Hubert Jura („Tom”). Grzęznąc wśród pytań i kontrowersji (Cz. 1)


Są zagadki lat wojny i okupacji, które czekają na wyjaśnienie, i takie, co pozostaną już nimi na zawsze w świetle posiadanej przez nas dość skąpej wiedzy. Klucz do części z nich może spoczywać gdzieś w mroku rosyjskich, brytyjskich czy amerykańskich archiwów w postaci dokumentów objętych klauzulą tajności na kolejne dekady. Przykładowo na ujawnienie depozytu dotyczącego śledztwa w sprawie śmierci gen. Władysława Sikorskiego musimy zaczekać co najmniej do 2033 r.

 

Historia, którą zaczniemy dziś opowiadać, jest właśnie z gatunku tych, o których chciałoby się powiedzieć, że wiemy całkiem sporo, tylko nie wiemy najważniejszego. Opowiada ona o jednej z najbardziej tajemniczych i kontrowersyjnych postaci związanych z polskim podziemiem. Postaci, która po ponad siedmiu dekadach wciąż budzi skrajne emocje podczas burzliwych dyskusji na internetowych forach poświęconych historii, natomiast jej motywy i kulisy działania pozostają nadal w sferze mniej lub bardziej prawdopodobnych domysłów. Dla jednych pospolity kolaborant, watażka i wojenny zbrodniarz, dla drugich szara eminencja, Konrad Wallenrod, podwójny lub nawet potrójny agent pracujący jednocześnie dla kilku stron konfliktu w sobie tylko znanym celu, człowiek bez którego Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych znalazłaby się w pułapce bez wyjścia. W potrzasku między nacierającymi Sowietami, a cofającymi się, ale wciąż groźnymi i zdeterminowanymi Niemcami. To właśnie między innymi kładąca się długim cieniem na NSZ sprawa kapitana „Toma” stała się swoistym „corpus delicti” idealnie wpasowującym się w utrwalaną przez komunistów czarną legendę tej najbardziej znienawidzonej przez nich niepodległościowej formacji. Przekładało się to na asumpt do bezwzględnego zwalczania i niszczenia wizerunku NSZ. Niestety zbudowana przez komunistów narracja, bezkrytycznie powielana przez niektórych polityków i publicystów, wciąż ma się w najlepsze i tylko niezmordowana determinacja i uczciwość historyków sprawia, że dobre imię NSZ powoli jest przywracane.

 

Kim był „Tom”? U progu tajemnicy

 

Przez wiele dekad nie było pewności co do jego prawdziwego nazwiska. Posługiwał się wieloma pseudonimami takimi jak „Herbert Jung” alias „Tadeusz Trąbka”, „Tom Sosna”, „Hubert Hania”, „Tomasz Kamiński” „Tomasz Augustyniak”, „Tomasz Kalinowski”, „Trepka”, „Tomasz Zan”, „Georg”, „Jerzy Tom” albo po prostu „Tom” lub kapitan „Tom”, który to przylgnął do niego najściślej w powojennej historiografii.

Według najnowszych ustaleń pana Leszka Żebrowskiego, jednego z najwybitniejszych badaczy problematyki związanej z podziemiem zbrojnym wywodzącym się z obozu narodowej demokracji należy z dużą pewnością przyjąć, że prawdziwe nazwisko tego człowieka brzmiało Hubert Jura, choć wcześniej w literaturze przedmiotu było ono podawane na równi z innymi pseudonimami. Hubert Jura urodził się 2 lipca 1916 r. w Linderode (dzisiaj Lipinki Łużyckie w województwie lubuskim) w rodzinie o korzeniach polsko-niemieckich. Jego ojciec, Józef, pracował jako naczelnik poczty. Panieńskie nazwisko matki – Smierzchalska. Częste zmiany stanowiska ojca i przeprowadzki powodowały, że Hubert jako dziecko nie mógł na dłużej zagrzać miejsca w żadnej szkole. Uczęszczał do Państwowego Gimnazjum Koedukacyjnego im. Piotra Skargi w Szamotułach, następnie do Gimnazjum Męskiego w Ostrowie Wielkopolskim, później zaś do Państwowego Gimnazjum Humanistycznego w Bydgoszczy. Jedną z miejscowości, gdzie mieszkała rodzina Jurów, były Bory Tucholskie, stąd prawdopodobnie często w powojennej historiografii są one błędnie podawane jako miejsce jego urodzenia. Do września 1939 r. mieszkał w Więcborku. Miał troje rodzeństwa. Siostrę i dwóch braci. Jeden z nich, Józef, zginął tragicznie jako dziecko w wyniku utonięcia. O drugim będzie jeszcze w tej historii mowa. Podczas kampanii wrześniowej Hubert Jura brał udział jako szeregowiec w walkach z Sowietami na wschodzie Polski. Tam też dostał się do niewoli. Możliwe, że już wtedy był awansowany do stopnia podporucznika. Dzięki sprytnemu zabiegowi dostał się na stronę niemiecką. Będąc jeńcem sowieckim, wykorzystał fakt, że urodził się na terenie Niemiec i będąc pojmanym przedstawił się z imienia jako Herbert. Przeczuwając niebezpieczeństwo związane z posiadaniem wyższego stopnia, zarejestrował się jako szeregowiec. Cel został osiągnięty. Przekazano go Niemcom i trafił stalagu, skąd po pewnym czasie zwolniono go, co w przypadku niewoli sowieckiej nie byłoby takie pewne. Rodzina Jurów zostaje wysiedlona na Lubelszczyznę. Hubert Jura znalazł się na terenie, który podlegał Obwodowi Biłgorajskiemu ZWZ-AK. Musiał się czymś wykazać, bądź szybko zaskarbić sobie zaufanie przełożonych, gdyż mianowano go oficerem dywersji. O tym okresie jego działalności wiemy niewiele. Wiadomo, że w AK służył do początku 1943 r. Ze względu na denuncjacje i aresztowania, struktury organizacyjne ZWZ-AK na Lubelszczyźnie zostają mocno przetrzebione, a samo działanie w terenie robi się niebezpieczne. Hubert Jura przedostał się w okolice Warszawy i w tamtejszych lasach znajduje przyczółek do dalszej działalności.

 

„Sosna” przeciw bandom

 

Hubert Jura („Tom”) nawiązał kontakt z ogniwami terenowymi, najpierw Narodowej Organizacji Wojskowej, przekształconej później w NSZ, przy czym mówimy tutaj o tej części formacji, która dążyła do scalenia AK i wywodziła się bardziej z konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego niż ONR-u. Dostaje polecenie udania się na Kielecczyznę, zagłębie polskiej partyzantki, z zadaniem sformowania zbrojnego oddziału tzw. Akcji Specjalnej (AS). Były to funkcjonujące w ramach organizacji grupy będące zbrojno-dywersyjnym ramieniem NSZ. Tak powstaje pierwszy oddział partyzancki Huberta Jury o kryptonimie „Sosna”. Wkrótce Jura objął funkcję szefa AS Okręgu V Kielecko-Radomskiego. Propagandowo eksploatowanym przez komunistycznych historyków dokonaniem, już wówczas mającym hańbić osobę Jury jako bandyty, mordercy Żydów i kolaboranta była likwidacja bojówki partyzanckiej Gwardii Ludowej (GL) dowodzonej przez Juliana Kaniewskiego (własc. Izraela Ajzenmana, ps. „Lew”, „Julek”) o kryptonimie „Lwy”. Należy jednak pamiętać, że grupa ta miała charakter bandycko-rabunkowy i siała postrach wśród miejscowej ludności. Nawet kierownictwo GL odnosiło się krytycznie do poczynań Ajzenmana i jego oddziału funkcjonującego w okolicach Końskich i na terenie powiatu Opoczno. „Lwy” oraz ich herszt mieli na koncie bezprzykładne morderstwa i grabieże. W miasteczku Drzewica zamordowali oni sześciu członków konspiracji oraz kilku znamienitszych przedstawicieli lokalnej społeczności. W dniu 22 lipca 1943 r. partyzanci Jury schwytali i dokonali egzekucji siedmiu członków bandy oraz jednego z przywódców, Stanisława Wiktorowicza (ps. „Stach”). To tylko jedno z dokonań oddziału Jury w terenie. Notoryczne zbrodnie dokonywane na ludności cywilnej oraz działaczach podziemia przez partyzantkę komunistyczną, zmusiły kierownictwo NSZ do podjęcia radykalnych kroków mających na celu powstrzymanie panoszącego się bezprawia grup będących de facto ekspozyturami sowieckiej agentury. Głównym zadaniem partyzantki komunistycznej nie była bowiem walka z Niemcami, ale wywołanie chaosu i anarchii na tyłach niemieckiego frontu, co miało pozwolić na osiągnięcie kilku korzyści. Zradykalizowanie i osłabienie społeczeństwa polskiego, narażenie go na wyniszczenie fizyczne ze strony Niemców, a dodatkowo oczyszczenie przedpola nadchodzącego frontu z „elementów wrogich i reakcyjnych”. Wobec tego szczególnie NSZ, ale również AK srodze tępiły działalność komunistycznych grup. Należy tu jednak zdecydowanie zaznaczyć, że nie wszystkie oddziały GL/AL miały na koncie podobnie haniebne występki, a niektóre z grup bojowych tych formacji miały swój wkład w walkę z niemieckim okupantem.

 

Na własną rękę, na własnych prawach…

 

W kierownictwie NSZ-AK zorientowano się nie tylko w skuteczności i odwadze Jury graniczącej z brawurą, ale rozważano również inne sposoby wykorzystania jego osoby. Hubert Jura od dziecka dobrze znał niemiecką kulturę i język, dlatego też wyznaczono go jako łącznika do kontaktów z Niemcami, aby w zmiennych okolicznościach teatru wojennego móc wynegocjować rodzaj sojuszu taktycznego wobec nadciągającego zagrożenia ze strony Sowietów. Po klęsce pod Stalingradem i bitwie na Łuku Kurskim, kwestia przegranej Niemiec była już tylko kwestią czasu. Równolegle część kierownictwa nazistowskiego aparatu bezpieczeństwa doskonale zdawała sobie sprawę, że twardy kurs terroru wobec polskiego podziemia jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Ciągła walka z konspiracją i partyzantką była bardzo niekorzystna z punktu widzenia zabezpieczenia niemieckiego zaplecza w warunkach powolnej defensywy, gdyż powodowała straty, zużywała zasoby i wiązała siły. Wiedząc o tym, zarówno po jednej jak i drugiej stronie poważnie rozważane było taktyczne zawieszenie broni, na rzecz skoncentrowania działań przeciwko siłom komunistycznym. Pomimo późniejszych oskarżeń o samowolę, w początkowym okresie działalności Huberta Jury to właśnie przełożeni z NSZ-AK wyznaczyli go na osobę do kontaktów i dali mu mandat na rozmowy z okupantem w pewnym tylko niezbędnym zakresie. „Tom” miał jednak swoją własną wizję…

Mniej więcej od jesieni 1943 r. Hubert Jura zgłasza się do niemieckich władz bezpieczeństwa w Radomiu i Kielcach. Wbrew wcześniejszym ustaleniom z przełożonymi z NSZ-AK, składa Niemcom ofertę co prawda jedynie w zakresie wspólnego zwalczania organizacji komunistycznych, ale jednak „twardej” kolaboracji. Osoba „Toma” nie była obca Niemcom, gdyż informacje o likwidowaniu komunistycznych bojówek w terenie regularnie docierały do władz Gestapo. Propozycja „Toma” trafiła do „Lisa z Radomia”, Paula Fuchsa – Haupsturmführera SS – szefa IV Wydziału radomskiego Gestapo, referatu „A” – zajmującego się zwalczaniem ruchu oporu oraz referatu „N” – kontrwywiadem. Fuchs będący gorącym zwolennikiem szukania dróg porozumienia z polskim podziemiem w obliczu sowieckiego niebezpieczeństwa, znając wcześniej dokonania „Toma”, z entuzjazmem przyjął propozycję współpracy. Hubert Jura coraz bardziej uniezależniał się od przełożonych z NSZ-AK, aż stał się zupełnie niesterowalny. Pomiędzy nim a Fuchsem trwała regularna wymiana list proskrypcyjnych członków komunistycznych organizacji, takich jak PPR, GL/AL czy też sowieckich agentów zrzucanych na teren okupowanej Polski. „Tom” przy wsparciu Fuchsa buduje własną siatkę oddanych sobie ludzi i tworzy przyczółki swojej własnej organizacji na terenie kielecko-radomskim, a także w Krakowie i Częstochowie. Kapitan „Tom” i jego podkomendni z początkiem 1944 r. zaczęli pokazywać swoje mroczne oblicze. Uczciwe dociekanie i prezentowanie prawdy historycznej nakazuje bowiem nakreślić możliwie najszerszą panoramę tego co wiemy, bez wybielania i przemilczeń, choćby prezentowany obraz był niepokojący lub nawet szokujący. C.D.N.

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *