Lelowskie Towarzystwo Historyczno-Kulturalne im. Walentego Zwierkowskiego


Lelowskie Towarzystwo Historyczno-Kulturalne im. Walentego Zwierkowskiego powstało w 2002 roku, rejestracja nastąpiła trzy lata później. Twórcami Towarzystwa były trzy osoby, reprezentujące trzy pokolenia

 

 

Wspólnie dla historii matecznika

 

Lelów ze swą bogatą przeszłością historyczną (pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z Bulli papieża Celestyna III z 1193 roku) stał się źródłem dla powołania Lelowskiego Towarzystwa Historyczno-Kulturalnego im. Walentego Zwierkowskiego. O kierunkach działania organizacji opowiada prezes Mirosław Skrzypczyk, jeden z trzech założycieli Towarzystwa.

 

Pomysłodawcy

Lelowskie Towarzystwo Historyczno-Kulturalne im. Walentego Zwierkowskiego powstało w 2002 roku, rejestracja nastąpiła trzy lata później. Twórcami Towarzystwa były trzy osoby, reprezentujące trzy pokolenia: Antoni Białowąs – już nieżyjący regionalista, kiedyś dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury i organista; dla wielu lelowian – wzór człowieka oddanego sprawom regionalnym i historii. Drugą osobą, reprezentującą średnie pokolenie, był Marian Nowak – regionalista, wieloletni pracownik Wojewódzkiego Ośrodka Postępu Rolniczego w Częstochowie. I wreszcie, jako przedstawiciel młodego pokolenia, Mirosław Skrzypczyk, nauczyciel. – Udało się wtedy wspólnie stworzyć coś ważnego dla społeczności lokalnej. Dzisiaj Towarzystwo liczy około 60 osób. Są to ludzie z różnych środowisk i pokoleń. Nauczyciele, rzemieślnicy, rolnicy, urzędnicy – mówi prezes Mirosław Skrzypczyk.

U podstawy działalności Towarzystwa, jak stanowczo podkreśla prezes, jest zrobienie czegoś razem. – Dla mnie najważniejsze jest działanie oparte na współpracy, i nie tylko w ramach Towarzystwa, ale w konsolidacji z władzami gminy, instytucjami kulturalnymi: Gminnym Ośrodkiem Kultury, biblioteką, szkołami, Zespołem Folklorystycznym Ziemi Lelowskiej czy branżą turystyczną, jak na przykład firmą Jędruś, która organizuje spływy pontonowe, czy JuRajską Spiżarnią – mówi Mirosław Skrzypczyk.

 

Historyczny Lelów

Lelów to miasto o bogatej przeszłości i sławie strategicznego miasta w średniowieczu. W XV wieku mieszkało w nim około 1500 osób, a w obrębie powiatu lelowskiego znalazło się kilkanaście jakże dzisiaj znaczących miast, między innymi Krzepice, Kłobuck, Częstochowa, Szczekociny, Pilica. To decydowało o tym, że Lelów był ważnym ośrodkiem życia społecznego, kulturalnego i politycznego. Wiele wieków później ta arcyciekawa historia miasta stała się inspiracją dla utworzenia Lelowskiego Towarzystwa Historyczno-Kulturalnego im. Walentego Zwierkowskiego.

Dzisiaj Lelów jest bardzo małą miejscowością. Nie jest miastem, nie ma już zamku, który w XIV wieku został wybudowany przez Kazimierza Wielkiego, nie ma też znaczących zabytków. Ale Lelów jest miejscowością, gdzie dzieje się wiele ciekawych inicjatyw i wydarzeń, bo ma kochających to miejsce ludzi, którzy wspólnie działają. – W takich małych miejscowościach niezwykle jest ważne, aby się nie dzielić, ale robić coś wspólnie. We wspólnocie jest siła. Lelowskie Towarzystwo chce inspirować, łączyć, jest swoistą „tkanką łączną”, budującą mosty między różnymi organizacjami i siłami działającymi na terenie gminy Lelów. Jest taka opowieść o Dawidzie Bidermanie, cadyku z Lelowa, który kilka razy w roku wędrował do swego mistrza i nauczyciela Elimelecha z Leżajska. Pewnego razu, idąc do Leżajska, zaginął w lesie i nie mógł odnaleźć tej właściwej drogi. I wtedy pojawił się koło niego ktoś i powiedział: „Chodź Dawidzie, pójdziemy razem”. I uszli razem kilkadziesiąt kroków i był koniec lasu, i pojawił się Leżajsk. I ten ktoś powiedział Dawidowi: „Już wiesz, co znaczy razem. I powiem Ci coś jeszcze. Można wziąć dwa kawałki drewna i ociosać je tak, że będą do siebie idealnie pasowały, ale lepiej kiedy do wklęsłości w jednym pasuje wypukłość w drugim. To jest prawdziwe razem”. Nasze Towarzystwo pracuje właśnie nad tym dopasowaniem, nad znajdowaniem tych elementów, które można wykorzystać do zrobienia czegoś wspólnie. I to jest dla mnie najważniejsze – opowiada pan Mirosław.

 

Ciulim i Czulent

To wspólne działanie opiera się przede wszystkim na trzech filarach: Lelowskim Towarzystwie Historyczno-Kulturalnym, Gminie Lelów i Gminnym Ośrodku Kultury. Razem instytucje realizują ciekawe i ważne dla mieszkańców przedsięwzięcia. Sztandarowym projektem jest Święto Ciulimu-Czulentu. – Organizujemy tę inicjatywę od 2003 roku. Lelowskie Towarzystwo Historyczno-Kulturalne, jako współorganizator, jest odpowiedzialne za przestrzeń edukacyjną – za przybliżanie historii Żydów, Żydów lelowskich, chasydyzmu. Lelów do II wojny światowej był sztetlem, w którym połowę mieszkańców stanowili Żydzi, potem była zagłada Żydów dokonana przez Niemców. Prawie wszyscy lelowscy Żydzi zostali zamordowani w Treblince, przeżyło ich niewielu, może siedmiu z pięciuset. Potem było zapomnienie, aż do momentu, kiedy do Lelowa po raz pierwszy po wojnie przyjechali chasydzi. Syn Dawida Bidermana, pierwszego cadyka lelowskiej dynastii, w połowie XIX wieku przeniósł się do Jerozolimy wraz ze swoimi synami i uczniami. To sprawiło, że chasydyzm lelowski przetrwał. Gdy przybyły do Lelowa pod koniec lat 80. siódmy potomek cadyka Bidermana odnalazł grób wielkiego założyciela, znajdujący się wówczas na zapleczu sklepu metalowego, rozpoczęły się ponownie pielgrzymki chasydów. Od tego momentu na przełomie stycznia i lutego do Lelowa przyjeżdżają chasydzi, aby modlić się przy grobie. Przyjazdy Żydów zainspirowały do organizowania Święta Ciulimu-Czulentu, które ma przybliżać do siebie obie kultury – polską i żydowską, wyjaśniać różne ich aspekty, wielowymiarowość – opowiada Mirosław Skrzypczyk.

 

Mełchów

Inną istotną inicjatywą, którą Towarzystwo realizuje wspólnie z Gminą i GOK, jest upamiętnienie wydarzeń związanych z powstaniem styczniowym i bitwą pod Mełchowem, która odbyła się 30 września 1863 roku. W tej bitwie walczyli także Węgrzy, zginął tu arystokrata węgierski Albert Esterhazy „Otto. Walczył też Adam Chmielowski, późniejszy Brat Albert, który podczas bitwy stracił nogę. Można powiedzieć, że był to początek jego drogi, która skończyła się świętością. Obchody w Mełchowie to wydarzenie wielkiej rangi. Po uroczystej Mszy Świętej odbywa się inscenizacja walk z 1863 roku, w której uczestniczą grupy rekonstrukcyjne, między innymi Pułk Żuawów Śmierci z Buska Zdroju, a także mieszkańcy, członkowie lelowskiego Zespołu Folklorystycznego, nauczyciele, uczniowie.

Dla LTH-K ważne jest także upamiętnienie wydarzeń września 1939 roku. – 3 i 4 września Niemcy spalili 70 procent Lelowa i zamordowali kilkunastu mieszkańców – część rozstrzelano przy kościele, który został przez Niemców spalony. Odbyła się też tu bitwa polskich żołnierzy z niemieckimi, z którą związana jest postać porucznika Teodora Werbińskiego, który zginął pod Lelowem i spoczywa na cmentarzu wojskowym razem z innymi, nieznanymi żołnierzami oraz mieszkańcami Lelowa. Inną ważną postacią związaną z tragicznym wrześniem 1939 roku w Lelowie jest Ignacy Trenda, który odmówił podpalenia krzyża w kościele, za co został zastrzelony. Obecnie jest Sługą Bożym i odbywa się jego proces beatyfikacyjny jako męczennika za wiarę. Ważną dla nas postacią jest ksiądz Daniel Sygoniusz, który był lelowianinem i dwukrotnie rektorem Akademii Krakowskiej. I wreszcie patron Towarzystwa Walenty Zwierkowski, który był właścicielem Białej Wielkiej, działaczem politycznym i społecznym, szwoleżerem, uczestnikiem wojen napoleońskich, działał w tajnych organizacjach i uczestniczył w powstaniu listopadowym, po którym został skazany na śmierć. Był też współpracownikiem Joachima Lelewela, uczestnikiem wielkiej emigracji, z której nie powrócił do kraju i został pochowany na cmentarzu w Paryżu. Warto dodać, że był jednym z twórców barw narodowych Polski. Na jego wniosek Sejm Królestwa Polskiego w 1831 roku uznał biel i czerwień za polskie barwy narodowe – opowiada pan Mirosław.

 

Izba Tradycji

Misją Towarzystwa są dbałość o zachowanie pamięci historycznej oraz edukacja. – Cały czas chodzi o to, aby wydobywać z historii Lelowa osoby i wydarzenia, które mogą nam służyć jako wzorce i punkty odniesienia, które tworzą naszą tożsamość, są dla nas drogowskazami – podkreśla Mirosław Skrzypczyk.

Ważnym dziełem Towarzystwa jest Izba Tradycji Ziemi Lelowskiej, gdzie zgromadzone są pamiątki historyczne Lelowa. Ponadto Towarzystwo organizuje wykłady i spotkania edukacyjne oraz konferencje naukowe o charakterze ogólnopolskim i interdyscyplinarnym. Uczestniczą w nich historycy, antropolodzy, etnolodzy, archeolodzy i literaturoznawcy oraz regionaliści ziemi lelowskiej. – Po każdej konferencji wydajemy książki. W naszym małym Lelowie, mającym niespełna ośmiuset mieszkańców, wydaliśmy już kilka publikacji pokonferencyjnych: „Lelów – miejsce, doświadczenie, pamięć” (2016), „Krajobrazy kulturowe ziemi lelowskiej” (2017), „Lelowski matecznik i okolica. Od mikrohistorii do historii ratowniczej” (2018), „Nie-podlegli ziemi lelowskiej” (2019). Teraz przygotowujemy książkę „Wieś i chłopi ziemi lelowskiej”. Czynimy to po to, aby zapomniane postaci i wydarzenia przywracać zbiorowej pamięci. To sięganie do przeszłości jest dla przyszłości – zauważa pan prezes.

 

Dla młodych ludzi

Kolejną misją Towarzystwa jest praca z młodzieżą. – Chcemy młodym ludziom przekazywać pamięć o naszej rodzimej historii. Realizowaliśmy niedawno projekt „Lelowska historia ratownicza. Różne formy ratowania i promocji dziedzictwa historycznego gminy Lelów” skierowany przede wszystkim do młodzieży. Chodziło nam o przypomnienie historii średniowiecza, tego, z czego Lelów jest dumny, aby nasi uczniowie z Lelowa byli dumni ze swojej historii, z miejsca, w którym żyją i chodzą do szkoły. Robiliśmy też działania związane z historią Kazimierza Tytki i jego dziennika z lat 1940-43. Gdy go pisał, miał kilkanaście lat i marzył o tym, żeby być malarzem. I właśnie w swym dzienniku malował obrazy. Był partyzantem i żołnierzem AK, zginął przypadkowo, przeładowując broń. Dziennik młodego Kazika przepisaliśmy, opracowaliśmy do druku i zrobiliśmy wystawę jego rysunków, które zestawiliśmy z obrazami wnuczki jego brata, która została malarką. Ekspozycja nosiła tytuł: „Dialogi intymności: Kazimierz Tytko, Barbara Tytko”. Zaczęliśmy też projekt na temat historii mówionej. Mamy duże zbiory nagrań rozmów z najstarszymi mieszkańcami Lelowa. Zachęcaliśmy też młodych ludzi, aby nagrywali opowieści swoich dziadków. Jeśli nie zapamiętamy ich historii, to znikną. Wydaliśmy nawet mały „Wzornik historii mówionej” z instrukcjami, jak takie wywiady przeprowadzać. Z młodzieżą przeprowadzamy warsztaty, np. „Wędrówki po średniowiecznym Lelowie”, którego tak naprawdę już nie ma, ale który, dzięki opowieściom, można sobie wyobrazić. Stworzyliśmy też dwa historyczne szlaki rowerowe: „Szlak rodziny Zwierkowskich” oraz „Szlak dworków szlacheckich ziemi lelowskiej”. Z inicjatywy Towarzystwa powstało wiele upamiętnień, m. in. tablice poświęcone Walentemu Zwierkowskiemu. Obecnie przygotowujemy dwie kolejne: na starym cmentarzu w Lelowie, gdzie w średniowieczu stał zamek, oraz obok leśnych grobów żołnierzy września 1939 roku z opisem ówczesnych wydarzeń – te we współpracy z Adamem Kurusem, pracownikiem katowickiego IPN. Organizujemy też wyjazdy na spotkania z historią, między innymi do Paryża, na grób Walentego Zwierkowskiego, czy do Krakowa z ideą poznania lelowskich związków z tym miastem – opowiada Mirosław Skrzypczyk.

 

Medale Towarzystwa

Od wielu lat Lelowskie Towarzystwo przyznaje medal Walentego Zwierkowskiego. Otrzymują go osoby zasłużone dla ziemi lelowskiej, zajmujące się kulturą i kultywowaniem tradycji. – Pierwszy medal otrzymał lelowianin, ks. Zygmunt Zaborski – nasz mistrz i nestor badań nad historią Lelowa, autor książki „Z dziejów parafii Lelów i Staromieście”. Medal przyznaliśmy także panu doktorowi Jackowi Laberschekowi, wydaliśmy też jego książkę „Dzieje średniowiecznego Lelowa”. Medale dostali także Hufiec ZHP Lelów czy Zespół Folklorystyczny Ziemi Lelowskiej – podkreśla pan Mirosław.

 

Wychowany w duchu historii

Pan Mirosław jest polonistą z wykształcenia, ale rozkochanym w historii. Pochodzi ze Staromieścia, jego dom rodzinny graniczył z tamtejszym kościołem. – Od dziecka chodziłem wokół rzeczy dawnych, ta historia była na wyciągnięcie ręki. Po latach uświadomiłem sobie, że miejsce zamieszkania, mój matecznik, był inspiracją dla moich pasji. I dzisiaj nieustająco odkrywam kolejne warstwy mojej lokalnej historii – konkluduje Mirosław Skrzypczyk.

AS

Za treść odpowiedzialna jest Fundacja Rozwoju Aktywności Społecznej im. ks. Kazimierza Znamirowskiego

 

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *