100-lecie Polski Wolnej – lipiec 1921 r.


Lato, wiek temu, było bardzo gorące. „Z krakowskiego obserwatorium donoszą: W piątek 29 lipca, o godzinie 4 po południu termometr umieszczony w cieniu wskazywał 38,5 ͦC. Tak wysokiej temperatury nie było w Krakowie od 1 lipca 1883 roku, kiedy to zaobserwowano 38 ͦ C. W Warszawie panuje upał nie do wytrzymania. Fala upałów posuwa się przez całą Europę Środkową.

30 lipca 1921 roku przeszła przez Berlin burza, jednak opad był bardzo nieznaczny. Wedle informacji ze stacji meteorologicznej może w każdej minucie nastąpić przewrót w stanie pogody. W Częstochowie po wichurze, jaka zerwała się w nocy z piątku na sobotę, czyli z 29 na 30 lipca 1921 roku, o godzinie 9 rano spadło kilka kropli deszczu, ale za chwilę chmury rozpędził wiatr i zapanował upał, wprawdzie nieco mniejszy niż w dniu poprzednim, czyli 28 lipca 1921 roku, kiedy upał na słońcu wynosił 33 ͦ Réaumura (26,4 ͦC). W sobotę 30 lipca 1921 roku, w godzinach południowych, termometr wskazywał 28 ͦ Rè (22,4 ͦ C) w słońcu i 20 ͦ Rè w cieniu (16 ͦ C)”. Upał ten tłumaczono w następujący sposób: „W środku tarczy Słońca znajduje się spora plama widoczna już przez lornetki pryzmatyczne”.

 

Mieszkańcy Częstochowy różnymi sposobami radzili sobie w tym gorącym czasie. Zamożniejsi wybierali się na okres dwutygodniowy lub miesięczny do Ostrów, Poraja, Złotego Potoku lub Mstowa. Biedniejsi, w szczególności „sfery urzędnicze” i przeważająca część ludności spędzała wakacje w mieście, urozmaicając ten okres przechadzkami do parków, urządzając wycieczki na zabawy do Ostrów bądź wieczornymi wycieczkami poza miasto na rowerach.

„W niektórych bardziej żyznych okolicach susza dała się we znaki, zwłaszcza burakom i ziemniakom. Brak znaczniejszych opadów odbił się niekorzystnie na pastwiskach, a w następstwie na bardzo skąpym udoju. Zaznaczyć należy, że w żyźniejszych okolicach jak w Sandomierskim, Łęczyckim, Kujawach, a zwłaszcza w wilgotnych okolicach Brdy i Noteci, urodzaje pod każdym względem są nad wyraz świetne”. Minister rolnictwa i dóbr narodowych Józef Raczyński w rozmowie z dziennikarzami oświadczył, że zbiory ozimin zapowiadają się o 100 proc. wyższe niż w roku 1920 (pamiętać jednak należy, że rok poprzedni to zniszczenia zasiewów przez przechodzący front wojny polsko-bolszewickiej – najpierw na zachód, a potem na wschód oraz o udziale chłopów w armii polskiej odrzucającej Rosjan od centrum kraju). W 1921 roku Polska miała nie sprowadzać zboża z zagranicy, albowiem produkcja polskiego pszenżyta miała wystarczać nie tylko na potrzeby krajowe, ale nawet na potrzeby Górnego Śląska. W związku z prognozami dobrych zbiorów w Polsce, Sejm, Ustawą z dnia 7 lipca 1921 roku o zniesieniu ograniczeń w zakresie obrotu ziemiopłodami oraz postawieniu Ministerstwa Aprowizacji w stan likwidacji (Dz. U. z 1921 r. nr 63, poz. 389, ustawa weszła w życie 15 lipca 1921 roku), wprowadził wolny obrót ziemiopłodami i ich przetworami, z wyjątkiem cukru i spirytusu. Jak ważnym momentem w życiu przeciętnego mieszkańca Częstochowy był to fakt, że kartkową sprzedaż chleba wprowadzono jeszcze w czasie okupacji niemieckiej miasta Częstochowy, czyli 23 sierpnia 1915 roku? Można powiedzieć, że okres wojennej gospodarki aprowizacyjnej w codziennym życiu mieszkańców miasta skończył się dopiero po siedmiu latach od wybuchu I wojny światowej. We wprowadzeniu wolnego handlu zbożem obowiązywały jednak pewne ograniczenia. Konsumentom nie wolno było robić zapasów większych niż 15 kg pszenżyta na osobę. Producenci zobowiązani byli do sprzedaży części zbiorów pozostałych po pokryciu potrzeb własnego gospodarstwa. Zakazano spasania zbóż inwentarzem, pędzenia spirytusu ze zboża i przeróbki jęczmienia na słód w celu odsprzedaży. W niepewnych czasach, jak widać, wolny rynek obrotu zbożem miał swoje granice. Przywrócenie wolnego handlu zbożem dawało nadzieję na coś jeszcze ważniejszego – że częstochowscy mistrzowie piekarstwa wykażą się produktem lepszej jakości niż obecnie. Wydział Zdrowia Publicznego Magistratu w Częstochowie z inicjatywy doktora Stefana Purskiego, lekarza miejskiego, przesłał do laboratorium w Krakowie cztery bochenki chleba kartkowego. Analiza wykazała bardzo małą ilość mąki żytniej w chlebie, natomiast stwierdzono domieszki nieodpowiadające procentowo przepisom, w postaci płatków kartoflanych, mąki jęczmiennej i mąki z peluszki (podgatunek grochu zwyczajnego polnego).

Czas wakacji nie zwalniał włodarzy miasta od rządów nad powierzoną im sferą działania. Ustalono normy opłat na rzecz miasta od ładunków kolejowych. Wydzierżawiono na 30 lat budynek przy ul. Św. Barbary 30 w Częstochowie, na rzecz centrali „Kropla Mleka”. Ostatecznie odrzucono ponowny wniosek Magistratu o sprzedaż mięsa w niedzielę. Dyskutowano też, chyba dzisiaj nie do uwierzenia, o wprowadzeniu statutu dla rowerzystów. Przepisy te określały, kiedy należy trzymać nogi na pedałach, jak trzymać kierownik, kiedy zapalać latarkę w rowerze, ile osób może jeździć na tandemie, po której stronie ulicy należy jeździć. Proponowano też przepisy wyprzedzające swoją epokę, jak jeździć rowerami między szynami tramwajów. Rzecz w tym, że w Częstochowie tramwaje nie kursowały, stało się to dopiero po 38 latach, w 1959 roku, w zmienionej sytuacji polityczno-gospodarczej. Nic w tym dziwnego, że przepisy tak wyprzedzające swoją epokę skierowano do Magistratu, celem dalszej pracy nad nimi.

Obchody ważnych rocznic były celebrowane uroczystymi mszami przed szczytem Jasnej Góry. W niedzielę, 3 lipca 1921 roku obchodzono uroczyście przypadające na dzień następny, święto narodowe Stanów Zjednoczonych. W nabożeństwie tym wzięła udział licznie zgromadzona młodzież. 15 lipca 1921 roku celebrowano w Częstochowie połączone rocznice święta narodowego Francji i rocznicy zwycięskiej bitwy grunwaldzkiej. Po uroczystej mszy odbyła się defilada Wojska Polskiego przed pułkownikiem Józefem Karolem Luberadzkim i korpusem oficerskim na placu przed Magistratem.

Niestety w czasie tak wielkich upałów pojawiły się pożary. 16 lipca 1921 roku palił się Olsztyn. Spłonęło 21 budynków mieszkalnych i 2 stodoły. Nocą z 23 na 24 lipca 1921 roku spaliła się całkowicie wieś Nierada pod Zawierciem. 24 lipca 1921 roku zapaliły się wielkie stosy drewna na podwórzu fabryki papieru Młyny przy ul. Krakowskiej 2 w Częstochowie i budka przy rzece Warcie za papiernią. Tego samego dnia płonęła część Herb Polskich. Spaliło się 12 gospodarstw. Płonęły budynki w Zawadach i Chmielarzach w gminie Wancerzów. W Mstowie spaliło się 8 domów mieszkalnych z zabudowaniami gospodarskimi i 2 stodoły. Płonęły lasy w Herbach Polskich i Poraju. W ostatniej miejscowości do gaszenia pożaru użyto nawet specjalnego pociągu ratowniczego.

Jednak największym wydarzeniem w Częstochowie i powiecie latem 1921 roku była walka z szajką Jakuba Słomczyńskiego. Jego banda liczyła 18 osób. Herszt nakładał haracze na dwory i najbogatsze gospodarstwa chłopskie. Swoją sławę zyskał po kilku napadach. Za jego głowę wyznaczono nagrodę w wysokości 30 000 marek polskich. O bezwzględności przywódcy bandy, ale też i o jego dobrym sercu, krążyła pewna przypowieść. Jakub Słomczyński napotkał kobietę udającą się z masłem do miasta. Chciał odebrać jej masło, jednak kobieta ubłagała go, aby je zostawił, ponieważ niosła je do jednego ze szpitali w Częstochowie. Ujęty tym, Jakub Słomczyński dopłacił nawet kobiecie 2 000 marek polskich i powiedział, że jeśli dowie się, że skłamała, to znajdzie ją, a ona oszczerstwo przypłaci życiem. 14 lipca 1921 roku na drodze kocińskiej w pobliżu wsi Zrębice doszło do dwugodzinnej strzelaniny w wyniku, której został ciężko ranny w brzuch dowódca akcji, były komendant policji powiatowej w Dubnie komisarz Jakub Niemyski. Zmarł on w szpitalu Panny Marii w Częstochowie. Tam też zmarł, ranny w udo, jeden z wywiadowców, Marian Tarłowski. Za niebezpiecznym przestępcą wysłano list gończy, jego konterfekt umieszczony był w witrynie „Gońca Częstochowskiego”. Fotografia herszta bandy wywołała w mieście wielką sensację. Jak pisano w „Gońcu Częstochowskim”: „W mundurze wojskowym, w stopniu sierżanta Wojska Polskiego przedstawiał się dziarsko i wcale nie wglądał na bandytę”. W odpowiedzi na te poszukiwania Jakub Słomczyński zamieszczał po wsiach ogłoszenie, że każdemu, kto wstąpi do jego bandy zaoferuje 20 000 marek polskich. Po działalności tego bandyty widać jak kruche było bezpieczeństwo wewnętrzne kraju, osłabionego trzyletnimi wojnami na wielu frontach i jak wiele wysiłku trzeba było włożyć, aby państwo polskie mogło się rozwijać, a obywatele czuli się bezpiecznie.

Robert Sikorski

Na zdjęciu z lat 20. obecna Aleja Wolności nosiła nazwę Teatralna i słynęła kwitnącymi przed maturą kasztanowcami. Pocztówka pochodzi z wydawnictwa „Region częstochowski jako województwo na dawnej pocztówce” Zbigniewa St. Biernackiego

 

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *