Bitwa pod Mełchowem


Kolejna 157. rocznica Powstania Styczniowego skłania do refleksji i zadumy nad meandrami polskiej historii. Jak zwykle przy takich okazjach tu i ówdzie pojawiają się zarzuty wygłaszane przez „ludzi rozsądnych”, że ulubionym zajęciem Polaków jest świętowanie klęsk. Autorzy takich bałamutnych i niesprawiedliwych tez nie rozumieją istoty polskiej tożsamości.

Wspominając rocznice najważniejszych wydarzeń polskiej historii oddajemy hołd ich uczestnikom, polskim herosom, którzy przez wieki realizowali wspólny dla każdego Polaka cel, którym była obrona Ojczyzny. Łatwo odnosić zwycięstwa, gdy dysponuje się wystarczającym zapleczem materialnym i ludzkim. O wiele trudniej zwyciężać, gdy broń trzeba zdobywać na wrogu, największej armii ówczesnego świata. Rzucenie wyzwania imperium Romanowów było aktem najwyższego heroizmu. Nasi przodkowie dla obrony drogich dla siebie wartości rzucili wyzwanie państwu carów poświęcając bez wahania szczęście swoje i swoich rodzin, swoje życie i zdrowie. Czcimy bohaterów dla których wolna Polska była wartością najwyższą. Poznając ich biografie zadajemy sobie pytanie, czy my dziś potrafilibyśmy zachować się tak samo?

Przebieg bitwy

W latach 1863 – 64 powstańcy stoczyli ponad 1200 bitwach i potyczek z wojskami rosyjskimi. Jedna z takich bitew rozegrała się 30 września 1863 r. w okolicach maleńkiej wioski Mełchów leżącej w Ziemi Lelowskiej. Obecnie miejscowość ta znajduje się w województwie śląskim, w powiecie częstochowskim.

Mełchów stał się pod koniec września 1863 r. miejscem koncentracji oddziałów polskich walczących na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej pod dowództwem powstańczego naczelnika województwa krakowskiego pułkownika Zygmunta Chmieleńskiego.

 

Plan bitwy pod Mełchowem  30 września 1863 r. Ustawienie wojsk polskich i rosyjskich. Fot. Archiwum autorów.

Oddziałem strzelców dowodził były rotmistrz husarów węgierskich, kapitan Albert Esterhazy pseudonim „Otto”. Kosynierami dowodził były oficer armii rosyjskiej, pułkownik Teofil Władyczański pseudonim „Zaremba”. Sily powstańcze liczyly około 800 żołnierzy. Oddział dysponował też niewielkimi siłami kawalerii. Pod koniec września nadeszły wiadomości o zbliżaniu się sił rosyjskich pod dowództwem pułkownika Szulmana. W skład kolumny rosyjskiej wchodziły dwie roty piechoty, dwa szwadrony dragonów, setka kozaków oraz oddział rakietników. Rosjanie dysponowali też trzema działami. Do spotkanie oddziału polskiego i rosyjskiego doszło 30 września 1863 r. Polski dowódca postanowił przyjąć bitwę.

Lewym skrzydlem dowodził Węgier – kapitan Esterhazy, centrum zgrupowania zajął głównodowdzący pułkownik Chmieleński, prawą stronę osłaniał pułkownik Władyczański wraz z piechurami i kawalerią. Początkowo szala bitwy przechylała się na korzyść Polaków, jednak nagła śmierć węgierskiego dowódcy i śmiertelny postrzał pułkownika „Zaremby” wywołały panikę na skrzydłach oddziału polskiego. Tylko dzięki przytomności umysłu dowódcy udało się opanować chaos i w sposób zorganizowany wycofać wojsko z pola bitwy. Po obu stronach było po kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych. Rosjanie byli zbyt wyczerpani walką, żeby podjąć skuteczny pościg.

Ciężko rannemu pułkownikowi Teofilowi Władyczańskiemu udało się opuścić pole bitwy. Dotarł do odległego o kilka kilometrów Lelowa, gdzie zmarł. Pułkownik Zygmunt Chmieleński odbył jeszcze kilka zwycięskich potyczek z wojskami rosyjskimi. Szczęście opuściło go 16 grudnia 1863 r. W bitwie pod Bodzechowem 16 grudnia odniósł ciężkie rany i dostał się do niewoli. Został skazany na śmierć i rozstrzelany w Radomiu 23 grudnia 1863 r.

 

Zbiorowa mogiła powstańców z oddziału płk. Zygmunta Chmieleńskiego poległych w bitwie pod Mełchowem 30 września 1863 r. Fot. Ewa i Bogumił Liszewscy.

Warto wspomnieć, że w bitwie pod Mełchowem uczestniczył urodzony w Igołomii pod Krakowem, siedemnastoletni wówczas student Instytutu Politechnicznego w Puławach, Adam Chmielowski. W bitwie odniósł ciężką ranę, w wyniku której utracił nogę. Niektórzy twierdzą, że to właśnie pod Mełchowem przyszły święty Kościoła katolickiego, lepiej znany jako brat Albert, twórca dwóch zakonów dobroczynnych, rozpoczął swoją drogę do świętości.

Upamiętnienie

W 2009 r. w 146. rocznicę Powstania Styczniowego dla uczczenia pamięci bohaterów biorących udział w bitwie pod Mełchowem mieszkańcy Ziemi Lelowskiej dokładnie w miejscu, gdzie toczyły się walki, wznieśli pomnik z krzyżem poświęcony poległym powstańcom. Umieszczone na cokole odrębne tablice poświęcone są pamięci poległego pod Mełchowem kapitana Alberta Esterhazy’ego oraz Adama Chmielowskiego, który jak głosi tekst na tablicy tutaj poświęcił swoje zdrowie dla Ojczyzny i to właśnie tutaj rozpoczął swoją drogę do świętości. Odrębna tablica poświęcona jest pamięci oficerów oddziału powstańczego biorących udział w bitwie – dowódcy oddziału polskiego, pułkownikowi Zygmuntowi Chmieleńskiemu, pułkownikowi Teofilowi Władyczańskiemu oraz kapelanowi oddziału ojcu Zygmuntowi Trawińskiemu. Istnieje przypuszczenie, że w powstańczej mogile pochowani są także żołnierze rosyjscy polegli w bitwie. Grób Teofila Władyczańskiego znajduje się na cmentarzu w Lelowie.

 

Grób powstańców styczniowych poległych w Ziemi Lelowskiej na cmentarzu w Lelowie. Spoczywa tutaj poległy w bitwie pod Mełchowem podpułkownik Teofil Władyczański pseudonim „Zaremba”. Fot. Ewa i Bogumił Liszewski.

Gdy staniemy w kolejną rocznicę nad grobami powstańców styczniowych nie dopuśćmy do tego, „żeby ich walka stała się szyderstwem, rozwianym w błękit przeszłości daleki. Kłamstwem, że walka była przegrana, dopóki choć jeden z nas żywy, z tych którzy wrogu życie swe w twarz cisnąć mogą. Bo ogromna jest siła Polski w świętym do wolności locie”.

Ewa i Bogumił Liszewscy

 

Podziel się:

1 komentarz

  • Zdzisław Stępień pisze:

    Co roku jest super wykonana inscenizacja Bitwy pod Mełchowem w ostatnią sobotę września.
    Odtworzone sceny z bitwy poparte są bardzo dobrym komentarzem płynącym z głośników wraz z odpowiednim podkładem muzycznym i wartka akcja bez zbędnych przestojów.Zapewne kosztowało to pewnie dużo trudów organizatorom – za co im należy serdecznie podziękować. Z tego powodu jest każdego roku coraz więcej widzów, ale myślę, że to naprawdę super widowisko jest za mało nagłośnione – a naprawdę warte obejrzenia.
    Pozdrawiam :
    były mieszkaniec gminy Lelów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *