Na wystawie pokazałem widok stalowni i starego Rakowa, hutniczej dzielnicy. Plenery zaowocowały przyjęciem mnie do Częstochowskiego Stowarzyszenia Plastyków. To było dla mnie nobilitujące – opowiada.
Jak dodaje, marzy o tym, aby ta rodzinna tradycja nie umarła i kolejne pokolenia ją kontynuowały. – Moje wnuki już zaczęły tworzyć, a ja bardzo chętni im w tym pomagam – konkluduje.

Na wernisaż przyszło około pięćdziesięciu gości: plastyków z CSP im. Jerzego Dudy Gracza, na czele z prezes Ewą Powroźnik, która nie szczędziła pochwał. Obecni byli także przyjaciele – hutnicy i seniorzy lotnictwa. – To druga moja wielka pasja, którą z kolei zaszczepił mi tato. Był on współkonstruktorem dwóch samolotów przedwojennych – mówi Roman Antonowicz.
Spotkanie poprowadził z właściwą sobie swadą i humorem właściciel Muzeum, pan Krzysztof Witkowski.

URSZULA GIŻYŃSKA

Podziel się: