- Gazeta Częstochowska - http://gazetacz.com.pl -

W tajnej służbie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej

Dnia 21 lutego bieżącego roku w pałacu w Koszęcinie odbyła się uroczystość upamiętniająca postać ppłk. Jana Kowalewskiego, który został przez Senat RP obrany patronem 2020 r. Wydarzenie uświetnił występ Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”, a gospodarzem uroczystości był senator Ryszard Majer. Choć ppłk Jan Kowalewski nie był związany z naszym regionem, to jego wybitne zasługi nakazują poświęcić mu nieco miejsca na łamach „Nad Wartą”.

 

Przyszedł na świat 24 października 1892 r. w Łodzi. Jego rodzina trudniła się kupiectwem i młody Jan w tym kierunku obrał edukację, kończąc renomowane gimnazjum – Szkołę Handlową Kupiectwa Łódzkiego. Po maturze wyjeżdża do Belgii, gdzie w 1913 r. kończy studia na wydziale chemicznym uniwersytetu w Liège. Zostaje powołany na front I wojny światowej po stronie rosyjskiej. W międzyczasie ukończył z wyróżnieniem szkołę oficerską w Kijowie. Zaangażował się w prace polskiego komitetu wojskowego na froncie rumuńskim i tworzenie polskich oddziałów. Burzliwa młodość nauczyła go biegle władać językiem rosyjskim, niemieckim i francuskim.

W 1919 r. zdolny, choć nikomu jeszcze nie znany oficer II Oddziału Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa w stopniu porucznika, piastujący wcześniej stanowisko wywiadowcy w 4 Dywizji gen. Lucjana Żeligowskiego, pracował nad odczytaniem szyfrogramów nacierającego wroga – wojsk bolszewickich. Przełomu w dekryptażu sowieckich depesz udaje mu się dokonać przez przypadek podczas nocnego dyżuru na przełomie września i października 1919 r. Dopomaga mu doskonała znajomość języka nieprzyjaciela, talenty matematyczne oraz zamiłowanie do lektur z młodości autorstwa Edgara Alana Poe i Arthura Conan Doyle’a, z których czerpał w swojej dekryptażowej pracy inspirację. Po zdekodowaniu pierwszych kluczy szyfrowych Rosjan, Jan Kowalewski otrzymał zadanie zorganizowania i objęcia kierownictwa nad komórką służby radiowywiadowczej i kryptoanalitycznej w ramach II Oddziału Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa.

W prace dowodzonego przez siebie Wydziału II Szyfrów Specjalnych w Biurze Szyfrowym, por. Kowalewski zaangażował wkrótce wybitnych naukowców z dziedziny matematyki i radiotechniki. Pracowano zarówno w działającej w Warszawie siedzibie Biura, jak również w ogniwach terenowych funkcjonujących przy dowództwie w bezpośredniej bliskości frontu. Dzięki temu na bieżąco otrzymywano newralgiczne informacje o zamiarach wroga prosto z pola walki, co przekładało się na możliwość błyskawicznej reakcji i stosownego korygowania podejmowanych działań,

Dzięki wysiłkom ppłk. Jana Kowalewskiego, do końca 1920 r. oficerom z wywiadu radiowego udało się przechwycić kilka tysięcy szyfrogramów. Depesze, rozkazy i meldunki były znane Polakom nawet zanim jeszcze trafiały do bolszewików. Najbardziej znaczącym osiągnięciem było przechwycenie i odczytanie rozkazu samego Lenina z 24 czerwca 1920, który nakazywał skierowanie się Armii Frontu Południowo-Zachodniego, w tym Armii Konnej Budionnego na Lwów i rejon przełęczy Karpackiej, a Tuchaczewskiemu przeprowadzenie uderzenia na Warszawę. Znajomość tych planów umożliwiła opracowanie skutecznej operacji obronnej.

Kiedy bolszewickie hordy ciągnęły w kierunku Radzymina, porucznikowi Kowalewskiemu udaje się rozpracować kolejny wprowadzony przez wroga kod. W dniu 13 sierpnia Polacy znają już rozkazy gen. Tuchaczewskiego, które ukazują plan uderzenia na stolicę. Dzięki znajomości zamiarów nieprzyjaciela Sztab Generalny opracowuje plan obrony. W skrócie opierał się on na przypuszczeniu ataku na najsłabszy odcinek bolszewickiej armii. Tak też się stało i w następnych dniach wyprowadzono potężne kontruderzenie znad rzeki Wieprz. Dodatkowo zagłuszano rosyjskie nadajniki radiowe, aby uniemożliwić zorganizowanie odsieczy. Rozkazy uderzenia na 5 Armię gen. Sikorskiego przejęto w sam dzień Bitwy Warszawskiej – 15 sierpnia.

Za swoje trudne do przecenienia w tej ważącej losy Europy i świata wojny zasługi, wciąż jeszcze porucznik Jan Kowalewski został w 1922 r. udekorowany Krzyżem Srebrnym Orderu Wojskowego Virtuti Militari przez Szefa Sztabu, gen. Władysława Sikorskiego. Ten drugi miał powiedzieć tylko: „Za wygranie wojny, panie poruczniku”.

Kowalewski wyjeżdża do Francji i pozostaje tam od 1925 do 1927 r., aby pogłębiać wiedzę z zakresu wojskowości na elitarnej uczelni – Wyższej Szkole Wojennej (École Supérieure de Guerre).

Kiedy widmo czerwonej nawałnicy zostało zażegnane, wciąż rubieże Polski były niespokojne i ważył się ich los. Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej w 1921 r. Jan Kowalewski został skierowany na Górny Śląsk. W okresie od 10 lutego do lipca 1921 r. pełnił funkcję szefa Oddziału II (Informacyjnego) Dowództwa Obrony Plebiscytu, a później Oddziału II Sztabu Naczelnej Komendy Wojsk Powstańczych Polskiej Organizacji Wojskowej na Górnym Śląsku. Kierowana przez niego komórka pracuje pod kryptonimem „Czapla”. Porucznik Kowalewski, częstokroć sprowadzając na siebie bezpośrednie niebezpieczeństwo, sam bierze udział w akcjach zwiadowczych, dzięki czemu udaje się dokonać rozpoznania planowanych ruchów wojsk niemieckich.

Nawet kiedy panuje względny pokój, mocarstwa nadal prowadzą swoją cichą wojnę. W uznaniu dotychczasowych zasług Jana Kowalewskiego oddelegowano na stanowisko attaché wojskowego RP w Moskwie. W międzyczasie otrzymuje awans na podpułkownika. Podczas swojej zagranicznej służby wypełniał misje specjalne, które w zaufaniu powierzał mu marszałek Józef Piłsudski. Wkrótce do kraju płyną raporty wywiadowcze dotyczące stanu sowieckiej armii, a także nastrojów panujących w społeczeństwie rządzonym przez komunistów. W końcu, zdając sobie sprawę, jak bardzo jego obecność jest niebezpieczna, Rosjanie doprowadzają do jego wydalenia z ZSRS wiosną 1933. Następnym przystankiem był Bukareszt, gdzie ppłk Kowalewski przebywał do 1937 r., aby w dalszym ciągu sondować zagrożenie wojenne ze strony Sowietów. Podczas pobytu w Rumunii nawiązał on szereg przyjaznych stosunków z przedstawicielami rumuńskich elit, co miało przełożenie na stosunki dyplomatyczne między Rumunią a Polską. Za kilka lat, kiedy wybuchnie kolejny światowy konflikt, będzie to miało kapitalne znaczenie.

Po powrocie do Polski w 1937 r. został członkiem kierownictwa w Obozie Zjednoczenia Narodowego, jednak szybko zniechęcił się do polityki i znalazł dla siebie bardziej odpowiednie miejsce. Powierzono mu stanowisko dyrektora państwowego przedsiębiorstwa „TISSA” – Towarzystwo Importu Surowców Spółka Akcyjna, które było powiązane z Oddziałem II Sztabu Generalnego WP. Głównym zadaniem przedsiębiorstwa było zapewnienie Polsce dostaw surowców strategicznych na potrzeby przemysłu zbrojeniowego.

Kiedy wybuchła wojna ppłk Kowalewski spieszy z pomocą ludności cywilnej i bierze udział w organizowaniu ewakuacji elit RP do Rumunii. Kiedy stolica skapitulowała, przedostał się do Rumunii i zaangażował w działalność Polskiego Komitetu Pomocy dla Uchodźców, aby wspierać rodaków, którzy wydostali się z ogarniętego pożogą wojenną kraju. W organizacji tej piastuje funkcję kierowniczą do końca 1939 r. Czyni rozliczne zabiegi, wykorzystując swoje przedwojenne kontakty i neutralność Rumunii, aby części uchodźców zapewnić bezpieczny powrót bądź też azyl. Na początku 1940 r. wyjeżdża do Francji i nawiązuje współpracę z gen. Władysławem Sikorskim. Kiedy wiadomo już, że Francja upadnie, Jan Kowalewski opuszcza Paryż i drogą przez Hiszpanię dociera do Portugalii. Na miejscu zostaje członkiem komitetu ds. uchodźców najpierw w Figueira da Foz, a później w samej Lizbonie. Sam również wychodzi z inicjatywą i w listopadzie 1940 r. zakłada międzysojuszniczy komitet ds. uchodźców.

Wykorzystując swoje rozliczne kontakty z wpływowymi osobistościami, m.in. z Węgier, Rumunii, Włoch, Bułgarii, Finlandii ppłk. Kowalewski wytrwale dążył do wywarcia wpływu na elity tych państw, celem rozluźnienia ich zależności od III Rzeszy, a w dalszej perspektywie do zbliżenia z państwami alianckimi. Spośród osób pozyskanych do współpracy przez Jana Kowalewskiego należy wymienić choćby Jeana Pangala, rumuńskiego polityka krytycznie nastawionego do rządów marszałka Antonescu. W Lizbonie w dniu 15 stycznia 1941 r. ppłk Kowalewski zostaje wyznaczony na kierownika funkcjonującej w ramach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Placówki Łączności z Kontynentem oraz centrali informacyjnej, która była ekspozyturą tzw. Akcji Kontynentalnej, a także na korespondenta MSZ na wychodźstwie. Działalność Akcji Kontynentalnej skupiała się wokół zbierania danych w zakresie posunięć polityczno-gospodarczych krajów podbitych przez III Rzeszę, organizowania podziemnego oporu (za wyjątkiem otwartej walki zbrojnej), prowadzenia dywersji politycznej, sabotażu oraz akcji propagandowych. Kowalewski posługuje się pseudonimami „Piotr” oraz „Nart”. Jego tajną kwaterą była tzw. Willa Ginalda w Monte Estoril na przedmieściach stolicy Portugalii, gdzie dysponował własną radiostacją. Prężna działalność polskiego wywiadowcy zaczyna przynosić wymierne rezultaty, a Naczelny Wódz darząc ppłk. Kowalewskiego ogromnym zaufaniem, powierza mu coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Działalność ta kontynuowana jest do 1943 r., a sam Kowalewski zostaje przez rząd polski na wychodźstwie upoważniony do prowadzenia rozmów dyplomatycznych w ramach operacji „Trójnóg”.

Zostaje nawiązana łączność z francuskim ruchem oporu oraz udaje się zorganizować kanały przerzutowe, które sięgają nawet na terytorium okupowanej Polski. Z czasem to właśnie Lizbona staje się newralgicznym ośrodkiem szpiegowskim i węzłem komunikacyjnym, który łączy m.in. Francję, Anglię, Włochy oraz Szwajcarię. Kowalewski prowadzi zakrojoną na ogromną skalę operację wywiadowczą mającą na celu inwigilację satelitów Osi oraz krajów okupowanych. Sondował on przede wszystkim polityczne nastroje i starał się tak oddziaływać na przedstawicieli zależnych od Niemiec państw, aby wzmacniać nieprzychylne stanowiska wobec sojuszu z III Rzeszą, wyzyskać narastający defetyzm i ukazywać korzyści z przyłączenia się do aliantów. Chodziło o to, żeby przede wszystkim ukazać negatywne konsekwencje pozostawania w sojuszu z Niemcami, a także przekonywać rządy Węgier, Rumunii i Włoch do stopniowego wycofywania się z działań wojennych i współpracy gospodarczej z III Rzeszą i nie angażowania się w działalność zbrodniczą np. eksterminacja ludności żydowskiej.

Bazował on na zbudowanej przez siebie sieci międzynarodowych kontaktów, która cały czas ulegała poszerzeniu. Dyplomatyczne wysiłki Kowalewskiego wspiera bliski współpracownik Józefa Becka, Jan Szembek. Prowadzona działalność była szczególnie trudna do utrzymania w tajemnicy przed tajną policją Salazara i służbami niemieckimi, dlatego też pozorowano działalność firmy handlowej. Sam Kowalewski wynajmował dla siebie, żony i córki skromny lokal w centrum Lizbony. Jednym z najbardziej spektakularnych sukcesów było naprowadzenie aliantów na niemiecką radiostację utrzymującą łączność z niemieckimi u-bootami. W 1942 r. ppłk. Kowalewski zaangażował się w przedsięwzięcie uwolnienia rumuńskiego króla Karola II. Ten po abdykacji i przybyciu do Hiszpanii został w Sewilli internowany pod presją Niemców i nie mógł opuścić kraju. Udało mu się dopiero wyjechać do Portugalii za sprawą interwencji ppłk. Kowalewskiego i innego polskiego oficera, mjr. Zdzisława Żurawskiego.

Anglicy uważali zasługi ppłk. Kowalewskiego za nieocenione. Niestety w 1943 i 1944 r. ppłk Jan Kowalewski staje się osobą niewygodną, szczególnie przez swoje nieprzejednane nastawienie do ZSRS i wychodzącą na jaw sprawę katyńską. Sowieci na konferencji w Teheranie żądają odsunięcia jego osoby, a na domiar złego podejmowane przez niego dotychczasowe rozmowy i zabiegi dyplomatyczne deaktualizują się wobec ustalonego przez Roosevelta i Churchilla w Casablance warunku tzw. bezwarunkowej kapitulacji państw Osi. Edward Raczyński pod naciskiem Anglików zmuszony jest stopniowo ograniczać prowadzone przez Kowalewskiego działania. Tak nadzieje na pozyskanie nowych sojuszników dla aliantów w drodze pokojowej zostały przekreślone. Los Węgier i Rumunii mających znaleźć się w orbicie politycznej ZSRS był przesądzony. Ppłk. Jan Kowalewski zostaje odwołany ze swoich funkcji w dniu 20 marca 1944 r. i wkrótce opuścił Lizbonę.

Jan Kowalewski wyjechał do Anglii, gdzie powierzono mu stanowisko szefa Polskiego Biura Operacyjnego przy S.F.H.Q (Special Forces Headquarters). Pod jego kierunkiem przygotowywano polskie oddziały sabotażowo-dywersyjne mające wziąć udział w operacji „Overlord”. Uderzenie aliantów miało być skoordynowane z powstaniem we Francji przy wsparciu m.in. polskich spadochroniarzy i komandosów SOE.

Po zakończeniu wojny ppłk. Jan Kowalewski osiadł w Wielkiej Brytanii. W Londynie przez dekadę wydawał pismo o tematyce geopolitycznej, traktujące o Bloku Wschodnim. Periodyk nosił tytuł „East Europe and Soviet Russia”. Jako wybitny ekspert współpracował także z „Radiem Wolna Europa”. Odpoczywając od wieloletniej służby, ppłk. Kowalewski wciąż chętnie wracał do swojego zajęcia z młodości, czyli dekodowania szyfrów. Na emeryturze w ramach hobby udało mu się dokonać dekryptażu m.in. szyfru Romualda Traugutta oraz szyfrów Biskupa Załuskiego. W latach 1958–1959 sprawował funkcję przewodniczącego Koła Wyższych Studiów Wojennych w Londynie. Tam też zmarł na raka 31 października 1965 r. Tak odszedł jeden z najwybitniejszych polskich oficerów sztabowych. Był nie tylko niezwykle zasłużonym oficerem, który uratował Polskę i Europę przed bolszewickim potopem oraz oddał ogromne zasługi polskiemu i brytyjskiemu wywiadowi, ale również pełnym współczucia człowiekiem, który troszczył się o uciekinierów z kraju i ich położenie na terenach okupowanych. Był też wielkim wizjonerem, który widział przyszłość pod znakiem zjednoczonej Europy i federacji środkowo-europejskiej państw „międzymorza”.

MICHAŁ KULIG

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów  Centrum Rozpoznania i Wsparcia Walki Radioelektronicznej w Grójcu. Dzięki uprzejmości Szefa Sekcji Wychowawczej i Oficera Prasowego