Za nami inauguracja nowego sezonu artystycznego Filharmonii Częstochowskiej, a zarazem corocznego już Festiwalu Hubermana. Cieszy wyborna forma Orkiestry, która pod batutą dyrektora Adama Klocka wspaniale oddała złożoną strukturę Koncertu na orkiestrę Witolda Lutosławskiego. Rozczarowała natomiast Éva Kóbor, solistka w Koncercie skrzypcowym D-dur op. 77 Johannesa Brahmsa.

Pisany w latach 1950-1954 utwór polskiego kompozytora na zamówienie dyrygenta Witolda Rowickiego i jemu dedykowany charakteryzuje bogate wykorzystanie motywów ludowych, szczególnie wyrazistych w pierwszej i trzeciej części. Formalnych inspiracji należy doszukiwać się w dziele Beli Bartóka o tym samym tytule.
Jest to dzieło strukturalnie niezwykle złożone. Przejścia pomiędzy sekcjami, nakładanie się faktur przywodzi na myśl – nomen omen – koronkową pracę rękodzielniczą. Szczególną dla klarowności wykonania rolę odgrywają instrumenty dęte, by wspólnie ze smyczkami zabrzmieć spójnie i bez szarpnięć. Dźwiękowego bogactwa dodają perkusyjne w pełni swej różnorodności oraz harfy i fortepian. Należą się wyrazy uznania maestro Adamowi Klockowi za utrzymanie w ryzach tej skomplikowanej materii i naprawdę udane przeprowadzenie całej interpretacji. Ale i częstochowskiej Orkiestrze, która wybornie zrealizowała myśl kompozytora oraz założenia dyrygenta.
Zespół równą formę potwierdził w drugiej części wieczoru. Natomiast francusko-węgierska skrzypaczka nie przekonała. Zabrakło zaangażowania i brzmienia. Partytura instrumentu solowego napisana z pomocą wybitnego skrzypka Josepha Joachima stanowi spore wyzwanie dla solisty, ale zagrana z wirtuozowskim wyczuciem daje wiele przyjemności w odbiorze.
Polecam nagranie Hilary Hahn z Academy of St Martin in the Fields (Sony Classical 2001), w którym solistka pięknie wydobyła wszystkie zalety tego arcydzieła, a czystość wykonanych przez nią przejść może zachwycić.
Dla równowagi i ukazania pełnego obrazu przytoczę opinię znajomego skrzypka obecnego na koncercie, który w grze Kóbor dostrzegł budzące uznanie techniki.
ŁUKASZ GIŻYŃSKI
Foto: Agnieszka Małasiewicz, Filharmonia Częstochowska
